środa, 30 marca 2016

Rozdział 11

Ten rozdział jest krótszy i mało się w nim dzieje. Taki przerywnik :D Ale obiecuję, że w następnej notce będzie się działo! Sami zobaczycie :p (Ta akcja w Wiosce Liścia jest podejrzana, prawda?)

Cały czas byłam świadoma tego, co się ze mną dzieje, ale w pewnym momencie poczułam się na tyle bezpiecznie, że zasnęłam. Obudziłam się w łóżku, przykryta kocem. Jednakże nie był to pokój Paina. Pomieszczenie było o wiele jaśniejsze i przytulniejsze niż kryjówka Akatsuki. Znajdowałam się w małym, drewnianym domku pośrodku lasu. Naprzeciwko łóżka mieściła się skromna kuchnia, stół i dwa krzesła. Przy ścianie stała szafa i półka na książki. Oprócz tego był jeszcze kominek oraz dwie pary drzwi prowadzące do łazienki i na zewnątrz. Rozglądając się, dostrzegłam wiszące w szafie  moje ubrania, a w szufladkach rozmaite bronie. Na stole leżała karteczka. Był to prawdopodobnie liścik od Lidera.
Jesteś teraz w południowej części Kraju Trawy. O nic się nie martw, przyniosłem twoje rzeczy. Chwilowo wraz z członkami Akatsuki szukamy miejsca na nową kryjówkę organizacji. Tym razem Konan się uparła, żeby było o wiele przytulniej. Zawarliśmy porozumienie z piątką Kage, więc nie musimy już się ukrywać, aczkolwiek nie zamieszkamy na razie w wiosce, bo jej mieszkańcy nadal nie są przekonani, co do naszych zamiarów. Itachi wrócił już z misji, ale zobaczysz się z nim dopiero za jakichś czas. Tymczasem odpoczywaj w moim domku letniskowym ;)
PS. Dlaczego trzymasz bawełniane, składane półkule na broń obok skarpetek? Musisz mi pokazać jak się ich używa.
Pain
Odłożyłam list z powrotem na stół i udałam się do kuchni. Zrobiłam sobie  herbatę owocową i kanapki. Skoro sam Lider Akatsuki twierdzi, że należy mi się odpoczynek, to nie mam zamiaru się sprzeciwiać.
TYMCZASEM W WIOSCE LIŚĆIA
Był środek nocy. Zegar na dachu Akademii wybijał północ. Chwilę później w jednym z mniej uczęszczanych zaułków zmaterializował się chłopak. Z dachu sąsiedniego budynku bezszelestnie zeskoczył mężczyzna, który wręczył mu zwój.
- Zrozumiałeś wszystko? Masz tu 150000 jenów*. Jeśli ci się uda, dostaniesz drugie tyle. – Powiedział zakapturzony osobnik w masce, przekazując chłopakowi pieniądze. Ten pokiwał znacząco głową, poczym wykonał technikę zniknięcia. Starszy mężczyzna również oddalił się z tego miejsca, a ślad po nich się urwał.
TYMCZASEM W AKATSUKI
- Pain! Nareszcie wróciłeś! Pomóż nam przestawić tą komodę. – Krzyknął Hidan, który bezskutecznie próbował ruszyć mebel z miejsca.
- Mówiłem ci, żebyś nie mówił mi po imieniu. Dla ciebie jestem Liderem.
- To nie fair! Ashley może do ciebie mówić po imieniu, a my nie możemy. Czyżbyś ją faworyzował?
- Ashley to co innego! Przestań tyle gadać i weź się do roboty. Jeśli będziecie czegoś potrzebować, będę w swoim gabinecie. Muszę uporządkować papiery.
- Taa… Idź już lepiej, PAIN. – Zaakcentował ostatnie słowo Hidan i uśmiechnął się wrednie, widząc zrezygnowane spojrzenie Lidera, poczym wraz z Kakuzu zajęli się umeblowaniem salonu. Kisame montował ogrzewanie i wydzierał się na Deidarę, który nieudolnie próbował naprawić lodówkę.
- DEIDARA, IDIOTO! POPSUŁEŚ LODÓWKĘ!?
- N-nie! Ja ją naprawiam! To Zetsu próbował wyjeść kabanosy. – Skłamał chłopak.
- Nie kłam, blondasie! Zetsu już tu nie ma! Idź lepiej poproś Sasori’ego, żeby to naprawił. On się zna na elektronice. – Poradził Kisame, który sam miał nie lada problem z mocowaniem kaloryfera. Tymczasem Konan nie omieszkała upomnieć Hidana, że wszystko robi źle.
- Jak to źle!? Jest idealnie! – Obruszył się siwowłosy.
- Przesuń tę półkę na książki w lewo o kilka centymetrów, stół odsuń bardziej do tyłu. Nie tak! W to drugie lewo! Tak w ogóle to czemu obraz jest przekrzywiony? Ugh… Sama to zrobię. Zajmij się lepiej wykańczaniem łazienki.
- Odezwała się Konan – papierowa anielica! – Nabijał się Hidan, ale nie docenił możliwości dziewczyny, która posłała w jego kierunku kilkanaście papierowych ostrzy.
- AŁA! Kobieto, weźże się opanuj. Poprzebijałaś mi skórę tym orgiami!
- Ciszej tam! Sasori właśnie próbuje przywołać swoje sto marionetek. – Krzyknął zbulwersowany Dediara.
- Na chuj mu lalki? – Spytał Kisame, rechocząc.
- Za pomocą marionetek będę malował ściany w przedpokoju i na piętrze. – Odparł ze stoickim spokojem Sasori.
- Sprytnie!
- Oczywiście, że tak. Ty za to mógłbyś się pospieszyć. Od godziny naprawiasz ten kaloryfer…
- To nie takie łatwe! Kiedy przyjdzie Ashley? Ona by to w mig naprawiła i jeszcze zrobiłaby pyszną kolację. – Rozmarzył się Hoshigaki.
- Ona ci nie pomoże. Chwilowo regeneruje się po walce z Madarą. –  Powiedział Sasori lekko zdenerwowany, gdyż nie wychodziło mu malowanie.
- Przecież nie odniosła żadnych obrażeń. – Zdziwił się Hidan.
- Psychicznie, Hidan. Ucierpiała jej psychika. Pierwszy raz zabiła człowieka, który w dodatku był jej przodkiem.
- No chyba, że tak.
- WRACAĆ DO PRACY NIEROBY! – Krzyknął Pain, schodzący do kuchni z kubkiem po kawie.
- A ty to co? Lenisz się całymi dniami! – Odparli jednocześnie Kisame i Deidara.
- Ja? Ciężko pracuję, żeby ocieplić wasz wizerunek.
- Taa… Czytasz pornole. Widziałem, co masz pod łóżkiem. – Uśmiechnął się Sasori.

- To było dawno i nieprawda! – Zarumienił się Pain, odwracając wzrok od oskarżycielskiego spojrzenia Konan.

*150000 jenów - To około 50000zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz