Historia Ashley Uchiha
Przygody Ashley z klanu Uchiha. Można powiedzieć, że jest to damska wersja Sasuke. Wszystko dzieje się w świecie Naruto.
środa, 30 marca 2016
Rozdział 11
środa, 23 marca 2016
ROZDZIAŁ 10
niedziela, 13 marca 2016
ROZDZIAŁ 9
Podróż na glinianym ptaku dłużyła mi się niesamowicie. Pomimo malowniczych krajobrazów robiłam się coraz bardziej senna, a oczy same mi się zamykały. Oparłam na czymś miękkim głowę i zasnęłam.
Obudziłam się rześka i pełna energii, ale zorientowałam się, że trzymam głowę na ramieniu Sasori'ego, a na dodatek się do niego przytulam! Ale mi było wstyd! Spokojnie zasypiam przy dwóch tajemniczych członkach organizacji przestępczej, których dopiero co poznałam! Podniosłam gwałtownie głowę, uderzając jej czubkiem marionetkarza w brodę. Byłam teraz czerwona niczym pomidor. Na szczęście większość mojej twarzy była zasłonięta maską od Kakashi'ego
- Emmm... Tego, no... Przepraszam... - Wydukałam speszona.
- Nic się nie stało, ale następnym razem uwarzaj przy pobudce. - Uśmiechnął się Sasori, masując przy tym swoją brodę. Kiwnęłam głową, a chwilę potem Deidara ogłosił, że jesteśmy na miejscu. Nad wodospadem znajdowała się polana, obok której ciągnęły się schody do podziemi. Na ścianach jaskini tliły się pochodnie.
- Niezbyt tu przytulnie. - Stwierdziłam z nutką zawodu w głosie.
- Poczekaj chwilkę, pozory mylą. Jeśli skręcisz w lewo trafisz do niekończącego się labiryntu. - Blondyn póścił mi oczko.
- No, a na prawo?
- A na prawo mieszkamy my. - Sasori wciął się do rozmowy i otworzył przede mną drzwi. Moim oczom ukazał sie dość niecodzienny widok. Kilku członków Akatsuki spierało się o pilot do telewizora, a jeden z nich stał z pomidorem w ręku.
- PADNIJ! - Wrzasnął Deidara i pociągnął mnie za sobą na ziemię. W miejscu gdzie przed chwilą znajdowała się moja głowa wylądował ów dorodny pomidor, który rozplaskał się na ścianie.
- TOBI! Jeszcze jeden taki numer i posmakujesz smaku mojej kosy! - Krzyknął mężczyzna z srebrnymi ulizanymi włosami. Stałam zdziwiona w miejscu i patrzyłam jak Tobi biegnie do kuchni po ściereczkę i usiłuje zmyć warzywo ze ściany. Nieco zdezorientowana stałam w miejscu i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Niespodziewanie podeszła do mnie dziewczyna z granatowymi włosami.
- Witaj w siedzibie Akatsuki. Skoro przeżyłaś walkę z Deidarą i Sasorim musisz być naprawdę dobra. Jestem Konan, oprowadzę cię po naszym mieszkaniu. - Przedstawiła się kobieta i zaprowadziła do salonu. Pokazała mi również kuchnię, pokoje poszczególnych osób oraz gabinet Lidera. Pokoje były dwuosobowe, wyposażone w łazienkę. Mniej więcej zorientowałam się w sytuacji, ale ta część jaskini wogóle nie przypominała tych obskurnych korytarzy. Tutaj było przytulnie i czułam się prawie jak w domu. Konan poradziła mi, żebym przedstawiła się najpierw Liderowi, a później ona pokaże mi resztę. Zrobiłam tak, jak powiedziała, zapukałam do drzwi gabinetu.
- Proszę. - Odpowiedział mi męski głos, więc weszłam do pomieszczenia. Za biurkiem siedział mężczyzna z rudymi włosami i mnóstwem kolczyków. Był starszy ode mnie.
- Dzień Dobry, Liderze. - Zaczęłam niepewnie rozmowę.
- Po co tak oficjalnie? Mów mi Pain. - Roześmiał się Lider. Przytaknęłam mu na znak, że rozumiem, a on kontynuował.
- Chciałbym się dowiedzieć więcej o twojej walce z Deidarą i Sasorim. Podobno byłaś na skraju wyczerpania, ale obudziłaś w sobie potężną moc. Czy to prawda? - Spytał podejrzliwie Pain, popijając kawę.
- Tak, to prawda. W mojej głowie odezwał się głos. Demon pomógł mi z łatwością zwyciężyć dwóch członków Akatsuki, ale nie próbował nade mną przejąć kontroli. Wcześniej nic o nim nie wiedziałam.
- Rozumiem. Ile ta bestia ma ogonów?
- Sześć...
- NIEMOŻLIWE! Nie kłam! Schwytaliśmy sześcioogoniastą bestię tydzień temu.
- Mój demon nie jest jedną z dziewięciu ogoniastych bestii. Jest synem Kyubi'ego i Nibi'ego. Nie ma złych zamiarów. - Na moje słowa Pain opluł się kawą.
- Czy to jest wogóle możliwe!? Nowe pokolenie ogoniastych bestii!? One zniszczą cały świat!
- Już mówiłam, że Kurama nie ma złych zamiarów. Jest poza kratami i w każdej chwili mógłby przejąć nade mną kontrolę. - Lider zamyślił się, ale w końcu opowiedział mi o planie księżycowego oka.
- To jest niewykonalne. Dziewięcioogoniasty nie żyje, a mój demon nie może go zastąpić, bo nie jest przepełniony nienawiścią.
- W takim razie, będę musiał zabić Madarę.
- Madare Uchiha!? On nie żyje od kilkudziesięciu lat!
- Żyje i wraz z Tobim planują zniszczyć świat.
- Tym Tobim?
- Tak, to tylko jego przykrywka. Tak naprawde nazywa się Obito i jest niezwykle groźnym przeciwnikiem.
- W takim razie Akatsuki istnieje tylko po to, aby zniszczyć ten świat i nad nim zawładnąć!?
- Nie do końca. Akatsuki miało z początku inne zamiary, ale teraz, gdy plan księżycowego oka nie może zostać zrealizowany powrócę do początkowej wersji tej organizacji.
- Rozumiem, że mam ci pomóc w zabiciu Madary?
- W normalnych warunkach nie przydzieliłbym takiej misji żółtodziobowi, ale ufam tobie bardziej niż innym, a poza tym jesteś niezwykle potężną kunoichi.
- Dobrze, zgadzam się.
- Oto twój płaszcz Akatsuki. Jeśli chodzi o twojego partnera, to ustalę kim on będzie po misji. Idź teraz zapoznać się z pozostałymi członkami organizacji, ale nie daj po sobie poznać, że wiesz o Tobim. - Poradził mi Pain, a ja udałam się za jego radą do salonu, gdzie wszyscy już na mnie czekali.
- Lider przyjął cię z otwartymi ramionami? - Zachichotał Deidara.
- Bardzo śmieszne Dei, bardzo śmieszne... - Konan zdzieliła go po głowie czytaną gazetą. Usmiechnęłam się lekko, a Tobi rzucił się na mnie.
-Tobi jest dobrym chłopcem! Tobi wie o Ashley. - Wyściskał mnie chłopak, a ja o mały włos zdradziłabym jego prawdziwą tożsamość. Odsunęłam go lekko od siebie i przywitałam się z srebrnowłosym chłopakiem.
- Jestem Hidan, miło mi cię poznać. - Uśmiechnął się zalotnie i musnął ustami moją dłoń. Zarumieniłam się lekko, a Saosri krzyknął:
- Zostaw Ash w spokoju, Hidan! Ty myśisz tylko o jednym!
- Kakuzu. - Przedstawił się mężczyzna, który nie wyglądał przyjaźnie. Resztę już znałam, ale nigdzie nie widziałam powodu, dla którego tu przyszłam.
- A Itachi? Gdzie on jest? - Spytałam zniecierpliwiona ciągłym czekaniem.
- Itachi jest na misji razem z Kisame. Powinni wrócić za tydzień. - Odezwała się Konan.
- Właśnie! Nie spytałam Paina z kim będę miała pokój. - Wszystkich wokół zatkało, stali z uchylonymi ustami i gapili się na mnie.
- Coś się stało? - Spytałam zdezorientowana.
- Nazwałaś Lidera "Pain"... - Odparł zdziwiony Sasori.
- Tak kazał siebie nazywać. Mówił, że "Lider" brzmi zbyt sztywno. Coś nie tak?
- Nikomu z nas nie pozwala do siebie tak mówić. Nawet dla Konan jest służbowo Liderem.
- Przepraszam, też będę zwracać sie do niego oficjalnie.
- Nie w tym rzecz. Po prostu ci zaufał. -Stwierdził Deidara. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Dochodziła 20:45. Poszłam na górę pod pretekstem położenia się spać, ale tak naprawdę udałam się do gabinetu Lidera. Weszłam bez pukania, żeby nikt nie słyszał. Chłopak przeglądał właśnie jakieś papiery. Nie odezwał się nawet słowem, tylko skinął głową na przywitanie. Zgodnie z planem przeczekaliśmy w jego pokoju trzy godziny. Gdy mijała północ zakradłam się do pokoju Tobi'ego, który dzielił z Zetsu. Rozmawiali o dziewięcioogoniastych bestiach i o Madarze. Chwilę później Tobi udał się do łazienki, a ja wróciłam do Paina.
- Mam ważne informacje. Zetsu przyłączył się do planu. Planują spotkać się z Madarą jutro w nocy.
- Zetsu też!? Będziemy mieć kłopoty, jeśli czegoś nie zrobimy.
- Wiesz gdzie planują się spotkać z moim przodkiem? - Spytałam.
- Prawdopodobnie w jaskini, znajdującej się we wschodniej części Kraju Trawy.
- Rozumiem, że udasz się tam razem ze mna?
- Tak, a teraz idź do swojego pokoju i się pożądnie wyśpij.
- Właśnie, gdzie jest mój pokój? Z tego co wiem są dwuosobowe.
- Tak się składa, że chwilowo nie mamy pokoju dla ciebie... - Pain podrapał sie w tył głowy zakłopotany.
- W takim razie prześpię się na kanapie.
- Nie! Nie wypada, żeby kobieta spała na kanapie. Dzisiaj możesz przespać się w moim pokoju, a jutro coś wymyślimy.
- Dzięki, Pain. - Uśmiechnęłam się. Muszę się wyspać. W końcu jutro muszę zabić dwóch Uchiha i roślinkę...
sobota, 12 marca 2016
ROZDZIAŁ 8
A to jest miecz, którym posługiwała się Ashley. (Taki sam miał Kirito ze Sword Art Online.)
środa, 9 marca 2016
KONKURS
wtorek, 8 marca 2016
Rozdział 7
Otworzyłam powoli oczy. Oślepiła mnie biel ścian i pościeli. Gdy już się otrząsnęłam z szoku, zdałam sobię sprawę, że jestem w szpitalu, a dokładniej w sali dla przewlekle chorych. Zaczęłam sobie wszystko powoli przypominać. Swoją tożsamość, umiejętności, przykaciół... Wtedy dotarło do mnie, że Neji musiał przynieść mnie tutaj po walce z Zabuzą i Haku. Coś tu nie pasowało. Jeszcze niedawo było lato, a teraz za oknem pada śnieg. Niemożliwe, czyżbym miała halucynacje? Zerwałam, podłączone do mojego ciała rurki, które utrzymywały mnie przy życiu. Podniosłam się na łokciach i próbowałam wstać, ale nie miałam tyle siły. Opadłam spowrotem na poduszki i westchnęłam. Będę musiała coś zjeść i trochę potrenować. W tym pokoju nie było niczego interesującego. Tylko łóżko, sprzęt medyczny, stolik nocny z gazetą... O, właśnie, poczytam sobie, umili mi to czas. "WCZORAJ W NOCY KLAN UCHIHA PRZESTAŁ ISTNIEĆ, WYMORDOWANO WSZYSTKICH, CO DO JEDNEGO! SPRAWCĄ BYŁ ITACHI UCHIHA, KTÓRY AKTUALNIE PRZEBYWA POZA WIOSKĄ." Otworzyłam usta ze zdziwienia. Ojciec nie żyje? Cały klan? Może nie byłam z nimi w najlepszych stosunkach, dogadywałam się jedynie z Shisui'm i Itachi'm. Mój brat nie żyje od kilku lat, a Itachi? No właśnie. Itachi. Rzekomo to on był mordercą ich wszystkich, ale jakoś nie chcę mi się w to wierzyć. Ten zawsze uśmiechnięty, opiekuńczy chłopak miałby z zimną krwią zabić tylu ludzi? Muszę zbadać tą sprawę jak najszybciej. Już miałam wstawać, gdy usłyszałam krzyk kobiety w stroju pielegniarki. Stała w drzwiach i zakrywała usta ręką, a strzykawka z zielonym płynem, którą trzymała w ręku upadła na podłogę, rozbijając się. Głośny dźwięk tłuczonego szkła rozniósł się po całym szpitalu. Kilka sekund później przybiegła druga kobieta z długimi, blond włosami spietymi w dwa kucyki. Nie mam pojęcia dlaczego, ale miała na sobie strój Hokage. Jej reakcja na mój widok była podobna. Rozdziawiła usta i poruszała nimi, nie mogąc wydobyć dźwięku. Odwróciłam się, myśląc, że zobaczyły coś w oknie, ale nie było w nim nic nadzwyczajnego.
- Przepraszam panią, czy coś się stało? - Spytałam uprzejmie blondynkę, gdyż ta druga osunęła się na ziemię. Nie zdąrzyła mi odpowiedzieć, bo zemdlała. Co jest kurwa? Żarty jakieś? Może w tej strzykawce była jakaś trucizna, a one się nawdychały oparów? Podeszłam do nich chwiejnych nogach i uklękłam. Sądząc po kolorze i konsystencji zielonego płynu, było to lekarstwo z substancjami odżywczymi. W takim razie dlaczego straciły przytomność? Uniosłam ręcę na wysokość klatki piersiowej blondynki i zebrałam w nich trochę chakry. Nie jestem medycznym ninja, ale znam podstawy tego jutsu. Chociaż w tym przypadku nie wiem, czy to coś da. Ma tak wielkie cycki, że moja chakra może nie dotrzeć do serca. Na szczęście mi się udało, bo już po chwili cycata otworzyła oczy. Zajęłam się pielęgniarką, która ocknęła się chcwilę później.
- Może mi ktoś wytłumaczyć co tu się dzieje!? - Spytałam poirytowana, tym samym wyrywając blondynkę z zamyśleń.
- Jak sobie życzysz. Przyjdź wieczorem do gabinetu Hokage, a wszystkiego się dowiesz. Masz tu trochę pieniędzy. Idź się przebrać i zjedz coś pożywnego. Shizune, idziemy! - Krzyknęła do pielęgniarki, poczym włożyła mi do kieszeni około 2000 jenów*. Lekko zdezorientowana wstałam i podeszłam do okna. Trzecie piętro. Nie miałam najmniejszej ochoty schodzić po schodach, narażając się na zdziwione spojrzenia pacjentów. Byłam jedyną ocalałą z klanu Uchiha, ale przecież oni już to wiedzieli, więc o co chodzi? Otworzyłam okno i o dziwo nie musiałam stawać na palcach. Wszystkie standardowe okna w Wiosce Liścia były dla mnie za wysokie. Czyżby te były specjalnie przygotowane dla młodszych? Nie będę teraz o tym rozmyślać, mam ważniejsze sprawy na głowie. Skoczyłam na najbliższe drzewo, a z niego na sąsiedni budynek. Skierowałam się do dzielnicy Uchiha. Dziesięć minut poźniej byłam już przy głównej bramie. Dwie ulice dalej znajdował sie mój dom, ale miałam przy sobie kluczy. Cholera, zawsze coś. Skoro klan Uchiha został wybity, nikt tu nie będzie mieszkał, w takim razie przeprowadzę się do głównej części wioski, tej tętniącej życiem. Reasumując, ten dom nie będzie mi już potrzebny. Wzięłam rozbieg i zakryłam twarz rękoma. Szyba rozbiła się na drobne kawałeczki. Jako ninja powinnam to zrobić po cichu, używając wytrychu, ale ja nie miałam czasu. Równie szybko przebrałam się w mój standardowy strój i wyszłam z mieszkania, ale tym razem przez drzwi. Pójdę do Ichiraku, tam mają najlepszy ramen w okolicy. Przechodnie gapili się na mnie, jakbym była zbiegłym ninja. Co jest z tymi ludźmi?!
- Dzień dobry! Poprosze ramen z podwójną poprcją wieprzowiny. - Staruszek stał jak sparaliżowany przez dobre kilka sekund. Odchrząknęłam znacząco, wyrywając go z zamyśleń. Po chwili przede mną wylądowała miska ramen. Rozdzieliłam pałeczki i zabrałam się do jedzenia. Zamówiłam jeszcze jedną porcję, która zjadłam jeszcze szybciej niż poprzednią. W szpitalu słabo karmią... Zapłaciłam i spojrzałam na niebo. Już się ściemnia, więc udałam się okrężną drogą w kierunku biura Trzeciego. Nie chciałam, żeby ktoś mnie zobaczył, sądząc po minach mieszkańców stało się coś dziwnego. Szłam już dobre piętnaście minut, gdy usłyszałam odgłosy pracy na budowie. Dochodziły z monumentów Hokage. Obok głowy Czwartego jacyś robotnicy wykuwali nową podobiznę. Z początku myślałam, że to jacyś chuligani, ale wyglądali na profesjonalistów. Czyżby Trzeci wybrał swojego następcę? W takim razie dlaczego nic mi o tym nie wiadomo? Zaraz i tak się od niego wszystkiego dowiem. Doszłam do gabinetu Hokage i zapukałam.
- Wejść. - Odpowiedział mi damski głos. Co to ma znaczyć? Sekretarka? Uchyliłam drzwi i stanęłam dęba. Za biurkiem siedziała ta sama cycata blondynka i przeglądała papiery, a obok niej stała ta pielęgniarka, Shizune z świnią na rękach. Świnia w biurze Hokage? I co te dwa babsztyle tu robią do jasnej cholery! Już miałam wygłościć swój monolog, ale blondynka mi przerwała.
- Ashley Uchiha. Po tym jak Neji Hyūga przyniósł cię do szpitala byłaś na skraju śmierci. Twój przyjaciel Naruto Uzumaki odszukał mnie wraz z Jirayi'ą, legendarnym sanninem i sprowadził do wioski. Jestem najlepszym medykiem w całym kraju Ognia, nazywam sie Tsunade. Uleczyłam cię, ale zapadłaś w śpiączkę na 4 lata i 7 miesięcy. W tym czasie Trzeci Hokage zginął w walce z Orochimaru, a ja zajęłam jego miejsce. Naruto wyruszył na trening z Jirayi'ą i wrócą prawdopodobnie za kilka miesięcy. Twój kuzyn wczoraj w nocy zamordował cały klan i uciekł z wioski. Aktualnie jest zbiegłym ninja rangi SS i członkiem organizacji przestępczej, Akatsuki. Zostawił przy życiu tylko ciebie, ale zrobił to prawdopodobnie dlatego, że nie sądził, byś się obudziła. Ja również byłam pewna, że się już nigdy nie obudzisz. - Za dużo informacji naraz, a ja na nadal byłam przecież osłabiona. Zemdlałam.
poniedziałek, 22 lutego 2016
Rozdział 6
Z PUNKTU WIDZENIA NARUTO
Pik… Pik… Pik… - Ten dźwięk był niczym najgorsza tortura. Po tym jak Neji przeniósł Ashley do szpitala, trafiła ona na salę operacyjną. Medycy próbowali ją jakoś uratować, ale posiadali zbyt małe umiejętności. Nie mogłem już dłużej tego wytrzymać. Udałem się do gabinetu Hokage. Zapukałem i nie czekając na odpowiedź wszedłem. Trzeci siedział przy biurku, a obok niego stał zmartwiony Jirayia.
- Hokage-sama! Musi pan coś zrobić! Jak tak dalej pójdzie, to Ashley umrze! – Wykrzyknąłem zrozpaczony. Oczy miałem zaszklone, nie mogłem się skupić na niczym innym. W tej chwili życie Ashley było najważniejsze.
- Naruto. Nic nie możemy zrobić. Wykształcenie medyków z Wioski Liścia nie jest na tak wysokim poziomie. Znam tylko jedną osobę, która mogłaby podjąć się próby uleczenia Ashley Uchiha…
- Kto to jest?! – Przerwałem Trzeciemu.
- Ale aktualnie nikt nie wie, gdzie ona się znajduje. - Dokończył za niego Jirayia.
- Jej? Ero-sennin, powiedz o kogo chodzi! - Wykrzyknąłem zrozpaczony. Skoro jest choćby cień szansy na uleczenie Ashley, podejmę każde wyzwanie.
- Chodzi o Ślimaczą Księżniczkę, Tsunade. Była razem ze mną w drużynie. Teraz zajęła się hazardem i piciem sake. - Westchnął pustelnik.
- Ktoś taki miałby pomóc?!
- Owszem Naruto. Lepszego medycznego ninja nie znajdziesz w tej okolicy. Problem w tym, że jej też raczej nie znajdziesz. Potrafi zmieniać wygląd i nikt nie wie gdzie się ukrywa.
- Odnajdę ją, choćby nie wiem co! Jeśli czegoś nie zrobię Ashley umrze w ciągu trzech dni. - Wybiegłem z gabinetu Hokage, ocierając łzy rękawem. Udałem się jak najprędzej pod główną bramę Konohy. Skoro ta cała Tsunade zajmuje się hazardem, to na pewno ukrywa sie gdzieś na zachodzie. Tamtejsze wioski słyną z kasyn i loterii. Skręciłem w prawo i pobiegłem przez las. Ni stąd ni z owąd zmaterializował sie przede mną jeden z sanninów. Stał na ogromnej żabie z fajką w ustach i mieczem na plecach. Zapewne była przyzwańcem. Nie nadarmo Jirayia był nazywany ropuszym pustelnikiem.
- Ero-sennin? Przyszedłeś mnie powstrzymać? Nie dam się tak łatwo. - Złożyłem pieczęć i już miałem przywołać setki klonów, ale sannin zaprzeczył.
- Nie będę cię powstrzymywać, bo to nie miałoby żadnego sensu. Wuruszam razem z tobą. Dawno nie widziałem się z Tsunade. 106, niezły wynik... - Rozmażył się Jirayia.(Pozdro dla kumatych xd Przyp.aut.)
- Naprawdę, Ero-sennin? A ta żaba tu po co? - Zdziwiłem się.
- Żadna tam "żaba!" Jestem ropuchą i nazywam się Gama! -Obruszył się przyzwaniec.
- Jak to po co? Wskakuj! Będzie szybciej.
- Eee... - Nie dokończyłem, bo Gama złapał mnie językiem w pasie i posadził na swoim grzbiecie tuż obok Jirayi. Złapałem się mocno skóry płaza, który skoczył na sąsiednie wzgórze. Skakaliśmy po pagórkach dobrą godzinę, a w oddali dało się już zobaczyć zarysy jakiejś wioski.
- To tutaj prawdopodobnie ukrywa się Tsunade. W tej wiosce produkują najlepsza sake w okolicy! - Wyjaśnił sannin. Dalszą drogę odbyliśmy na piechotę. U bramy powitał nas jounin, który sprawdził nasze dane. Ero-sennin zarezerwował pokój w hotelu, poczym udał się na "zapoznanie w terenie," ale ja i tak wiem, że poszedł oglądać gołe baby. Położyłem się na materacu i sam nie wiem kiedy, ale zasnąłem. Obudziłem się z samego rana. Obok mnie leżał pijany pustelnik. Miał rumieńce na twarzy, a w dodatku ślinił się przez sen. Teraz to się serio wkurzyłem! Zostały dwa dni do uratowania Ashley, a on się obija! Napełniłem wiadro wodą i chlusnąłem mu nią w twarz. Natychmiast zerwał się z łóżka, patrząc na mnie z wyrzutem. Na poszukiwania wyruszyliśmy w samo południe. Chodziliśmy po kasynach i hotelach, ale nie znaleźliśmy żadnej wzmianki o Ślimaczej Księżniczce. Wstepując do baru, spytałem o Tsunade, a kucharz powiedział, że była tu wczoraj wieczorem i zamówiła sake. Czym prędzej pobiegłem do pobliskiego kasyna i rozchyliłem zasłony. W środku znajdowało się kilku mężczyzn z talią kart w ręce i kieliszkiem, wypełnionym alkocholem w drugiej. Między nimi siedziała blondwłosa kobieta ze świnią u boku oraz czarnowłosa dziewczyna, wyglądająca na speszoną, a nawet zmartwioną. Gdy opowiedziałem jej całą sytuację, ona powiedziała, że nie pójdzie do Wioski Liścia, tylko po to, aby uleczyć jakąś dziewczynę. Wyzwałem ją na pojedynek. Przegrałem. Na moim miejscu stanął Jirayia, prosząc ją o udanie się do Konohy. Po długich przekonywaniach, a właściwie przekupieniem jej kilkunastoma butelkami sake, ta zgodziła się. Udaliśmy sie do Wioski Liścia. Dochodziła 18:00. Jeśli Tsunade jej szybko nie wyleczy, Ashley umrze. Ślimacza Księżniczka weszła do specjalnej sali, w której leżała Uchiha, podłaczona do kroplówki. Miała uszkodzone trzy organy witalne oraz doznała poważnego uszkodzenia mózgu. Nie wspominając już o ranach od igieł i miecza. Sanninka zabrała się za leczenie. Skończyła dopiero następnego dnia późnym popołudniem. Padła wykończona na krzesło.
- Tsunade-baachan! Wszystko w porzadku? I co z Ashley? - Zapytałem poddenerwowany.
- Musiałam ją wprowadzić w stan śpiączki. Nawet ja nie dałam sobie rady z takim uszkodzeniem mózgu. Jeśli się z niej wybudzi, to wyzdrowieje i będzie znowu w pełni sił, jeśli jej to się nie uda, zostanie w tym stanie na zawsze.
Pik... Pik... Pik... -Ten dźwięk był niczym najgorsza tortura. Minął rok od temtego wypadku. Rok od zapadnięcia w sen leczniczy. Co jeśli zostanie w takim stanie na zawsze? Codziennie ktoś przychodził, wkładał nowe kwiaty do wazoniku, rozmawiał, czy choćby siedział przy niej. Najczęściej był to jej kuzyn, Itachi, albo Neji, z którym była wtedy na misji. Hyūga czuł się odpowiedzialny za tamto wydarzenie. Ja przchodziłem przed mażdym treningiem do mojej starszej siostrzyczki. Tylko ona wyciągnęła do mnie pomocną dłoń, podczas gdy inni sie ode mnie odwrócili. To ona wraz z Kakashim nauczyła mnie podstaw walki. Przychodziła do mojego mieszkania i pomagała mi. Czasem coś ugotowała, żebym nie żywił sie tylko ramen i zupkami w proszku, albo pomogła zrobić pranie. Czasem wystarczyło, że po prostu była przy mnie.
Pik... Pik... Pik... - Ten dźwięk był niczym najgorsza tortura. Minęły dwa lata od tamtego wydarzenia. Dwa lata od zapadnięcia w śpiączkę. A może już nigdy nie otworzy oczu? Przez ten czas bliscy przestali mieć nadzieję. Przychodzili coraz rzadziej, ale ja odwiedzałem ją przed każdym treningiem i opowiadałem jej o wydarzeniach, które zdarzły się podczas, gdy ona leżała na tym, szpitalnym łóżku. W międzyczasie Trzeci Hokage umarł. Zabił go Orochimaru, a my mogliśmy tylko patrzeć. Babunia Tsunade została Piątą Hokage, ale nadal jest uzależniona od sake. Tyle sie wydarzyło.
Pik... Pik...Pik... - Ten dźwięk był niczym najgorsza tortura. Minęły trzy lata... Teraz Itachi odwiedzał Ashley raz na kilka tygodni. Neji raz na miesiąc. Tylko ja przychodziłem codziennie. Do czasu, aż wyruszyłem na trening z Jirayią. Chociaż nawet wtedy miałem przy sobie twoje zdjęcie. Nie martw się, nie zapomniałem.


