środa, 30 marca 2016

Rozdział 11

Ten rozdział jest krótszy i mało się w nim dzieje. Taki przerywnik :D Ale obiecuję, że w następnej notce będzie się działo! Sami zobaczycie :p (Ta akcja w Wiosce Liścia jest podejrzana, prawda?)

Cały czas byłam świadoma tego, co się ze mną dzieje, ale w pewnym momencie poczułam się na tyle bezpiecznie, że zasnęłam. Obudziłam się w łóżku, przykryta kocem. Jednakże nie był to pokój Paina. Pomieszczenie było o wiele jaśniejsze i przytulniejsze niż kryjówka Akatsuki. Znajdowałam się w małym, drewnianym domku pośrodku lasu. Naprzeciwko łóżka mieściła się skromna kuchnia, stół i dwa krzesła. Przy ścianie stała szafa i półka na książki. Oprócz tego był jeszcze kominek oraz dwie pary drzwi prowadzące do łazienki i na zewnątrz. Rozglądając się, dostrzegłam wiszące w szafie  moje ubrania, a w szufladkach rozmaite bronie. Na stole leżała karteczka. Był to prawdopodobnie liścik od Lidera.
Jesteś teraz w południowej części Kraju Trawy. O nic się nie martw, przyniosłem twoje rzeczy. Chwilowo wraz z członkami Akatsuki szukamy miejsca na nową kryjówkę organizacji. Tym razem Konan się uparła, żeby było o wiele przytulniej. Zawarliśmy porozumienie z piątką Kage, więc nie musimy już się ukrywać, aczkolwiek nie zamieszkamy na razie w wiosce, bo jej mieszkańcy nadal nie są przekonani, co do naszych zamiarów. Itachi wrócił już z misji, ale zobaczysz się z nim dopiero za jakichś czas. Tymczasem odpoczywaj w moim domku letniskowym ;)
PS. Dlaczego trzymasz bawełniane, składane półkule na broń obok skarpetek? Musisz mi pokazać jak się ich używa.
Pain
Odłożyłam list z powrotem na stół i udałam się do kuchni. Zrobiłam sobie  herbatę owocową i kanapki. Skoro sam Lider Akatsuki twierdzi, że należy mi się odpoczynek, to nie mam zamiaru się sprzeciwiać.
TYMCZASEM W WIOSCE LIŚĆIA
Był środek nocy. Zegar na dachu Akademii wybijał północ. Chwilę później w jednym z mniej uczęszczanych zaułków zmaterializował się chłopak. Z dachu sąsiedniego budynku bezszelestnie zeskoczył mężczyzna, który wręczył mu zwój.
- Zrozumiałeś wszystko? Masz tu 150000 jenów*. Jeśli ci się uda, dostaniesz drugie tyle. – Powiedział zakapturzony osobnik w masce, przekazując chłopakowi pieniądze. Ten pokiwał znacząco głową, poczym wykonał technikę zniknięcia. Starszy mężczyzna również oddalił się z tego miejsca, a ślad po nich się urwał.
TYMCZASEM W AKATSUKI
- Pain! Nareszcie wróciłeś! Pomóż nam przestawić tą komodę. – Krzyknął Hidan, który bezskutecznie próbował ruszyć mebel z miejsca.
- Mówiłem ci, żebyś nie mówił mi po imieniu. Dla ciebie jestem Liderem.
- To nie fair! Ashley może do ciebie mówić po imieniu, a my nie możemy. Czyżbyś ją faworyzował?
- Ashley to co innego! Przestań tyle gadać i weź się do roboty. Jeśli będziecie czegoś potrzebować, będę w swoim gabinecie. Muszę uporządkować papiery.
- Taa… Idź już lepiej, PAIN. – Zaakcentował ostatnie słowo Hidan i uśmiechnął się wrednie, widząc zrezygnowane spojrzenie Lidera, poczym wraz z Kakuzu zajęli się umeblowaniem salonu. Kisame montował ogrzewanie i wydzierał się na Deidarę, który nieudolnie próbował naprawić lodówkę.
- DEIDARA, IDIOTO! POPSUŁEŚ LODÓWKĘ!?
- N-nie! Ja ją naprawiam! To Zetsu próbował wyjeść kabanosy. – Skłamał chłopak.
- Nie kłam, blondasie! Zetsu już tu nie ma! Idź lepiej poproś Sasori’ego, żeby to naprawił. On się zna na elektronice. – Poradził Kisame, który sam miał nie lada problem z mocowaniem kaloryfera. Tymczasem Konan nie omieszkała upomnieć Hidana, że wszystko robi źle.
- Jak to źle!? Jest idealnie! – Obruszył się siwowłosy.
- Przesuń tę półkę na książki w lewo o kilka centymetrów, stół odsuń bardziej do tyłu. Nie tak! W to drugie lewo! Tak w ogóle to czemu obraz jest przekrzywiony? Ugh… Sama to zrobię. Zajmij się lepiej wykańczaniem łazienki.
- Odezwała się Konan – papierowa anielica! – Nabijał się Hidan, ale nie docenił możliwości dziewczyny, która posłała w jego kierunku kilkanaście papierowych ostrzy.
- AŁA! Kobieto, weźże się opanuj. Poprzebijałaś mi skórę tym orgiami!
- Ciszej tam! Sasori właśnie próbuje przywołać swoje sto marionetek. – Krzyknął zbulwersowany Dediara.
- Na chuj mu lalki? – Spytał Kisame, rechocząc.
- Za pomocą marionetek będę malował ściany w przedpokoju i na piętrze. – Odparł ze stoickim spokojem Sasori.
- Sprytnie!
- Oczywiście, że tak. Ty za to mógłbyś się pospieszyć. Od godziny naprawiasz ten kaloryfer…
- To nie takie łatwe! Kiedy przyjdzie Ashley? Ona by to w mig naprawiła i jeszcze zrobiłaby pyszną kolację. – Rozmarzył się Hoshigaki.
- Ona ci nie pomoże. Chwilowo regeneruje się po walce z Madarą. –  Powiedział Sasori lekko zdenerwowany, gdyż nie wychodziło mu malowanie.
- Przecież nie odniosła żadnych obrażeń. – Zdziwił się Hidan.
- Psychicznie, Hidan. Ucierpiała jej psychika. Pierwszy raz zabiła człowieka, który w dodatku był jej przodkiem.
- No chyba, że tak.
- WRACAĆ DO PRACY NIEROBY! – Krzyknął Pain, schodzący do kuchni z kubkiem po kawie.
- A ty to co? Lenisz się całymi dniami! – Odparli jednocześnie Kisame i Deidara.
- Ja? Ciężko pracuję, żeby ocieplić wasz wizerunek.
- Taa… Czytasz pornole. Widziałem, co masz pod łóżkiem. – Uśmiechnął się Sasori.

- To było dawno i nieprawda! – Zarumienił się Pain, odwracając wzrok od oskarżycielskiego spojrzenia Konan.

*150000 jenów - To około 50000zł

środa, 23 marca 2016

ROZDZIAŁ 10

Razem z Liderem Akatsuki podążałam za Tobim i Zetsu. Kierowali się na zachód, w stronę gór. Wspólnicy Madary zatrzymali się przed kamienną ścianą, a Obito wykonał kilka pieczęci, poczym ukryte dotąd wrota otworzyły się, ukazując długi, wyrzeźbiony wewnątrz góry tunel. Schowałam się za pobliskimi krzakami, pozostając czujna, by w razie czego zaatakować w każdej chwili. Pain poszedł w moje ślady i również zamaskował swoją obecność, używając skomplikowanego ninjutsu. Pół godziny później usłyszałam czyjeś kroki. Najwidoczniej spotkanie się zakończyło. Moją hipotezę potwierdził wyłaniający się zza korytarza Tobi. Nie był to ten sam Tobi, co wcześniej. Gdy zrzucił „maskę” beztroskiego idioty i pokazał swoje prawdziwe oblicze przeszły mnie ciarki. Nawet stąd dało się wyczuć tajemniczą aurę Uchihy. Kiwnęłam głową, dając znak Painowi, że rozpoczynam wcześniej ustalony plan. Bezszelestnie obeszłam Obito i wślizgnęłam się do tunelu. Korytarz ciągnął się bez końca, aż wreszcie ujrzałam w oddali komnatę, rozświetloną blaskiem pochodni. Chwilę później znalazłam się  tuż obok pomieszczenia, w którym na krześle siedział przygarbiony mężczyzna z siwymi włosami. Kreślił atramentem znaki na pergaminie, ale gdy wyczuł moją obecność podniósł głowę i odłożył pióro na bok.
- Przyszłaś mnie zabić. – Stwierdził Madara.
- Owszem.
- Muszę cię zmartwić, ale plan księżycowego oka zostanie zrealizowany bez mojej pomocy. Ja wykonałem już swoje zadanie. – Uchiha uśmiechnął się smutno.
- Ten plan nie dojdzie do skutku. Twoje pionki lada chwila zostaną pokonani, a jedna z Ogoniastych Bestii nie  żyje.
- Jeśli myślisz, że ten blef na mnie zadziała to grubo się mylisz. Ogoniasta Bestia nie może tak po prostu umrzeć.
- Nie będę ci tłumaczyła, w końcu i tak zaraz będziesz martwy! – Powiedziałam, poczym wyciągnęłam katanę z pochwy i zaatakowałam. Madara nie próbował się nawet bronić. Moje ostrze przebiło jego klatkę piersiową na wylot. Trysnęła krew. Z ust Uchihy spłynęła strużka krwi, a jego wzrok zrobił się mglisty.

- Żyj dalej z świadomością,  że zabiłaś swojego przodka… Jesteś tylko mordercą. – Wykrztusił mężczyzna, a jego głowa opadła bezwładnie na moją rękę. Przestał oddychać. Dopiero wtedy dotarło do mnie, co zrobiłam. Zabiłam człowieka i to w dodatku członka mojego klanu. Madara miał rację, jestem TYLKO mordercą. Upadłam na kolana i spojrzałam na swoje brudne dłonie. Były poplamione krwią. Krwią mężczyzny, którego przed chwilą zamordowałam. Tak po prostu odebrałam mu życie, pomimo faktu, że go nawet nie znałam. Może i był potężnym wrogiem, który planował zniszczyć świat, ale to wciąż człowiek. Krew skapywała na posadzkę równo co kilka sekund, co doprowadzało mnie do szału. Dźwięk wydawany przez krople był nie do zniesienia. Złapałam się dłońmi za głowę, zostawiając na niej ślady czerwonej cieczy. Pot mieszał się z łzami. Nagle poczułam na ramieniu czyjąś dłoń. Ten dotyk był uspokajający, dodawał mi otuchy. Nie spojrzałam na twarz wybawcy, po prostu się w niego wtuliłam. Mógłby to być nawet Orochimaru, ale nie zwracałam na to uwagi. Ów osobnik wziął mnie na ręce i zabrał z ciemnej groty. Czułam tylko, że szliśmy tą samą trasą, pośród tych samych gór. Szczerze powiedziawszy nie byłam pewna jego tożsamości , ale podświadomie czułam, że to właśnie Pain mnie niesie. Chciałam się go zapytać, jakim cudem pokonał Obito i Zetsu, ale po dłuższej chwili stwierdziłam, że i tak mi nie powie. 

niedziela, 13 marca 2016

ROZDZIAŁ 9

Podróż na glinianym ptaku dłużyła mi się niesamowicie. Pomimo malowniczych krajobrazów robiłam się coraz bardziej senna, a oczy same mi się zamykały. Oparłam na czymś miękkim głowę i zasnęłam.
Obudziłam się rześka i pełna energii, ale zorientowałam się, że trzymam głowę na ramieniu Sasori'ego, a na dodatek się do niego przytulam! Ale mi było wstyd! Spokojnie zasypiam przy dwóch tajemniczych członkach organizacji przestępczej, których dopiero co poznałam! Podniosłam gwałtownie głowę, uderzając jej czubkiem marionetkarza w brodę. Byłam teraz czerwona niczym pomidor. Na szczęście większość mojej twarzy była zasłonięta maską od Kakashi'ego
- Emmm... Tego, no... Przepraszam... - Wydukałam speszona.
- Nic się nie stało, ale następnym razem uwarzaj przy pobudce. - Uśmiechnął się Sasori, masując przy tym swoją brodę. Kiwnęłam głową, a chwilę potem Deidara ogłosił, że jesteśmy na miejscu. Nad wodospadem znajdowała się polana, obok której ciągnęły się schody do podziemi. Na ścianach jaskini tliły się pochodnie.
- Niezbyt tu przytulnie. - Stwierdziłam z nutką zawodu w głosie.
- Poczekaj chwilkę, pozory mylą. Jeśli skręcisz w lewo trafisz do niekończącego się labiryntu. - Blondyn póścił mi oczko.
- No, a na prawo?
- A na prawo mieszkamy my. - Sasori wciął się do rozmowy i otworzył przede mną drzwi. Moim oczom ukazał sie dość niecodzienny widok. Kilku członków Akatsuki spierało się o pilot do telewizora, a jeden z nich stał z pomidorem w ręku.
- PADNIJ! - Wrzasnął Deidara i pociągnął mnie za sobą na ziemię. W miejscu gdzie przed chwilą znajdowała się moja głowa wylądował ów dorodny pomidor, który rozplaskał się na ścianie.
- TOBI! Jeszcze jeden taki numer i posmakujesz smaku mojej kosy! - Krzyknął mężczyzna z srebrnymi ulizanymi włosami. Stałam zdziwiona w miejscu i patrzyłam jak Tobi biegnie do kuchni po ściereczkę i usiłuje zmyć warzywo ze ściany. Nieco zdezorientowana stałam w miejscu i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Niespodziewanie podeszła do mnie dziewczyna z granatowymi włosami.
- Witaj w siedzibie Akatsuki. Skoro przeżyłaś walkę z Deidarą i Sasorim musisz być naprawdę dobra. Jestem Konan, oprowadzę cię po naszym mieszkaniu. - Przedstawiła się kobieta i zaprowadziła do salonu. Pokazała mi również kuchnię, pokoje poszczególnych osób oraz gabinet Lidera. Pokoje były dwuosobowe, wyposażone w  łazienkę. Mniej więcej zorientowałam się w sytuacji, ale ta część jaskini wogóle nie przypominała tych obskurnych korytarzy. Tutaj było przytulnie i czułam się prawie jak w domu. Konan poradziła mi, żebym przedstawiła się najpierw  Liderowi, a później ona pokaże mi resztę. Zrobiłam tak, jak powiedziała, zapukałam do drzwi gabinetu.
- Proszę. - Odpowiedział mi męski głos, więc weszłam do pomieszczenia. Za biurkiem siedział mężczyzna z rudymi włosami i mnóstwem kolczyków. Był starszy ode mnie.
- Dzień Dobry, Liderze. - Zaczęłam niepewnie rozmowę.
- Po co tak oficjalnie? Mów mi Pain. - Roześmiał się Lider. Przytaknęłam mu na znak, że rozumiem, a on kontynuował.
- Chciałbym się dowiedzieć więcej o twojej walce z Deidarą i Sasorim. Podobno byłaś na skraju wyczerpania, ale obudziłaś w sobie potężną moc. Czy to prawda? - Spytał podejrzliwie Pain, popijając kawę.
- Tak, to prawda. W mojej głowie odezwał się głos. Demon pomógł mi z łatwością zwyciężyć dwóch członków Akatsuki, ale nie próbował nade mną przejąć kontroli. Wcześniej nic o nim nie wiedziałam.
- Rozumiem. Ile ta bestia ma ogonów?
- Sześć...
- NIEMOŻLIWE! Nie kłam! Schwytaliśmy sześcioogoniastą bestię tydzień temu.
- Mój demon nie jest jedną z dziewięciu ogoniastych bestii. Jest synem Kyubi'ego i Nibi'ego. Nie ma złych zamiarów. - Na moje słowa Pain opluł się kawą.
- Czy to jest wogóle możliwe!? Nowe pokolenie ogoniastych bestii!? One zniszczą cały świat!
- Już mówiłam, że Kurama nie ma złych zamiarów. Jest poza kratami i w każdej chwili mógłby przejąć nade mną kontrolę. - Lider zamyślił się, ale w końcu opowiedział mi o planie księżycowego oka.
- To jest niewykonalne. Dziewięcioogoniasty nie żyje, a mój demon nie może go zastąpić, bo nie jest przepełniony nienawiścią.
- W takim razie, będę musiał zabić Madarę.
- Madare Uchiha!? On nie żyje od kilkudziesięciu lat!
- Żyje i wraz z Tobim planują zniszczyć świat.
- Tym Tobim?
- Tak, to tylko jego przykrywka. Tak naprawde nazywa się Obito i jest niezwykle groźnym przeciwnikiem.
- W takim razie Akatsuki istnieje tylko po to, aby zniszczyć ten świat i nad nim zawładnąć!?
- Nie do końca. Akatsuki miało z początku inne zamiary, ale teraz, gdy plan księżycowego oka nie może zostać zrealizowany powrócę do początkowej wersji tej organizacji.
- Rozumiem, że mam ci pomóc w zabiciu Madary?
- W normalnych warunkach nie przydzieliłbym takiej misji żółtodziobowi, ale ufam tobie bardziej niż innym, a poza tym jesteś niezwykle potężną kunoichi.
- Dobrze, zgadzam się.
- Oto twój płaszcz Akatsuki. Jeśli chodzi o twojego partnera, to ustalę kim on będzie po misji. Idź teraz zapoznać się z pozostałymi członkami organizacji, ale nie daj po sobie poznać, że wiesz o Tobim. - Poradził mi Pain, a ja udałam się za jego radą do salonu, gdzie wszyscy już na mnie czekali.
- Lider przyjął cię z otwartymi ramionami? - Zachichotał Deidara.
- Bardzo śmieszne Dei, bardzo śmieszne... - Konan zdzieliła go po głowie czytaną gazetą. Usmiechnęłam się lekko, a Tobi rzucił się na mnie.
-Tobi jest dobrym chłopcem! Tobi wie o Ashley. - Wyściskał mnie chłopak, a ja o mały włos zdradziłabym jego prawdziwą tożsamość. Odsunęłam go lekko od siebie i przywitałam się z srebrnowłosym chłopakiem.
- Jestem Hidan, miło mi cię poznać. - Uśmiechnął się zalotnie i musnął ustami moją dłoń. Zarumieniłam się lekko, a Saosri krzyknął:
- Zostaw Ash w spokoju, Hidan! Ty myśisz tylko o jednym!
- Kakuzu. - Przedstawił się mężczyzna, który nie wyglądał przyjaźnie. Resztę już znałam, ale nigdzie nie widziałam powodu, dla którego tu przyszłam.
- A Itachi? Gdzie on jest? - Spytałam zniecierpliwiona ciągłym czekaniem.
- Itachi jest na misji razem z Kisame. Powinni wrócić za tydzień. - Odezwała się Konan.
- Właśnie! Nie spytałam Paina z kim będę miała pokój. - Wszystkich wokół zatkało, stali z uchylonymi ustami i gapili się na mnie.
- Coś się stało? - Spytałam zdezorientowana.
- Nazwałaś Lidera "Pain"... - Odparł zdziwiony Sasori.
- Tak kazał siebie nazywać. Mówił, że "Lider" brzmi zbyt sztywno. Coś nie tak?
- Nikomu z nas nie pozwala do siebie tak mówić. Nawet dla Konan jest służbowo Liderem.
- Przepraszam, też będę  zwracać sie do niego oficjalnie.
- Nie w tym rzecz. Po prostu ci zaufał. -Stwierdził Deidara. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Dochodziła 20:45. Poszłam na górę pod pretekstem położenia się spać, ale tak naprawdę udałam się do gabinetu Lidera. Weszłam bez pukania, żeby nikt nie słyszał. Chłopak przeglądał właśnie jakieś papiery. Nie odezwał się nawet słowem, tylko skinął głową na przywitanie. Zgodnie z planem przeczekaliśmy w jego pokoju trzy godziny. Gdy mijała północ zakradłam się do pokoju Tobi'ego, który dzielił z Zetsu. Rozmawiali o dziewięcioogoniastych bestiach i o Madarze. Chwilę później Tobi udał się do łazienki, a ja wróciłam do Paina.
- Mam ważne informacje. Zetsu przyłączył się do planu. Planują spotkać się z Madarą jutro w nocy.
- Zetsu też!? Będziemy mieć kłopoty, jeśli czegoś nie zrobimy.
- Wiesz gdzie planują się spotkać z moim przodkiem? - Spytałam.
- Prawdopodobnie w jaskini, znajdującej się we wschodniej części Kraju Trawy.
- Rozumiem, że udasz się tam razem ze mna?
- Tak, a teraz idź do swojego pokoju i się pożądnie wyśpij.
- Właśnie, gdzie jest mój pokój? Z tego co wiem są dwuosobowe.
- Tak się składa, że chwilowo nie mamy pokoju dla ciebie... - Pain podrapał sie w tył głowy zakłopotany.
- W takim razie prześpię się na kanapie.
- Nie! Nie wypada, żeby kobieta spała na kanapie. Dzisiaj możesz przespać się w moim pokoju, a jutro coś wymyślimy.
- Dzięki, Pain. - Uśmiechnęłam się. Muszę się wyspać. W końcu jutro muszę zabić dwóch Uchiha i roślinkę...

sobota, 12 marca 2016

ROZDZIAŁ 8

Coś nie dawało mi spać, a byłam przecież taka zmęczona. Jakieś krzyki i tupanie skutecznie uniemożliwiały mi dalszą drzemkę, więc zirytowana otworzyłam oczy, a pierwszym, co ujrzałam była pochylająca się nade mną sekretarka Hokage. Wtedy przypomniałam sobie dlaczego tu jestem. Zerwałam się na równe nogi i najszybciej jak umiałam wybiegłam z tego gabinetu, potykając się o próg. Na szczęście udało mi się złapać równowagę i nie upokorzyłam się jeszcze bardziej niż teraz. Lada chwila miało się rozpadać, więc pobiegłam na skróty do domu. Przebrałam się w strój nadający się do walki, a zarazem odpowiedni do takiej pogody. Wzięłam plecak i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Jakieś wygodne ubrania na każdą porę roku, wodę i trochę jedzenia, wszystkie pieniądze jakie miałam oraz oczywiście wszelaką broń. Zarówno zapas shurikenów i kunai jak i cztery miecze oraz noże. Nie zabrakło również ziół leczniczych i bandaży. Wychodząc z mieszkania, zaczęłam wspominać chwile spędzone w tym budynku i okolicy. Przez te lata tyle się zdarzyło, a ja prawdopodobnie już nigdy tutaj nie wrócę. Postanowiłam odnaleźć mojego głupiego kuzyna i wyjaśnić sprawę morderstwa klanu. Jeśli okaże się nie winny, zamieszkam razem z nim w jakiejś wiosce. Zaś jeśli to naprawdę on zabił naszą rodzinę to nie będą mnie obchodziły wspólnie spędzone chwile, ani fakt, że go kocham. Zabiję go z zimną krwią.
Jeszcze tego samego dnia opuściłam wioskę pod osłoną nocy. Wymknęłam się tylnym wyjściem i wyruszyłam do wioski piasku. Słyszałam, że tam ostatnio widziano tam dwóch członków Akatsuki, organizacji, do której dołączył Itachi. Popytam miejscowych i zbiorę jak najwięcej informacji o dwóch shinobi Brzasku*. Gdy podążę ich śladem być może zaprowadzą mnie do ich kryjówki. Potem znalezienie Itachi’ego będzie bułką z masłem. Oczywiście jeśli uprzednio mnie nie zabiją. Wiem, że ryzykuje wiele, ale muszę poznać prawdę. Od tego zależy jego honor i moja zemsta.
Przez cały tydzień nikt mnie nie szukał. Na mojej drodze nie pojawił się żaden wrogi ninja. Być może dali sobie ze mną spokój. Z jednej strony ucieszyłam się, że mam wolną rękę i że nikt nie będzie deptał mi po piętach, ale z drugiej strony było mi smutno, bo nikt się mną sie przejmował, wszyscy mnie porzucili. Od mojego przebudzenia minęły dwa tygodnie, a nadal żaden z moich znajomych się ze mną nie skontaktował. Rozumiem Naruto, który jest od dwóch lat na treningu wraz z jednym z Sanninów, ale Neji i Kakashi mogliby mnie odwiedzić. Na samą myśl o nich zrobiło mi się smutno. Otarłam łzy rękawem peleryny i przyspieszyłam bieg. W oddali było już widać zarysy Wioski Piasku. Nagle poczułam na sobie czyjś wzrok. Jako doświadczona shinobi udawałam, że go nie zauważyłam, ale w każdej chwili byłam gotowa do walki. Chwilę później pojawił się przede mną zamaskowany mężczyzna. Wyciągnęłam kunai zza rękawa, ale zamarłam w połowie ruchu.
- Ka-kakashi? – Spytałam łamiącym się głosem, a mój kunai upadł na piasek. Rzuciłam się jouninowi w ramiona, a zaskoczony chłopak odwzajemnił uścisk.
- Dlaczego uciekłaś? – Z wyrzutem zapytał Hatake, ale w jego głosie dało się wyczuć również troskę. Powiedziałam mu o moich wątpliwościach w sprawie morderstwa i o Akatsuki. Kakashi zamyślił się i pokiwał głową.
- Rozumiem. Nie mam zamiaru cię powstrzymywać. – Uśmiechnął się smutno.- Ale uważaj na siebie. Jeśli nie planujesz powrotu do wioski, to przynajmniej wyślij mi czasem list. Martwię się o siebie Ashley.
- Dziękuję senpai, za wszystko.
- Również ci dziękuję, Ashley. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy. Na pożegnanie chciałbym dać ci prezent. – Powiedział shinobi, poczym zdjął swoją maskę. Moim oczom ukazała się twarz szarowłosego. Zaparło mi dech w piersiach. Nigdy nie sądziłam, że mój starszy kolega może być taki przystojny. Zarumieniłam się malowniczo, na co Hatake się zaśmiał. Założył mi swoją maskę na twarz i przytulił na pożegnanie.
W Wiosce Piasku było bardzo spokojnie. Kilku shinobi patrolowało okolicę, a miejscowi cywile przechadzali się po ulicac, załatwiając swoje sprawy. Udałam się do pobliskiego baru i zamówiłam ramen. Po chwili pojawiła się przede mną miska tej potrawy. Od razu przypomniał mi się pewnien blondyn. Zaczęłam rozmawiać z kucharzem, który był lekko wstawiony. Język mu się plątał, ale dowiedziałam się, że dwaj członkowie Akatsuki zawitali do wioski dwa dni temu i wyruszyli na południe. Oboje mieli na sobie czarne płaszcze w czerwone chmury – znak charakterystyczny dla Brzasku, a jeden z nich cały czas się garbił. Wychodząc z baru natknęłam się na jakiegoś nieznajomego człowieka, który przyparł mnie do ściany. Próbował chyba czegoś więcej, ale na szczęście do niczego nie doszło, bo przewróciłam go na ziemię jednym ruchem.
- Zabieraj te łapska! – Krzyknęłam oburzona. Robiło się już ciemno, więc takich typków będzie więcej. Nie chciałam zwracać na siebie uwagi, więc poszłam się przespać w hotelu. Zapłaciłam tylko 50 jenów za jedną noc. Nie brałam kąpieli, gdyż w takich warunkach mogłabym się tylko nabawić jakiejś choroby. Pod kołdrą było mi zimno, więc owinęłam się moją nieśmiertelną peleryną i poszłam spać.
Obudziłam się wcześnie rano i wyszłam z pokoju. Wygodniej by było spać na łonie natury niż w takim obskurnym motelu. Zjadłam śniadanie z puszki i napiłam się wody z bukłaka. Od razu wyruszyłam w dalszą podróż. Kierowałam się na południe, gdzie rzekomo miało przebywać dwóch członków Akatsuki. Na południu znajdowała się Wioska Deszczu, w której sprawował władzę Hanzo, a na wschód Wioska Trawy, do której prawdopodobnie udali się dwaj shinobi. Jeśli moje przypuszczenia się sprawdzą ta dwójka  jest teraz na granicy Kraju Wiatru i Trawy. Muszę się pospieszyć.
Wyruszyłam z Wioski Piasku cztery dni temu. Aktualnie siedzę na drzewie i obserwuję jak pewien długowłosy blondyn obrywa metalowym ogonem w brzuch. Sądząc po płaszczach i opisie kucharza, to muszą być członkowie Brzasku. Jeden z nich najwyraźniej zorientował się, że są obserwowani, gdyż odwrócił się w moim kierunku i przygotował swoją marionetkę do walki. Drugi widząc pozycje bojową partnera również przygotował się do walki. Wyjął z kieszeni coś na kształt gliny i zaczął ugniatać ją ręką wyposażoną w usta. Po chwili rzucił w moim kierunku pająkiem zrobionym z gliny.
- KATSU! – Krzyknął blondyn, a figurka wybuchła. Całe szczęście udało mi się w porę odskoczyć. Aktywowałam Sharingana i wyciągnęłam zza pleców katanę**. Skoro byli członkami tak niebezpiecznej organizacji, muszą posiadać niezwykłe zdolności. Ten przygarbiony zdjął płaszcz, a moim oczom ukazała się bojowa marionetka. Najwidoczniej marionetkarz sterował nią od środka. Wątpie, żeby udało mi się ich obydwu pokonać. Postanowiłam zadziałać dyplomatycznie.
- Jesteście członkami organizacji zwanej Akatsuki. – Bardziej stwierdziłam niż zapytałam, a marionetkarz pokiwał głową.
- Owszem. Sądząc po twoim Kekkei Genkai musisz być Uchiha, a dokładniej Ashley Uchiha. – Byłam nieco zdziwiona, że mnie znają, ale przytaknęłam. Myślałam, że dla nich, będę po prostu jednym z ostatnich Uchiha. Blondyn ponowie rzucił we mnie kilkoma figurkami, lecz tym razem nie udało mi się uniknąć wszystkich. Jedna z nich trafiła w moją lewą dłoń, raniąc ją przy tym. Syknęłam z bólu, ale walczyłam dalej. Wyciągnęłam drugi miecz i  zaatakowałam marionetkarza. Po kilku próbach ataku wreszcie udało mi się przeciąć ogon marionetki, który opadł bezwładnie na ziemię. Zdenerwowany mężczyzna zdjął z siebie resztki bezużytecznej marionetki oraz płaszcz, zostając w samych spodniach. W rzeczywistości jest to chłopak wyglądający na nie więcej niż osiemnaście lat. Jednak jego ciało nie było ludzkie, gdyż zostało wykonane  z drewna. Bordowowłosy otworzył klapkę na piersi, z której wystrzeliło mnóstwo nić chakry, poczym wyjął zwój zza pleców i przywołał stado marionetek w czerwonych ubraniach.
- Armia stu lalek, za pomocą których podbiłem cały świat! Nawet twój Sharingan i ponadprzeciętne umiejętności nie mają ze mną szans. – Odezwał się chłopak, poczym zaatakował mnie z zadziwiającą szybkością. Musiałam wyjąć noże z rękawów, gdyż moje miecze wyszczerbiły się na ogonie marionetki. Jedną lalkę przecinałam na pół za pomocą dwóch ciosów zadanych nożem. Było to stanowczo a wolno, a marionetkarz wydawał się dobrze bawić. Tymczasem blondyn szybował wysoko w górze na jednej ze swoich glinianych figurek, zrzucając przy tym pająki na ziemię, które wybuchały pod moimi nogami. Byłam już bliska wyczerpania. Niespodziewanie ogłuszył mnie ból głowy. Coś rozsadzało mi ją od środka. Na dodatek usłyszałam w niej czyjś potężny głos.
- Ashley. Potrzebujesz mocy. Potrzebujesz mnie. – Głos ewidentnie należał do mężczyzny, był lekko ochrypnięty. Krzyknęłam na całe gardło, żeby mnie zostawił. Nagle pojawiłam się w jaskini, a przede mną stał ogromny zwierz, który patrzył na mnie zza krat. Blokowała go pieczęć ośmiu znaków.
- Jesteś ogoniastą bestią!? – Wystraszyłam się nie na żarty. To by oznaczało, że mam w sobie demona.
- Powiedzmy, że jesteś blisko. Jestem synem Kuramy i Matatabi’ego. – Odparł lekko rozbawiony.
- Kuama i Matatabi? Kto to?
- A, no tak. Nie znasz ich prawdziwych imion. Kurama to imię dziewięcioogoniastego, a Matatabi dwuuogoniastego. Podczas ataku mojego ojca na Wioskę Liścia został on zapieczętowany w twoim przyjacielu, Naruto Uzumakim. Niestety Kyubi powoli tracił siły, które nieświadomie wchłaniał ten chłopak. W końcu dziewięcioogoniasty umarł. Sam Uzumaki nawet nie wie, że miał w sobie demona. Na cześć Kuramy dostałem jego imię. Odziedziczyłem również umiejętność kontrolowania ognia oraz ogromne pokłady chakry. Nie martw się, nie mam zamiaru nad tobą zawładnąć ani zemścić się na ludziach. Nie chcę, żeby ktokolwiek się o mnie dowiedział. – Demon uśmiechnął się szczerze.
- Rozumiem, ale skąd wiesz kto jest moim przyjacielem?
- Jestem częścią ciebie. Wiem wszystko o tobie i o twoich poczynaniach. Czy mogłabyś uwolnić mnie zza tych krat? Jest tu niewygodnie…
- Oczywiście. – Odblokowałam pieczęć i uwolniłam Kuramę. Następnie ocknęłam się na polanie, na której walczyłam z członkami Brzasku. Moja rana na ręce wyleczyła się, a wszystkie zadrapania zniknęły. Usłyszałam w myślach głos mojego demona.
- Moja chakra cię leczy, a teraz weź swój specjalny miecz, który dostałaś od brata. – Posłuchałam go i wyjęłam zza peleryny czarny, wytrzymały miecz, którego niemal natychmiast otoczyła chakra Kuramy. Spróbowałam się zamachnąć i uderzyć w marionetkę. Broń przecięła lalkę na pół z zadziwiającą łatwością, a na dodatek podpaliła. Najwidoczniej ten niezwykły miecz w połączeniu z umiejętnościam syna dziewięcioogoniastego i dwuogoniastego mogą działać cuda. Szybko rozprawiłam się z resztą marionetek, jednocześnie odbijając mieczem gliniane figurki spadające z nieba. Skoczyłam w kierunku marionetkarza i przystawiłam mu broń do krtani.
- Gdzie jest kryjówka Akatsuki? – Spytałam z rządzą mordu w oczach.
- Nie powiem ci…
- Zaprowadzisz mnie tam wraz z tym blondynem, inaczej cię zabije. Nie martw się, nie zamierzam zniszczyć waszej organizacji. Zależy mi tylko i wyłącznie na odnalezieniu mojego kuzyna, Itachi’ego.
- Zgoda. Zaprowadzę cię tam, ale pod jednym warunkiem
- Jakim? – Byłam gotowa zgodzić się na wszystko, byle by móc go zobaczyć.
- Dołączysz do Akatsuki.
- C-co?!
- To, co słyszałaś. Skoro nie masz zamiaru zniszczyć organizacji, nie widzę problemu. – Uśmiechnął się wrednie.
- Niech ci będzie. – Odpowiedziałam z zaciśniętymi zębami. Usłyszałam śmiech Kuramy w głowie.
- Wrrr… Zamknij się, Kurama! – Krzyknęłam w myślach, aby tylko demon mnie usłyszał. Z zamyślenia wyrwał mnie głos chłopaka o długich włosach.
- Jestem niemal w 100% pewny, że Lider przyjmie cię z otwartymi ramionami. – Zachichotał blondyn, który w międzyczasie wylądował na ziemi.
- Jestem Sasori z Wioski Piasku, a to jest mój partner, Deidara. – Przedstawił się marionetkarz.

- Miło mi, Ashley. – Powiedziałam, poczym wszyscy wsiedliśmy na ogromnego glinianego jastrzębia i pofrunęliśmy do kryjówki Brzasku.

*Brzask - Polska nazwa Akatsuki
**Katana - Japoński miecz używany przez samurajów
To jest Kurama:

A to jest miecz, którym posługiwała się Ashley. (Taki sam miał Kirito ze Sword Art Online.)

środa, 9 marca 2016

KONKURS

Główną postacią tej opowieści jest Ashley Uchiha. Wyobrażam sobie ją tak:
KONKRUS POLEGA NA STWORZENIU POSTACI Z NARUTO!
 - Dodajcie screeny postaci w komentarzu
- Nadajcie jej imię i nazwisko np. Kagami Uzumaki oraz opiszcie po krótce jej umiejętności i charakter.
- Najlepsza moim zdaniem postać zostanie umieszczona w opowiadaniu.
- Nie przyjmuję zgłoszeń, w których postać będzie naga, łysa itp.
LINK DO STRONY: Kliknij :)
Jeśli się postaracie mam dla was przygotowaną miniaturkę z Ansatsu Kyoushitsu z Ashley w roli głównej. Pojawi się tam trochę romansu, ale nawet siedmiolatek może to przeczytać :D
POWODZENIA! :*


wtorek, 8 marca 2016

Rozdział 7

Otworzyłam powoli oczy. Oślepiła mnie biel ścian i pościeli. Gdy już się otrząsnęłam z szoku, zdałam sobię sprawę, że jestem w szpitalu, a dokładniej w sali dla przewlekle chorych. Zaczęłam sobie wszystko powoli przypominać. Swoją tożsamość, umiejętności, przykaciół... Wtedy dotarło do mnie, że Neji musiał przynieść mnie tutaj po walce z Zabuzą i Haku. Coś tu nie pasowało. Jeszcze niedawo było lato, a teraz za oknem pada śnieg. Niemożliwe, czyżbym miała halucynacje? Zerwałam, podłączone do mojego ciała rurki, które utrzymywały mnie przy życiu. Podniosłam się na łokciach i próbowałam wstać, ale nie miałam tyle siły. Opadłam spowrotem na poduszki i westchnęłam. Będę musiała coś zjeść i trochę potrenować. W tym pokoju nie było niczego interesującego. Tylko łóżko, sprzęt medyczny, stolik nocny z gazetą... O, właśnie, poczytam sobie, umili mi to czas. "WCZORAJ W NOCY KLAN UCHIHA PRZESTAŁ ISTNIEĆ, WYMORDOWANO WSZYSTKICH, CO DO JEDNEGO! SPRAWCĄ BYŁ ITACHI UCHIHA, KTÓRY AKTUALNIE PRZEBYWA POZA WIOSKĄ." Otworzyłam usta ze zdziwienia. Ojciec nie żyje? Cały klan? Może nie byłam z nimi w najlepszych stosunkach, dogadywałam się jedynie z Shisui'm i Itachi'm. Mój brat nie żyje od kilku lat, a Itachi? No właśnie. Itachi. Rzekomo to on był mordercą ich wszystkich, ale jakoś nie chcę mi się w to wierzyć. Ten zawsze uśmiechnięty, opiekuńczy chłopak miałby z zimną krwią zabić tylu ludzi? Muszę zbadać tą sprawę jak najszybciej. Już miałam wstawać, gdy usłyszałam krzyk kobiety w stroju pielegniarki. Stała w drzwiach i zakrywała usta ręką, a strzykawka z zielonym płynem, którą trzymała w ręku upadła na podłogę, rozbijając się. Głośny dźwięk tłuczonego szkła rozniósł się po całym  szpitalu. Kilka sekund później przybiegła druga kobieta z długimi, blond włosami spietymi w dwa kucyki. Nie mam pojęcia dlaczego, ale miała na sobie strój Hokage. Jej reakcja na mój widok była podobna. Rozdziawiła usta i poruszała nimi, nie mogąc wydobyć dźwięku. Odwróciłam się, myśląc, że zobaczyły coś w oknie, ale nie było w nim nic nadzwyczajnego.
- Przepraszam panią, czy coś się stało? - Spytałam uprzejmie blondynkę, gdyż ta druga osunęła się na ziemię. Nie zdąrzyła mi odpowiedzieć, bo zemdlała. Co jest kurwa? Żarty jakieś? Może w tej strzykawce była jakaś trucizna, a one się nawdychały oparów? Podeszłam do nich chwiejnych nogach i uklękłam. Sądząc po kolorze i konsystencji zielonego płynu, było to lekarstwo z substancjami odżywczymi. W takim razie dlaczego straciły przytomność? Uniosłam ręcę na wysokość klatki piersiowej blondynki i zebrałam w nich trochę chakry. Nie jestem medycznym ninja, ale znam podstawy tego jutsu. Chociaż w tym przypadku nie wiem, czy to coś da. Ma tak wielkie cycki, że moja chakra może nie dotrzeć do serca. Na szczęście mi się udało, bo już po chwili cycata otworzyła oczy. Zajęłam się pielęgniarką, która ocknęła się chcwilę później.
- Może mi ktoś wytłumaczyć co tu się dzieje!? - Spytałam poirytowana, tym samym wyrywając blondynkę z zamyśleń.
- Jak sobie życzysz. Przyjdź wieczorem do gabinetu Hokage, a wszystkiego się dowiesz. Masz tu trochę pieniędzy. Idź się przebrać i zjedz coś pożywnego. Shizune, idziemy! - Krzyknęła do pielęgniarki, poczym włożyła mi do kieszeni około 2000 jenów*. Lekko zdezorientowana wstałam i podeszłam do okna. Trzecie piętro. Nie miałam najmniejszej ochoty schodzić po schodach, narażając się na zdziwione spojrzenia pacjentów. Byłam jedyną ocalałą z klanu Uchiha, ale przecież oni już to wiedzieli, więc o co chodzi? Otworzyłam okno i  o dziwo nie musiałam stawać na palcach. Wszystkie standardowe okna w Wiosce Liścia były dla mnie za wysokie. Czyżby te były specjalnie przygotowane dla młodszych? Nie będę teraz o tym rozmyślać, mam ważniejsze sprawy na głowie. Skoczyłam na najbliższe drzewo, a z niego na sąsiedni budynek. Skierowałam się do dzielnicy Uchiha. Dziesięć minut poźniej byłam już przy głównej bramie. Dwie ulice dalej znajdował sie mój dom, ale miałam przy sobie kluczy. Cholera, zawsze coś. Skoro klan Uchiha został wybity, nikt tu nie będzie mieszkał, w takim razie przeprowadzę się do głównej części wioski, tej tętniącej życiem. Reasumując, ten dom nie będzie mi już potrzebny. Wzięłam rozbieg i zakryłam twarz rękoma. Szyba rozbiła się na drobne kawałeczki. Jako ninja powinnam to zrobić po cichu, używając wytrychu, ale ja nie miałam czasu. Równie szybko przebrałam się w mój standardowy strój i wyszłam z mieszkania, ale tym razem przez drzwi. Pójdę do Ichiraku, tam mają najlepszy ramen w okolicy. Przechodnie gapili się na mnie, jakbym była zbiegłym ninja. Co jest z tymi ludźmi?!
- Dzień dobry! Poprosze ramen z podwójną poprcją wieprzowiny. - Staruszek stał jak sparaliżowany przez dobre kilka sekund. Odchrząknęłam znacząco, wyrywając go z zamyśleń. Po chwili przede mną wylądowała miska ramen. Rozdzieliłam pałeczki i zabrałam się do jedzenia. Zamówiłam jeszcze jedną porcję, która zjadłam jeszcze szybciej niż poprzednią. W szpitalu słabo karmią... Zapłaciłam i spojrzałam na niebo. Już się ściemnia, więc udałam się okrężną drogą w kierunku biura Trzeciego. Nie chciałam, żeby ktoś mnie zobaczył, sądząc po minach mieszkańców stało się coś dziwnego. Szłam już dobre piętnaście minut, gdy usłyszałam odgłosy pracy na budowie. Dochodziły z monumentów Hokage. Obok głowy Czwartego jacyś robotnicy wykuwali nową podobiznę. Z początku myślałam, że to jacyś chuligani, ale wyglądali na profesjonalistów. Czyżby Trzeci wybrał swojego następcę?  W takim razie dlaczego nic mi o tym nie wiadomo? Zaraz i tak się od niego wszystkiego dowiem. Doszłam do gabinetu Hokage i zapukałam.
- Wejść. - Odpowiedział mi damski głos. Co to ma znaczyć? Sekretarka? Uchyliłam drzwi i stanęłam dęba. Za biurkiem siedziała ta sama cycata blondynka i przeglądała papiery, a obok niej stała ta pielęgniarka, Shizune z świnią na rękach. Świnia w biurze Hokage? I co te dwa babsztyle tu robią do jasnej cholery! Już miałam wygłościć swój monolog, ale blondynka mi przerwała.
- Ashley Uchiha. Po tym jak Neji Hyūga przyniósł cię do szpitala byłaś na skraju śmierci. Twój przyjaciel Naruto Uzumaki odszukał mnie wraz z Jirayi'ą, legendarnym sanninem i sprowadził do wioski. Jestem najlepszym medykiem w całym kraju Ognia, nazywam sie Tsunade. Uleczyłam cię, ale zapadłaś w śpiączkę na 4 lata i 7 miesięcy. W tym czasie Trzeci Hokage zginął w walce z Orochimaru, a ja zajęłam jego miejsce. Naruto wyruszył na trening z Jirayi'ą i wrócą prawdopodobnie za kilka miesięcy. Twój kuzyn wczoraj w nocy zamordował cały klan i uciekł z wioski. Aktualnie jest zbiegłym ninja rangi SS i członkiem organizacji przestępczej, Akatsuki. Zostawił przy życiu tylko ciebie, ale zrobił to prawdopodobnie dlatego, że nie sądził, byś się obudziła. Ja również byłam pewna, że się już nigdy nie obudzisz. - Za dużo informacji naraz, a ja na nadal byłam przecież osłabiona. Zemdlałam.

poniedziałek, 22 lutego 2016

Rozdział 6

Z PUNKTU WIDZENIA NARUTO

Pik… Pik… Pik… - Ten dźwięk był niczym najgorsza tortura. Po tym jak Neji przeniósł Ashley do szpitala, trafiła ona na salę operacyjną. Medycy próbowali ją jakoś uratować, ale posiadali zbyt małe umiejętności. Nie mogłem już dłużej tego wytrzymać. Udałem się do gabinetu Hokage. Zapukałem i nie czekając na odpowiedź wszedłem. Trzeci siedział przy biurku, a obok niego stał zmartwiony Jirayia.

- Hokage-sama! Musi pan coś zrobić! Jak tak dalej pójdzie, to Ashley umrze! – Wykrzyknąłem zrozpaczony. Oczy miałem zaszklone, nie mogłem się skupić na niczym innym. W tej chwili życie Ashley było najważniejsze.

- Naruto. Nic nie możemy zrobić. Wykształcenie medyków z Wioski Liścia nie jest na tak wysokim poziomie. Znam tylko jedną osobę, która mogłaby podjąć się próby uleczenia Ashley Uchiha…

- Kto to jest?! – Przerwałem Trzeciemu.
- Ale aktualnie nikt nie wie, gdzie ona się znajduje. - Dokończył za niego Jirayia.
- Jej? Ero-sennin, powiedz o kogo chodzi! - Wykrzyknąłem zrozpaczony. Skoro jest choćby cień szansy na uleczenie Ashley, podejmę każde wyzwanie.
- Chodzi o Ślimaczą Księżniczkę, Tsunade. Była razem ze mną w drużynie. Teraz zajęła się hazardem i piciem sake. - Westchnął pustelnik.
- Ktoś taki miałby pomóc?!
- Owszem Naruto. Lepszego medycznego ninja nie znajdziesz w tej okolicy. Problem w tym, że jej też raczej nie znajdziesz. Potrafi zmieniać wygląd i nikt nie wie gdzie się ukrywa.
- Odnajdę ją, choćby nie wiem co! Jeśli czegoś nie zrobię Ashley umrze w ciągu trzech dni. - Wybiegłem z gabinetu Hokage, ocierając łzy rękawem. Udałem się jak najprędzej pod główną bramę Konohy. Skoro ta cała Tsunade zajmuje się hazardem, to na pewno ukrywa sie gdzieś na zachodzie. Tamtejsze wioski słyną z kasyn i loterii. Skręciłem w prawo i pobiegłem przez las. Ni stąd ni z owąd zmaterializował sie przede mną jeden z sanninów. Stał na ogromnej żabie z fajką w ustach i mieczem na plecach. Zapewne była przyzwańcem. Nie nadarmo Jirayia był nazywany ropuszym pustelnikiem.
- Ero-sennin? Przyszedłeś mnie powstrzymać? Nie dam się tak łatwo. - Złożyłem pieczęć i już miałem przywołać setki klonów, ale sannin zaprzeczył.
- Nie będę cię powstrzymywać, bo to nie miałoby żadnego sensu. Wuruszam razem z tobą. Dawno nie widziałem się z Tsunade. 106, niezły wynik... - Rozmażył się Jirayia.(Pozdro dla kumatych xd Przyp.aut.)
- Naprawdę, Ero-sennin? A ta żaba tu po co? - Zdziwiłem się.
- Żadna tam "żaba!" Jestem ropuchą i nazywam się Gama! -Obruszył się przyzwaniec.
- Jak to po co? Wskakuj! Będzie szybciej.
- Eee... - Nie dokończyłem, bo Gama złapał mnie językiem w pasie i posadził na swoim grzbiecie tuż obok Jirayi. Złapałem się mocno skóry płaza, który skoczył na sąsiednie wzgórze. Skakaliśmy po pagórkach dobrą godzinę, a w oddali dało się już zobaczyć zarysy jakiejś wioski.
- To tutaj prawdopodobnie ukrywa się Tsunade. W tej wiosce produkują najlepsza sake w okolicy! - Wyjaśnił sannin. Dalszą drogę odbyliśmy na piechotę. U bramy powitał nas jounin, który sprawdził nasze dane. Ero-sennin zarezerwował pokój w hotelu, poczym udał się na "zapoznanie w terenie," ale ja i tak wiem, że poszedł oglądać gołe baby.  Położyłem się na materacu i sam nie wiem kiedy, ale zasnąłem. Obudziłem się z samego rana. Obok mnie leżał pijany pustelnik. Miał rumieńce na twarzy, a w dodatku ślinił się przez sen. Teraz to się serio wkurzyłem! Zostały dwa dni do uratowania Ashley, a on się obija! Napełniłem wiadro wodą i chlusnąłem mu nią w twarz. Natychmiast zerwał się z łóżka, patrząc na mnie z wyrzutem. Na poszukiwania wyruszyliśmy w samo południe. Chodziliśmy po kasynach i hotelach, ale nie znaleźliśmy żadnej wzmianki o Ślimaczej Księżniczce. Wstepując do baru, spytałem o Tsunade, a kucharz powiedział, że była tu wczoraj wieczorem i zamówiła sake. Czym prędzej pobiegłem do pobliskiego kasyna i rozchyliłem zasłony. W środku znajdowało się kilku mężczyzn z talią kart w ręce i kieliszkiem, wypełnionym alkocholem w drugiej. Między nimi siedziała blondwłosa kobieta ze świnią u boku oraz czarnowłosa dziewczyna, wyglądająca na speszoną, a nawet zmartwioną. Gdy opowiedziałem jej całą sytuację, ona powiedziała, że nie pójdzie do Wioski Liścia, tylko po to, aby uleczyć jakąś dziewczynę. Wyzwałem ją na pojedynek. Przegrałem. Na moim miejscu stanął Jirayia, prosząc ją o udanie się do Konohy. Po długich przekonywaniach, a właściwie przekupieniem jej kilkunastoma butelkami sake, ta zgodziła się. Udaliśmy sie do Wioski Liścia. Dochodziła 18:00. Jeśli Tsunade jej szybko nie wyleczy, Ashley umrze. Ślimacza Księżniczka weszła do specjalnej sali, w której leżała Uchiha, podłaczona do kroplówki. Miała uszkodzone trzy organy witalne oraz doznała poważnego uszkodzenia mózgu. Nie wspominając już o ranach od igieł i miecza. Sanninka zabrała się za leczenie. Skończyła dopiero następnego dnia późnym popołudniem. Padła wykończona na krzesło.
- Tsunade-baachan! Wszystko w porzadku? I co z Ashley? - Zapytałem poddenerwowany.
- Musiałam ją wprowadzić w stan śpiączki. Nawet ja nie dałam sobie rady z takim uszkodzeniem mózgu. Jeśli się z niej wybudzi, to wyzdrowieje i będzie znowu w pełni sił, jeśli jej to się nie uda, zostanie w tym stanie na zawsze.
Pik... Pik... Pik... -Ten dźwięk był niczym najgorsza tortura. Minął rok od temtego wypadku. Rok od zapadnięcia w sen leczniczy. Co jeśli zostanie w takim stanie na zawsze? Codziennie ktoś przychodził, wkładał nowe kwiaty do wazoniku, rozmawiał, czy choćby siedział przy niej. Najczęściej był to jej kuzyn, Itachi, albo Neji, z którym była wtedy na misji. Hyūga czuł się odpowiedzialny za tamto wydarzenie. Ja przchodziłem przed mażdym treningiem do mojej starszej siostrzyczki. Tylko ona wyciągnęła do mnie pomocną dłoń, podczas gdy inni sie ode mnie odwrócili. To ona wraz z Kakashim nauczyła mnie podstaw walki. Przychodziła do mojego mieszkania i pomagała mi. Czasem coś ugotowała, żebym nie żywił sie tylko ramen i zupkami w proszku, albo pomogła zrobić pranie. Czasem wystarczyło, że po prostu była przy mnie.
Pik... Pik... Pik... - Ten dźwięk był niczym najgorsza tortura. Minęły dwa lata od tamtego wydarzenia. Dwa lata od zapadnięcia w śpiączkę. A może już nigdy nie otworzy oczu? Przez ten czas bliscy przestali mieć nadzieję. Przychodzili coraz rzadziej, ale ja odwiedzałem ją przed każdym treningiem i opowiadałem jej o wydarzeniach, które zdarzły się podczas, gdy ona leżała na tym, szpitalnym łóżku. W międzyczasie Trzeci Hokage umarł. Zabił go Orochimaru, a my mogliśmy tylko patrzeć. Babunia Tsunade została Piątą Hokage, ale nadal jest uzależniona od sake. Tyle sie wydarzyło.
Pik... Pik...Pik... - Ten dźwięk był niczym najgorsza tortura. Minęły trzy lata... Teraz Itachi odwiedzał Ashley raz na kilka tygodni. Neji raz na miesiąc. Tylko ja przychodziłem codziennie. Do czasu, aż wyruszyłem na trening z Jirayią. Chociaż nawet wtedy miałem przy sobie twoje zdjęcie. Nie martw się, nie zapomniałem.