Spokojnie, spokojnie. To nie będzie Itachi x Ashley. Miłego czytania! :D
Siedziałam na lekcji. Nauczyciel mówił o najważniejszych
zasadach shinobi. Nie uważałam zbytnio, bo znam ten kodeks na pamięć. Patrzyłam
na chmury, które leniwie przesuwały się po niebie. Jedna z nich przypominała mi
Shisuiego. Mimo, że pogodziłam się ze śmiercią brata, to nadal czuję pustkę w
sercu. Na szczęście mam jeszcze Itachiego, na którego zawsze mogę liczyć.
Dalsze rozmyślania przerwał mi wrzask Iruki:
-UCHIHA! Nie interesuje cię lekcja? Skoro tak, to może
wyjdziesz? – Zdenerwował się nauczyciel.
-Ma pan całkowitą rację. Nic tu po mnie. Dowidzenia. –
Powiedziałam i wyszłam z klasy. Wszyscy gapili się na mnie, jakbym zrobiła coś
okropnego. Przecież i tak znam to na pamięć. Prychnęłam tylko i udałam się na
pole treningowe. Tutaj więcej mogę się nauczyć
niż gdybym siedziała w ławce i słuchała tych głupot. Zdjęłam bluzę i
wyjęłam shurikeny z kieszeni. Zaczęłam rzucać do stojących nieopodal
drewnianych pali, na których były zawieszone czarno – białe tarcze. Trafiłam w
sam środek. Wyjęłam ostrza i rzuciłam jeszcze raz. Środek. Znowu.
-Fiu fiu fiu… - Gwizdnął ktoś za moimi plecami. Odwróciłam
się i zobaczyłam jednego najlepszych jouninów i byłego członka ANBU. Na drzewie
siedział Kakashi Hatake i czytał książkę. Zdziwiłam się, bo wiele słyszałam o
tym ninja. Był znany w całym świecie shinobi jako Kopiujący Ninja.
-Nic nadzwyczajnego. Chciał pan coś ode mnie?
-Widzisz… Mam do ciebie pewną sprawę, ale o szczegółach
dowiesz się od Hokage. Chodź ze mną.
Poszłam za szarowłosym, który nawet podczas chodzenia czytał.
Spróbowałam zajrzeć mu przez ramię, żeby zobaczyć co czyta, ale nie doceniłam
jego umiejętności. Jounin odwrócił się i stanął. Nie spodziewałam się tego i
wpadłam prosto w jego ramiona.Ten uderzył mnie lekko książką w głowę. Całe szczęście,
że okładka była miękka. Zaśmiał się i szedł dalej jakby nigdy nic. Uśmiechnęłam
się, bo mimo plotek, że Kakashi Hatake zawsze jest poważny ja uważam, że
potrafi być zabawny. Szliśmy razem w milczeniu. Gdy doszliśmy do gabinetu
Hokage, Kakashi stanął z boku i mnie obserwował, a ja zajęłam miejsce
naprzeciwko biurka.
-Ashley Uchiha. Lat dwanaście. Zamieszkała w dzielinicy
Uchiha. Mam rację? – Spytał Trzeci.
-Owszem. –Odpowiedziałam.
-Z racji, że twoje umiejętności są na wyższym poziomie wraz
z radą starszych postanowiłem, że zostaniesz chuninem. Nie musisz przechodzić
egzaminu, do jakiego będą przystępować twoi koledzy. Na początku Tsuchikage i
Raikage sprzeciwiali się mojej decyzji, ale gdy zobaczyli twoje treningi
zmienili zdanie.
-Jak to zobaczyli moje treningi? – Zdziwiło mnie, że
awansowałam na chunina, ale jeszcze dziwniejszy był fakt, że dwójka kage
osobiście pofatygowała się, żeby zobaczyć mój trening.
-Zaprosiłem ich do Wioski Liścia, gdzie przyszli wraz z
obstawą. Nikt nie miał się o tym dowiedzieć, a zwłaszcza ty, ale uznałem, że
powinnaś wiedzieć. Zgodnie uznali, że pomimo młodego wieku nadajesz się na chunina. – Odparł spokojnie Sarutobi. Nie
wiedziałam, co powiedzieć, więc tylko skinęłam głową, a Hokage kontynuował.
–Będziesz chodzić na misje, a gdybyś czegoś potrzebowała, zgłoś się do
Kakashiego. On będzie w tym roku jouninem nadzorującym, więc ci pomoże. Oprócz
tego twoje treningi będą się odbywały we wtorki o godzinie 9:00 na placu
treningowym nr. 2. Masz jakieś pytania? – spytał Trzeci.
-Tak. Kto będzie mnie trenował? – To mnie bardzo ciekawiło.
Mam nadzieję, że będzie to ktoś ogarnięty.
-Kakashi Hatake, oczywiście. – Odparł staruszek.
- Jeśli to wszystko, to mogłabym już iść? – Ucieszyłam się
na myśl, że będę mieć z Kakashim treningi. Jest świetnym shinobi. Podobno
opanował 1000 technik, a w dodatku tak jak ja jest posiadaczem sharingana.
-Naturalnie, idź.
Wyszłam z gabinetu i skierowałam się w stronę dzielnicy, w
której mieszkam. Znajdowała się na samym końcu wioski. W domu, czekał na mnie
Itachi. Mieszkał po drugiej stronie ulicy, ale chwilowo przeprowadził się do
mnie, bo mieszkam sama. Ojciec większość czasu spędza w biurze i rzadko wraca
na noc do domu.
-Ohayo, siostrzyczko. Siadaj, zrobiłem spaghetti. –
Uśmiechnął się chłopak.
-Z nieba mi spadasz. – Wyszczerzyłam ząbki i zabrałam się za
jedzenie.
- Co słychać w akademii? Słyszałem, że znowu wyszłaś z
lekcji.
-Tak, ale to już umiem. Wyszłam potrenować, a w międzyczasie
spotkałam Kakshiego Hatake, który zaprowadził mnie do Hokage. – Odpowiedziałam
i zabrałam się za pałaszowanie przygotowanej przez brata kolacji.
- Do Hokage? Co ty robiłaś u Hokage? – Zdziwił się Itachi.
- Trzeci stwierdził, że awansuje mnie na chunina i będę mieć
treningi z panem Kakashim.
- No to gratuluję! Kiedy? – Poklepał mnie po plecach i
wstał, żeby pozmywać naczynia.
-We wtorki o dziewiątej. – Wstałam i położyłam obok zlewu
pusty talerz. Wzięłam ściereczkę i pomogłam mu wycierać talerze i sztućce. Było
już późno, więc poszłam na górę, wziąć szybki prysznic i położyłam się spać. W
nocy obudził mnie grzmot. Chwilę potem zobaczyłam błysk. Nie było wątpliwości,
rozpętała się burza. Mimo tego, że mam dwanaście lat, to nadal boję się burzy.
Kiedyś w budę mojego psa uderzył piorun. Buda się rozpadła, a pies zginął. Od
tego czasu wydaje mi się, że lada chwila piorun uderzy w ten dom i zabije mnie
i Itachiego. Rozbłysło światło, a kilka sekund później rozległ się grzmot.
Skuliłam się pod kołdrą i błagałam, by burza przeszła bokiem. Niestety nikt nie
wysłuchał mojego błagania, bo burza rozpętała się na dobre. Wybiegłam z pokoju
i po omacku szukałam pokoju brata, w którym pomieszkiwał Itachi. Obaj chłopcy
mieli podobne zainteresowania, więc pokój Shisuiego podobał się Itachiemu.
Wymacałam klamkę i zapukałam.
-Proszę, Ash, wchodź. – Powiedział Uchiha. Weszłam do pokoju
i zamknęłam za sobą drzwi. Akurat w tym momencie dało się słyszeć przerażający
grzmot. Podskoczyłam i przytuliłam się do niego. Ten uśmiechnął się tajemniczo
i powiedział:
-Nie mów, że nadal boisz się burzy? – Spytał z lekką ironią.
-Nie śmiej się! – Zarumieniłam się lekko. Na szczęście było
ciemno i miałam pewność, że nikt nie zauważy.
-Już, już. Spokojnie, nie śmieję się. – Odparł, ale nadal
można było wyczuć nutkę rozbawienia w jego głosie. Itachi położył się i
zaoferował mi miejsce obok siebie. Całe szczęście, że Shisui miał duże łóżko.
Nie musiałam się martwić, że ktoś zacznie coś podejrzewać. W końcu jesteśmy
dalekimi kuzynami. Rozległ się grzmot, a ja pod wpływem chwili złapałam Uchihę
za rękę. Teraz to wyglądałam jak dorodny pomidor. Ku mojemu zdziwieniu Itachi
ścisnął lekko moją rękę, dodając mi otuchy. Uspokoiłam się trochę, bo
wiedziałam, że w razie czego on mnie obroni. Zasnęłam. Śnił mi się dom
Kakashiego, a później piorun, który w niego uderzył. Obudziłam się z krzykiem,
ale gdy poczułam, że moją dłoń trzyma Itachi uspokoiłam się i zasnęłam
ponownie. Tym razem spałam spokojnie.