Przygody Ashley z klanu Uchiha. Można powiedzieć, że jest to damska wersja Sasuke. Wszystko dzieje się w świecie Naruto.
środa, 30 marca 2016
Rozdział 11
środa, 23 marca 2016
ROZDZIAŁ 10
niedziela, 13 marca 2016
ROZDZIAŁ 9
Podróż na glinianym ptaku dłużyła mi się niesamowicie. Pomimo malowniczych krajobrazów robiłam się coraz bardziej senna, a oczy same mi się zamykały. Oparłam na czymś miękkim głowę i zasnęłam.
Obudziłam się rześka i pełna energii, ale zorientowałam się, że trzymam głowę na ramieniu Sasori'ego, a na dodatek się do niego przytulam! Ale mi było wstyd! Spokojnie zasypiam przy dwóch tajemniczych członkach organizacji przestępczej, których dopiero co poznałam! Podniosłam gwałtownie głowę, uderzając jej czubkiem marionetkarza w brodę. Byłam teraz czerwona niczym pomidor. Na szczęście większość mojej twarzy była zasłonięta maską od Kakashi'ego
- Emmm... Tego, no... Przepraszam... - Wydukałam speszona.
- Nic się nie stało, ale następnym razem uwarzaj przy pobudce. - Uśmiechnął się Sasori, masując przy tym swoją brodę. Kiwnęłam głową, a chwilę potem Deidara ogłosił, że jesteśmy na miejscu. Nad wodospadem znajdowała się polana, obok której ciągnęły się schody do podziemi. Na ścianach jaskini tliły się pochodnie.
- Niezbyt tu przytulnie. - Stwierdziłam z nutką zawodu w głosie.
- Poczekaj chwilkę, pozory mylą. Jeśli skręcisz w lewo trafisz do niekończącego się labiryntu. - Blondyn póścił mi oczko.
- No, a na prawo?
- A na prawo mieszkamy my. - Sasori wciął się do rozmowy i otworzył przede mną drzwi. Moim oczom ukazał sie dość niecodzienny widok. Kilku członków Akatsuki spierało się o pilot do telewizora, a jeden z nich stał z pomidorem w ręku.
- PADNIJ! - Wrzasnął Deidara i pociągnął mnie za sobą na ziemię. W miejscu gdzie przed chwilą znajdowała się moja głowa wylądował ów dorodny pomidor, który rozplaskał się na ścianie.
- TOBI! Jeszcze jeden taki numer i posmakujesz smaku mojej kosy! - Krzyknął mężczyzna z srebrnymi ulizanymi włosami. Stałam zdziwiona w miejscu i patrzyłam jak Tobi biegnie do kuchni po ściereczkę i usiłuje zmyć warzywo ze ściany. Nieco zdezorientowana stałam w miejscu i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Niespodziewanie podeszła do mnie dziewczyna z granatowymi włosami.
- Witaj w siedzibie Akatsuki. Skoro przeżyłaś walkę z Deidarą i Sasorim musisz być naprawdę dobra. Jestem Konan, oprowadzę cię po naszym mieszkaniu. - Przedstawiła się kobieta i zaprowadziła do salonu. Pokazała mi również kuchnię, pokoje poszczególnych osób oraz gabinet Lidera. Pokoje były dwuosobowe, wyposażone w łazienkę. Mniej więcej zorientowałam się w sytuacji, ale ta część jaskini wogóle nie przypominała tych obskurnych korytarzy. Tutaj było przytulnie i czułam się prawie jak w domu. Konan poradziła mi, żebym przedstawiła się najpierw Liderowi, a później ona pokaże mi resztę. Zrobiłam tak, jak powiedziała, zapukałam do drzwi gabinetu.
- Proszę. - Odpowiedział mi męski głos, więc weszłam do pomieszczenia. Za biurkiem siedział mężczyzna z rudymi włosami i mnóstwem kolczyków. Był starszy ode mnie.
- Dzień Dobry, Liderze. - Zaczęłam niepewnie rozmowę.
- Po co tak oficjalnie? Mów mi Pain. - Roześmiał się Lider. Przytaknęłam mu na znak, że rozumiem, a on kontynuował.
- Chciałbym się dowiedzieć więcej o twojej walce z Deidarą i Sasorim. Podobno byłaś na skraju wyczerpania, ale obudziłaś w sobie potężną moc. Czy to prawda? - Spytał podejrzliwie Pain, popijając kawę.
- Tak, to prawda. W mojej głowie odezwał się głos. Demon pomógł mi z łatwością zwyciężyć dwóch członków Akatsuki, ale nie próbował nade mną przejąć kontroli. Wcześniej nic o nim nie wiedziałam.
- Rozumiem. Ile ta bestia ma ogonów?
- Sześć...
- NIEMOŻLIWE! Nie kłam! Schwytaliśmy sześcioogoniastą bestię tydzień temu.
- Mój demon nie jest jedną z dziewięciu ogoniastych bestii. Jest synem Kyubi'ego i Nibi'ego. Nie ma złych zamiarów. - Na moje słowa Pain opluł się kawą.
- Czy to jest wogóle możliwe!? Nowe pokolenie ogoniastych bestii!? One zniszczą cały świat!
- Już mówiłam, że Kurama nie ma złych zamiarów. Jest poza kratami i w każdej chwili mógłby przejąć nade mną kontrolę. - Lider zamyślił się, ale w końcu opowiedział mi o planie księżycowego oka.
- To jest niewykonalne. Dziewięcioogoniasty nie żyje, a mój demon nie może go zastąpić, bo nie jest przepełniony nienawiścią.
- W takim razie, będę musiał zabić Madarę.
- Madare Uchiha!? On nie żyje od kilkudziesięciu lat!
- Żyje i wraz z Tobim planują zniszczyć świat.
- Tym Tobim?
- Tak, to tylko jego przykrywka. Tak naprawde nazywa się Obito i jest niezwykle groźnym przeciwnikiem.
- W takim razie Akatsuki istnieje tylko po to, aby zniszczyć ten świat i nad nim zawładnąć!?
- Nie do końca. Akatsuki miało z początku inne zamiary, ale teraz, gdy plan księżycowego oka nie może zostać zrealizowany powrócę do początkowej wersji tej organizacji.
- Rozumiem, że mam ci pomóc w zabiciu Madary?
- W normalnych warunkach nie przydzieliłbym takiej misji żółtodziobowi, ale ufam tobie bardziej niż innym, a poza tym jesteś niezwykle potężną kunoichi.
- Dobrze, zgadzam się.
- Oto twój płaszcz Akatsuki. Jeśli chodzi o twojego partnera, to ustalę kim on będzie po misji. Idź teraz zapoznać się z pozostałymi członkami organizacji, ale nie daj po sobie poznać, że wiesz o Tobim. - Poradził mi Pain, a ja udałam się za jego radą do salonu, gdzie wszyscy już na mnie czekali.
- Lider przyjął cię z otwartymi ramionami? - Zachichotał Deidara.
- Bardzo śmieszne Dei, bardzo śmieszne... - Konan zdzieliła go po głowie czytaną gazetą. Usmiechnęłam się lekko, a Tobi rzucił się na mnie.
-Tobi jest dobrym chłopcem! Tobi wie o Ashley. - Wyściskał mnie chłopak, a ja o mały włos zdradziłabym jego prawdziwą tożsamość. Odsunęłam go lekko od siebie i przywitałam się z srebrnowłosym chłopakiem.
- Jestem Hidan, miło mi cię poznać. - Uśmiechnął się zalotnie i musnął ustami moją dłoń. Zarumieniłam się lekko, a Saosri krzyknął:
- Zostaw Ash w spokoju, Hidan! Ty myśisz tylko o jednym!
- Kakuzu. - Przedstawił się mężczyzna, który nie wyglądał przyjaźnie. Resztę już znałam, ale nigdzie nie widziałam powodu, dla którego tu przyszłam.
- A Itachi? Gdzie on jest? - Spytałam zniecierpliwiona ciągłym czekaniem.
- Itachi jest na misji razem z Kisame. Powinni wrócić za tydzień. - Odezwała się Konan.
- Właśnie! Nie spytałam Paina z kim będę miała pokój. - Wszystkich wokół zatkało, stali z uchylonymi ustami i gapili się na mnie.
- Coś się stało? - Spytałam zdezorientowana.
- Nazwałaś Lidera "Pain"... - Odparł zdziwiony Sasori.
- Tak kazał siebie nazywać. Mówił, że "Lider" brzmi zbyt sztywno. Coś nie tak?
- Nikomu z nas nie pozwala do siebie tak mówić. Nawet dla Konan jest służbowo Liderem.
- Przepraszam, też będę zwracać sie do niego oficjalnie.
- Nie w tym rzecz. Po prostu ci zaufał. -Stwierdził Deidara. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Dochodziła 20:45. Poszłam na górę pod pretekstem położenia się spać, ale tak naprawdę udałam się do gabinetu Lidera. Weszłam bez pukania, żeby nikt nie słyszał. Chłopak przeglądał właśnie jakieś papiery. Nie odezwał się nawet słowem, tylko skinął głową na przywitanie. Zgodnie z planem przeczekaliśmy w jego pokoju trzy godziny. Gdy mijała północ zakradłam się do pokoju Tobi'ego, który dzielił z Zetsu. Rozmawiali o dziewięcioogoniastych bestiach i o Madarze. Chwilę później Tobi udał się do łazienki, a ja wróciłam do Paina.
- Mam ważne informacje. Zetsu przyłączył się do planu. Planują spotkać się z Madarą jutro w nocy.
- Zetsu też!? Będziemy mieć kłopoty, jeśli czegoś nie zrobimy.
- Wiesz gdzie planują się spotkać z moim przodkiem? - Spytałam.
- Prawdopodobnie w jaskini, znajdującej się we wschodniej części Kraju Trawy.
- Rozumiem, że udasz się tam razem ze mna?
- Tak, a teraz idź do swojego pokoju i się pożądnie wyśpij.
- Właśnie, gdzie jest mój pokój? Z tego co wiem są dwuosobowe.
- Tak się składa, że chwilowo nie mamy pokoju dla ciebie... - Pain podrapał sie w tył głowy zakłopotany.
- W takim razie prześpię się na kanapie.
- Nie! Nie wypada, żeby kobieta spała na kanapie. Dzisiaj możesz przespać się w moim pokoju, a jutro coś wymyślimy.
- Dzięki, Pain. - Uśmiechnęłam się. Muszę się wyspać. W końcu jutro muszę zabić dwóch Uchiha i roślinkę...
sobota, 12 marca 2016
ROZDZIAŁ 8
A to jest miecz, którym posługiwała się Ashley. (Taki sam miał Kirito ze Sword Art Online.)
środa, 9 marca 2016
KONKURS
wtorek, 8 marca 2016
Rozdział 7
Otworzyłam powoli oczy. Oślepiła mnie biel ścian i pościeli. Gdy już się otrząsnęłam z szoku, zdałam sobię sprawę, że jestem w szpitalu, a dokładniej w sali dla przewlekle chorych. Zaczęłam sobie wszystko powoli przypominać. Swoją tożsamość, umiejętności, przykaciół... Wtedy dotarło do mnie, że Neji musiał przynieść mnie tutaj po walce z Zabuzą i Haku. Coś tu nie pasowało. Jeszcze niedawo było lato, a teraz za oknem pada śnieg. Niemożliwe, czyżbym miała halucynacje? Zerwałam, podłączone do mojego ciała rurki, które utrzymywały mnie przy życiu. Podniosłam się na łokciach i próbowałam wstać, ale nie miałam tyle siły. Opadłam spowrotem na poduszki i westchnęłam. Będę musiała coś zjeść i trochę potrenować. W tym pokoju nie było niczego interesującego. Tylko łóżko, sprzęt medyczny, stolik nocny z gazetą... O, właśnie, poczytam sobie, umili mi to czas. "WCZORAJ W NOCY KLAN UCHIHA PRZESTAŁ ISTNIEĆ, WYMORDOWANO WSZYSTKICH, CO DO JEDNEGO! SPRAWCĄ BYŁ ITACHI UCHIHA, KTÓRY AKTUALNIE PRZEBYWA POZA WIOSKĄ." Otworzyłam usta ze zdziwienia. Ojciec nie żyje? Cały klan? Może nie byłam z nimi w najlepszych stosunkach, dogadywałam się jedynie z Shisui'm i Itachi'm. Mój brat nie żyje od kilku lat, a Itachi? No właśnie. Itachi. Rzekomo to on był mordercą ich wszystkich, ale jakoś nie chcę mi się w to wierzyć. Ten zawsze uśmiechnięty, opiekuńczy chłopak miałby z zimną krwią zabić tylu ludzi? Muszę zbadać tą sprawę jak najszybciej. Już miałam wstawać, gdy usłyszałam krzyk kobiety w stroju pielegniarki. Stała w drzwiach i zakrywała usta ręką, a strzykawka z zielonym płynem, którą trzymała w ręku upadła na podłogę, rozbijając się. Głośny dźwięk tłuczonego szkła rozniósł się po całym szpitalu. Kilka sekund później przybiegła druga kobieta z długimi, blond włosami spietymi w dwa kucyki. Nie mam pojęcia dlaczego, ale miała na sobie strój Hokage. Jej reakcja na mój widok była podobna. Rozdziawiła usta i poruszała nimi, nie mogąc wydobyć dźwięku. Odwróciłam się, myśląc, że zobaczyły coś w oknie, ale nie było w nim nic nadzwyczajnego.
- Przepraszam panią, czy coś się stało? - Spytałam uprzejmie blondynkę, gdyż ta druga osunęła się na ziemię. Nie zdąrzyła mi odpowiedzieć, bo zemdlała. Co jest kurwa? Żarty jakieś? Może w tej strzykawce była jakaś trucizna, a one się nawdychały oparów? Podeszłam do nich chwiejnych nogach i uklękłam. Sądząc po kolorze i konsystencji zielonego płynu, było to lekarstwo z substancjami odżywczymi. W takim razie dlaczego straciły przytomność? Uniosłam ręcę na wysokość klatki piersiowej blondynki i zebrałam w nich trochę chakry. Nie jestem medycznym ninja, ale znam podstawy tego jutsu. Chociaż w tym przypadku nie wiem, czy to coś da. Ma tak wielkie cycki, że moja chakra może nie dotrzeć do serca. Na szczęście mi się udało, bo już po chwili cycata otworzyła oczy. Zajęłam się pielęgniarką, która ocknęła się chcwilę później.
- Może mi ktoś wytłumaczyć co tu się dzieje!? - Spytałam poirytowana, tym samym wyrywając blondynkę z zamyśleń.
- Jak sobie życzysz. Przyjdź wieczorem do gabinetu Hokage, a wszystkiego się dowiesz. Masz tu trochę pieniędzy. Idź się przebrać i zjedz coś pożywnego. Shizune, idziemy! - Krzyknęła do pielęgniarki, poczym włożyła mi do kieszeni około 2000 jenów*. Lekko zdezorientowana wstałam i podeszłam do okna. Trzecie piętro. Nie miałam najmniejszej ochoty schodzić po schodach, narażając się na zdziwione spojrzenia pacjentów. Byłam jedyną ocalałą z klanu Uchiha, ale przecież oni już to wiedzieli, więc o co chodzi? Otworzyłam okno i o dziwo nie musiałam stawać na palcach. Wszystkie standardowe okna w Wiosce Liścia były dla mnie za wysokie. Czyżby te były specjalnie przygotowane dla młodszych? Nie będę teraz o tym rozmyślać, mam ważniejsze sprawy na głowie. Skoczyłam na najbliższe drzewo, a z niego na sąsiedni budynek. Skierowałam się do dzielnicy Uchiha. Dziesięć minut poźniej byłam już przy głównej bramie. Dwie ulice dalej znajdował sie mój dom, ale miałam przy sobie kluczy. Cholera, zawsze coś. Skoro klan Uchiha został wybity, nikt tu nie będzie mieszkał, w takim razie przeprowadzę się do głównej części wioski, tej tętniącej życiem. Reasumując, ten dom nie będzie mi już potrzebny. Wzięłam rozbieg i zakryłam twarz rękoma. Szyba rozbiła się na drobne kawałeczki. Jako ninja powinnam to zrobić po cichu, używając wytrychu, ale ja nie miałam czasu. Równie szybko przebrałam się w mój standardowy strój i wyszłam z mieszkania, ale tym razem przez drzwi. Pójdę do Ichiraku, tam mają najlepszy ramen w okolicy. Przechodnie gapili się na mnie, jakbym była zbiegłym ninja. Co jest z tymi ludźmi?!
- Dzień dobry! Poprosze ramen z podwójną poprcją wieprzowiny. - Staruszek stał jak sparaliżowany przez dobre kilka sekund. Odchrząknęłam znacząco, wyrywając go z zamyśleń. Po chwili przede mną wylądowała miska ramen. Rozdzieliłam pałeczki i zabrałam się do jedzenia. Zamówiłam jeszcze jedną porcję, która zjadłam jeszcze szybciej niż poprzednią. W szpitalu słabo karmią... Zapłaciłam i spojrzałam na niebo. Już się ściemnia, więc udałam się okrężną drogą w kierunku biura Trzeciego. Nie chciałam, żeby ktoś mnie zobaczył, sądząc po minach mieszkańców stało się coś dziwnego. Szłam już dobre piętnaście minut, gdy usłyszałam odgłosy pracy na budowie. Dochodziły z monumentów Hokage. Obok głowy Czwartego jacyś robotnicy wykuwali nową podobiznę. Z początku myślałam, że to jacyś chuligani, ale wyglądali na profesjonalistów. Czyżby Trzeci wybrał swojego następcę? W takim razie dlaczego nic mi o tym nie wiadomo? Zaraz i tak się od niego wszystkiego dowiem. Doszłam do gabinetu Hokage i zapukałam.
- Wejść. - Odpowiedział mi damski głos. Co to ma znaczyć? Sekretarka? Uchyliłam drzwi i stanęłam dęba. Za biurkiem siedziała ta sama cycata blondynka i przeglądała papiery, a obok niej stała ta pielęgniarka, Shizune z świnią na rękach. Świnia w biurze Hokage? I co te dwa babsztyle tu robią do jasnej cholery! Już miałam wygłościć swój monolog, ale blondynka mi przerwała.
- Ashley Uchiha. Po tym jak Neji Hyūga przyniósł cię do szpitala byłaś na skraju śmierci. Twój przyjaciel Naruto Uzumaki odszukał mnie wraz z Jirayi'ą, legendarnym sanninem i sprowadził do wioski. Jestem najlepszym medykiem w całym kraju Ognia, nazywam sie Tsunade. Uleczyłam cię, ale zapadłaś w śpiączkę na 4 lata i 7 miesięcy. W tym czasie Trzeci Hokage zginął w walce z Orochimaru, a ja zajęłam jego miejsce. Naruto wyruszył na trening z Jirayi'ą i wrócą prawdopodobnie za kilka miesięcy. Twój kuzyn wczoraj w nocy zamordował cały klan i uciekł z wioski. Aktualnie jest zbiegłym ninja rangi SS i członkiem organizacji przestępczej, Akatsuki. Zostawił przy życiu tylko ciebie, ale zrobił to prawdopodobnie dlatego, że nie sądził, byś się obudziła. Ja również byłam pewna, że się już nigdy nie obudzisz. - Za dużo informacji naraz, a ja na nadal byłam przecież osłabiona. Zemdlałam.
poniedziałek, 22 lutego 2016
Rozdział 6
Z PUNKTU WIDZENIA NARUTO
Pik… Pik… Pik… - Ten dźwięk był niczym najgorsza tortura. Po tym jak Neji przeniósł Ashley do szpitala, trafiła ona na salę operacyjną. Medycy próbowali ją jakoś uratować, ale posiadali zbyt małe umiejętności. Nie mogłem już dłużej tego wytrzymać. Udałem się do gabinetu Hokage. Zapukałem i nie czekając na odpowiedź wszedłem. Trzeci siedział przy biurku, a obok niego stał zmartwiony Jirayia.
- Hokage-sama! Musi pan coś zrobić! Jak tak dalej pójdzie, to Ashley umrze! – Wykrzyknąłem zrozpaczony. Oczy miałem zaszklone, nie mogłem się skupić na niczym innym. W tej chwili życie Ashley było najważniejsze.
- Naruto. Nic nie możemy zrobić. Wykształcenie medyków z Wioski Liścia nie jest na tak wysokim poziomie. Znam tylko jedną osobę, która mogłaby podjąć się próby uleczenia Ashley Uchiha…
- Kto to jest?! – Przerwałem Trzeciemu.
- Ale aktualnie nikt nie wie, gdzie ona się znajduje. - Dokończył za niego Jirayia.
- Jej? Ero-sennin, powiedz o kogo chodzi! - Wykrzyknąłem zrozpaczony. Skoro jest choćby cień szansy na uleczenie Ashley, podejmę każde wyzwanie.
- Chodzi o Ślimaczą Księżniczkę, Tsunade. Była razem ze mną w drużynie. Teraz zajęła się hazardem i piciem sake. - Westchnął pustelnik.
- Ktoś taki miałby pomóc?!
- Owszem Naruto. Lepszego medycznego ninja nie znajdziesz w tej okolicy. Problem w tym, że jej też raczej nie znajdziesz. Potrafi zmieniać wygląd i nikt nie wie gdzie się ukrywa.
- Odnajdę ją, choćby nie wiem co! Jeśli czegoś nie zrobię Ashley umrze w ciągu trzech dni. - Wybiegłem z gabinetu Hokage, ocierając łzy rękawem. Udałem się jak najprędzej pod główną bramę Konohy. Skoro ta cała Tsunade zajmuje się hazardem, to na pewno ukrywa sie gdzieś na zachodzie. Tamtejsze wioski słyną z kasyn i loterii. Skręciłem w prawo i pobiegłem przez las. Ni stąd ni z owąd zmaterializował sie przede mną jeden z sanninów. Stał na ogromnej żabie z fajką w ustach i mieczem na plecach. Zapewne była przyzwańcem. Nie nadarmo Jirayia był nazywany ropuszym pustelnikiem.
- Ero-sennin? Przyszedłeś mnie powstrzymać? Nie dam się tak łatwo. - Złożyłem pieczęć i już miałem przywołać setki klonów, ale sannin zaprzeczył.
- Nie będę cię powstrzymywać, bo to nie miałoby żadnego sensu. Wuruszam razem z tobą. Dawno nie widziałem się z Tsunade. 106, niezły wynik... - Rozmażył się Jirayia.(Pozdro dla kumatych xd Przyp.aut.)
- Naprawdę, Ero-sennin? A ta żaba tu po co? - Zdziwiłem się.
- Żadna tam "żaba!" Jestem ropuchą i nazywam się Gama! -Obruszył się przyzwaniec.
- Jak to po co? Wskakuj! Będzie szybciej.
- Eee... - Nie dokończyłem, bo Gama złapał mnie językiem w pasie i posadził na swoim grzbiecie tuż obok Jirayi. Złapałem się mocno skóry płaza, który skoczył na sąsiednie wzgórze. Skakaliśmy po pagórkach dobrą godzinę, a w oddali dało się już zobaczyć zarysy jakiejś wioski.
- To tutaj prawdopodobnie ukrywa się Tsunade. W tej wiosce produkują najlepsza sake w okolicy! - Wyjaśnił sannin. Dalszą drogę odbyliśmy na piechotę. U bramy powitał nas jounin, który sprawdził nasze dane. Ero-sennin zarezerwował pokój w hotelu, poczym udał się na "zapoznanie w terenie," ale ja i tak wiem, że poszedł oglądać gołe baby. Położyłem się na materacu i sam nie wiem kiedy, ale zasnąłem. Obudziłem się z samego rana. Obok mnie leżał pijany pustelnik. Miał rumieńce na twarzy, a w dodatku ślinił się przez sen. Teraz to się serio wkurzyłem! Zostały dwa dni do uratowania Ashley, a on się obija! Napełniłem wiadro wodą i chlusnąłem mu nią w twarz. Natychmiast zerwał się z łóżka, patrząc na mnie z wyrzutem. Na poszukiwania wyruszyliśmy w samo południe. Chodziliśmy po kasynach i hotelach, ale nie znaleźliśmy żadnej wzmianki o Ślimaczej Księżniczce. Wstepując do baru, spytałem o Tsunade, a kucharz powiedział, że była tu wczoraj wieczorem i zamówiła sake. Czym prędzej pobiegłem do pobliskiego kasyna i rozchyliłem zasłony. W środku znajdowało się kilku mężczyzn z talią kart w ręce i kieliszkiem, wypełnionym alkocholem w drugiej. Między nimi siedziała blondwłosa kobieta ze świnią u boku oraz czarnowłosa dziewczyna, wyglądająca na speszoną, a nawet zmartwioną. Gdy opowiedziałem jej całą sytuację, ona powiedziała, że nie pójdzie do Wioski Liścia, tylko po to, aby uleczyć jakąś dziewczynę. Wyzwałem ją na pojedynek. Przegrałem. Na moim miejscu stanął Jirayia, prosząc ją o udanie się do Konohy. Po długich przekonywaniach, a właściwie przekupieniem jej kilkunastoma butelkami sake, ta zgodziła się. Udaliśmy sie do Wioski Liścia. Dochodziła 18:00. Jeśli Tsunade jej szybko nie wyleczy, Ashley umrze. Ślimacza Księżniczka weszła do specjalnej sali, w której leżała Uchiha, podłaczona do kroplówki. Miała uszkodzone trzy organy witalne oraz doznała poważnego uszkodzenia mózgu. Nie wspominając już o ranach od igieł i miecza. Sanninka zabrała się za leczenie. Skończyła dopiero następnego dnia późnym popołudniem. Padła wykończona na krzesło.
- Tsunade-baachan! Wszystko w porzadku? I co z Ashley? - Zapytałem poddenerwowany.
- Musiałam ją wprowadzić w stan śpiączki. Nawet ja nie dałam sobie rady z takim uszkodzeniem mózgu. Jeśli się z niej wybudzi, to wyzdrowieje i będzie znowu w pełni sił, jeśli jej to się nie uda, zostanie w tym stanie na zawsze.
Pik... Pik... Pik... -Ten dźwięk był niczym najgorsza tortura. Minął rok od temtego wypadku. Rok od zapadnięcia w sen leczniczy. Co jeśli zostanie w takim stanie na zawsze? Codziennie ktoś przychodził, wkładał nowe kwiaty do wazoniku, rozmawiał, czy choćby siedział przy niej. Najczęściej był to jej kuzyn, Itachi, albo Neji, z którym była wtedy na misji. Hyūga czuł się odpowiedzialny za tamto wydarzenie. Ja przchodziłem przed mażdym treningiem do mojej starszej siostrzyczki. Tylko ona wyciągnęła do mnie pomocną dłoń, podczas gdy inni sie ode mnie odwrócili. To ona wraz z Kakashim nauczyła mnie podstaw walki. Przychodziła do mojego mieszkania i pomagała mi. Czasem coś ugotowała, żebym nie żywił sie tylko ramen i zupkami w proszku, albo pomogła zrobić pranie. Czasem wystarczyło, że po prostu była przy mnie.
Pik... Pik... Pik... - Ten dźwięk był niczym najgorsza tortura. Minęły dwa lata od tamtego wydarzenia. Dwa lata od zapadnięcia w śpiączkę. A może już nigdy nie otworzy oczu? Przez ten czas bliscy przestali mieć nadzieję. Przychodzili coraz rzadziej, ale ja odwiedzałem ją przed każdym treningiem i opowiadałem jej o wydarzeniach, które zdarzły się podczas, gdy ona leżała na tym, szpitalnym łóżku. W międzyczasie Trzeci Hokage umarł. Zabił go Orochimaru, a my mogliśmy tylko patrzeć. Babunia Tsunade została Piątą Hokage, ale nadal jest uzależniona od sake. Tyle sie wydarzyło.
Pik... Pik...Pik... - Ten dźwięk był niczym najgorsza tortura. Minęły trzy lata... Teraz Itachi odwiedzał Ashley raz na kilka tygodni. Neji raz na miesiąc. Tylko ja przychodziłem codziennie. Do czasu, aż wyruszyłem na trening z Jirayią. Chociaż nawet wtedy miałem przy sobie twoje zdjęcie. Nie martw się, nie zapomniałem.
STRONA O NARUTO
Zapraszam serdecznie wszystkich na stronę o tematyce Naruto. Są tam różne zdjęcia, konkursy i zabawy ;)
https://m.facebook.com/profile.php?id=513903132057421&refsrc=https%3A%2F%2Fpl-pl.facebook.com%2Fpages%2FNaruto-forever%2F513903132057421
niedziela, 21 lutego 2016
Rozdział 5
- Takumi! Naruto! Co wy wyprawiacie?
- On twierdzi, że jest ode mnie lepszy! Przecież był remis! - Oburzył się Uzumaki.
- Nieprawda! To ty cały czas przechwalasz się jaką to masz świetną wolę walki! - Zaprotestował Senju.
- Ech... Wczorajszy pojedynek zakończył się remisem. To prawda, że uderzenie Takumi'ego jest lepsze, niż twoje, Naruto - Zwróciłam sie do blondyna.
- Ha! - Napuszył się Takumi.
- Jednakże, gdybyś to ty oberwał od Naruto, prawdopodobnie nie podniósłbyś się i pogodził z przegraną, a Naruto mimo bólu walczył dalej. Jesteście od siebie różni. Oboje macie wady i zalety. Nie będę was porównywać, bo do niczego nie dojdę. Zrozumiano?
- Taaak. - Powiedzeli chórem chłopcy.
- Jeśli jeszcze raz zobaczę, że się o to kłócicie, będziecie musieli zrobić 2000 pompek. - Uśmiechnęłam się wrednie.
- ILE?! Dwa tysiące? -Wykrzyknął Uzumaki.
- Owszem, więc radzę wam uważać. - Powiedziałam, poczym odwróciłam się i skierowałam w stronę domu. Musiałam heszcze ugotować obiad i poćwiczyć. Pilnowanie tej trójki geninów, to niełatwe zadanie. Nie dziwię się Kakashi'emu, że wziął sobie kogoś do pomocy. Za dużo gadania, za mało robienia! - Skarciłam się w myślach i zabrałam się do obrabiania kurczaka, ktorego posiekałam w drobne kawałki. Ugotowałam ryż oraz pokroiłam warzywa. Mięso wrzuciłam do garnka wraz z warzywami i doprawiłam do smaku. W tym czasie ryż nabrał odpowiedniej miękkości i był gotowy do spożycia. Po pół godzinie kurczak w warzywach również był gotowy. Nałożyłam obiad na talerze i wyjęłam sztućce. Itachi miał być w domu o wpół do pierwszej, a tymczasem dochodziła druga po południu. Te rozmyślania przerwał szczęk otwieranego zamka.
- Oho. O wilku mowa. - Pomyślałam.
- Wróciłem! - Odkrzyknął Uchiha z sąsiedniego pomieszczenia.
- Spóźniłeś się... Chodź, bo wystygnie. - Zawowłałam kuzyna na obiad.
- Specjalnie czekałaś na mnie z obiadem? - Wyszczerzył się Itachi.
- Chyba śnisz! To był czysty przypadek.
- Ja i tak wiem swoje. - Powiedział i poszedł do łazienki umyć ręcę oraz zdjąć tradycyjny strój ANBU. Wrócił po kilku minutach.
- Jak misja? - Spytałam.
- Dobrze, wszystko przebiegło zgodnie z planem. Wybacz, ale nie mogę zdradzić ci szczegółów. Słyszałem, że zostałaś zastępcą Kakashi'ego? Musi mieć do ciebie zaufanie.
- To prawda, miał w zamian zdjąć maskę.
- Nie zdjął? - Zainteresował się Itachi.
- Zdjął, ale pod spodem miał drugą...
- Można by się tego po nim spodziewać. W końcu to legendarny Kakasi Hatake! - Roześmiał się Uchiha. Resztę posiłku zjedliśmy, rozmawiając o błahostkach. Wieczorem miałam jeszcze udać się do Hokage. Pomachałam Itachi'emu na pożegnanie i wyszłam z mieszkania. Szłam krętymi uliczkami dzielnicy Uchiha. Doszłam na miejsce spóźniona. Pobiegłam po schodach, wymijając po drodze zdziwionego Kotetsu.
- Spieszę się! - Krzyknełam przez ramię, na co ten wzruszył ramionami i powrócił do wykonywania poprzedniej czynności, czyli noszenia jakichś papierów. Zdyszana dotarłam pod drzwi gabinetu Hokage. Wziełam kilka głębokich wdechów i zapukałam.
- Proszę. - Usłyszałam głos Trzeciego, dobiegający zza drzwi. Uchyliłam je i wślizgnełam się do środka. Stanęłam naprzeciwko Sarutobiego, a ten odrzekł poważnym głosem:
- Ashley Uchiha. Mam dla ciebie trudną misję rangi A. Miałem na nią wysłać twojego kuzyna, Itachi'ego, ale on dopiero co wrócił z misji ANBU. Twoim partnerem będzie członek klanu Hyūga, posiadajacy Byakugana. Z tego co wiem, dobrze wam się razem pracowało na treningu. Misja polega na dostarczeniu zwoju do Tsuchikage. Musicie bardzo uważać, bo ninja z Wioski Mgły będą chcieli przechwycić tą wiadomość.
- Kiedy mamy wyruszać? - Spytałam, lekko zaniepokojona trudnością misji.
- Dzisiaj w nocy. Przekażę wam zwój i opuścicie wioskę. Neji Hyūga już wie. Będzie na ciebie czekał przed głównym wyjściem o drugiej w nocy.
- Jeśli to już wszystko, to ja już pójdę.
- Oczywiście, przygotuj się. - Przyznał mi rację Trzeci. Wyszłam z gabinetu i postanowiłam udać się do domu na skróty. Jak na prawdziwego shinobi przystało, wspiełam się na drzewo i skoczyłam na sąsiedni budynek. Skakałam po dachach, aż znalazłam się na dachu swojego domu.
-Dwa razy szybciej niż poprzednio. - Stwierdziłam w myślach. Weszłam do domu tylko po to, aby zmienić ekwipunek.
- Jakaś misja? - Zapytał Itachi, opierając się o framugę.
- Taaa.
- Sprecyzujesz?
- Za godzinę wyruszam z Nejim do Wioski Kamienia, żeby dostarczyć zwój do Tsuchikage. Mamy uważać na ninja z Mgły. - Powiedziałam nawet się nie odwracając.
- Hmm... Taka misja dla świeżo upieczonego chūnina? - Spytał podejrzliwie Uchiha.
- Tak. Z założenia Trzeciego to ty miałeś dostać tą misje, ale w miedzyczasie pojawiły się komplikacje, bo musiałeś pilnie wyruszyc na misje jako członek ANBU. Do tej misji potrzebny jest Sharingan, żeby móc sprawdzić, czy zwój nie został podmieniony podczas walki. Neji pochodzi z klanu Hyùga, więc jest posiadaczem Byakugana. Z racji tego, że ostatnim razem dobrze nam się współpracowało, Trzeci postanowił nas przydzielić do tej misji.
- To zbyt niebezpidczne! Porozmawiam z Hokage i pójdę na tę misję zamiast ciebie. - Zapropnował Itachi, szykując się do wyjścia.
- Nie! Itachi, stój! -Szarpnęłam go za ramię i przygwoździłam do ściany. Zaskoczony Uchiha już miał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
- Dam sobie radę! Jestem już chūninem, a poza tym dobrze się dogaduję z Nejim. Ty jesteś wykończony po misji. - Itachi już miał zaprotestować, ale nie dałam mu dojść do głosu.
- Wiem, że się o mnie martwisz, ale jestem już wystarczająco duża. Gdyby Trzeci uznał, że sobie nie poradzę, to nie przydzieliłby mi tej misji.
- Ech... niech ci będzie. Uważaj na siebie. - Wstchnął Itachi, poczym mocno mnie do siebie przytulił. Odwzajemniłam uścisk, wtulajac sie w jego klatke piersiową. Spojrzałam kątem oka na zegarek i odsunełam się od kuzyna. Nie chciałam sie spóźnić.
Neji już czekał pod bramą.
- Yo, Neji! Idziemy?
- Tak. Musimy utrzymywać w miarę szybkie tempo... BYAKUGAN! - Krzyknął Neji, składając dłonie w pięczęć. Wokół jego oczu pojawiły się żyłki. Skakaliśmy po drzewach już dobrą godzinę. Nagle Hyūga krzyknął:
- Ashley, za tobą!
- Odweróciłam się, wyjmując jednocześnie kunai z rękawa. Za mną biegło trzech shinobi z Wioski Chmury. Jeden z nich rzucił kilka kunai z doczepionymi notkami wybucjowymi w moją stronę. Odbiłam je, ale jedna z nich wybuchła tuż przede mną. Na szczęście Neji w porę zareagował odpychając mnie w bok. Kiwnęłam mu tylko głową na podziękowanie, gdyż nie mieliśmy czasu na rozmowę. Zajęłam się tym z prawej strony. Rzuciłam w jego stronę shurikenem, poczym wykonałam kilka pieczęci. Broń sklonowała się. Mój przeciwnik nie spodziewał się tego. Jeden z nich trafił go w ramię, rozcinając przy tym jego bluzę. Trochę krwi skapnęło na ziemię. Tymczasem Neji walczył z pozostałymi ninja. Odpierał ataki obydwu napastników, lecz jego ruchy były coraz bardziej chaotyczne, a uderzenia mniej precyzyjne. Postanowiłam użyć mojej tajnej broni. Wyciągnęłam zza pasa katanę. (japoński miecz jednoręczny) Podczas treningów z Kakashim ten kładł spory nacisk na umiejętność władania mieczem. Zamachnęłam się, chroniąc Neji'ego przed shinobi z Mgły. Hyūga zdziwił się, że potrafię używać takiej broni, ale nic nie powiedział. Skupiliśmy się na walce. Zaraz! Coś tu nie pasuje. Atakowało nas trzech shinobi, a teraz jest ich dwóch...
- Pod nami! - Krzyknął posiadacz Byakugana. Odskoczyłam w bok w samą porę, bo z miejsca, w którym stałam wyłonił się wrogi ninja. Lecz to nie był ten sam, co na początku. Ten miał czarne, postawione włosy oras bandaż na twarzy. W ręku trzymał ogromny miecz. Krzyk wydarł sie z mojego gardła. Przecież to był ten słynny Zabuza, jeden z mistrzów miecza. Z moją kataną nie miałam żadnych szans. Sadząc po minie Neji"ego on równiż wiedział kim był ów przeciwnik. Na drzewie za nami pojawił się jakiś chłopak drobnej budowy z długimi włosami.
- Haku! Ile można czekać? - Zdenerwował sie Zabuza.
- Przepraszam Zabuza-san! - Odkrzyknął wystraszony chłopak, który po chwili rzucił igłami w moim kierunku.
- Kuso! Nie uniknę wszystkich broni. Jest ich za dużo. -Pomyślałam. Zrobiłam unik, ale kilka igieł wbiło sie w moje ręcę, nogi oraz bok.
- Ashley! - Zawołał przerażony Neji. Może Itachi miał racje i rzeczwiście ta misja jest dla mnie za trudna? Ale skąd miałm wiedzieć, że pojawi sie jeden z mistrzów miecza? Gdy kolejne igły leciały w moja stronę, bez problemu ich uniknełam, a dopiero chwilę później wbiły się one w ziemię. Jak to możliwe? Spojrzałam zdziwiona na chłopaka, który krzyknął:
- Zabuza-san, ta dziewczyna posiada Sharingana!
- Poradzisz sobie, Haku. - Odparł shinobi z mgły walcząc z Neji'm, który nie miał najmnniesych szans. Postanowiłam uciec do ostatecznego rozwiązania. Wyjęłam zwój z kieszeni i położyłam go na ziemi.
- KATON-GYOKAKU NO JUTSU! - Krzyknełam, poczym nabrałam powietrza w płuca. Z moich ust wydobyła się ogromna kula ognia, która spaliła zwój na popiół. Wściekły Zabuza ryknął i rzucił się na mnie, wymachując swoim mieczem. Trafił mnie, raniąc przy tym moją rękę. Rana była głęboka. Upadłam na kolana, trzymając się za ramię. Zabuza nie zwracał na to uwagi. Przecinał mieczem powietrze. Tymczasem Neji biegł w moim kierunku, ale zatrzymała go trójka shinobi, która nas zaatakowała. Zagrodzili mu drogę, nie pozwalając na dotarcie do mnie. Byłam zdana tylko iwyłącznie na siebie. Mistrz miecza zranił mnie w nogę. Z mojej łydki trysła krew. Kolejnje cięcie. Tym razem trafił w lewy bok. A więc tak mam zginąć? Zabawne. Nie wykonałam misji, może to nawet lepiej? Zabuza miał wykonać ostateczy cios. Podniósł miecz do góry, ale w tym samym czasie rozległ się krzyk tego chłopaka, Haku.
- Zabuza-san! Te skały zaraz się zawalą! Faktycznie. Wielkie głazy zaczęły staczać się po zboczu, rujnując przy tym drzewa. Zabuza podszedł zniesmaczony do Haku, który jakąś nieznaną techniką przeniósł ich w inne miejsce. Pozostała trójka shinobi z mgły pobiegła lasem. Nie byłam w stanie sie ruszyć. Ostatnie co pamiętam, to Neji'ego, który wziął mnie na plecy i uciekł od walących się skał.
Jeśli ci się podoba, skomentuj. Konstruktywna krytyka i rady mile widziane :)
sobota, 20 lutego 2016
Rozdział 4
czwartek, 18 lutego 2016
Rozdział 3
Dzisiaj jest wtorek, więc wstałam o świcie i założyłam na siebie coś wygodnego z miejscem na różnego rodzaju bronie. Ubrałam spodnie z wieloma kieszeniami, w których schowałam shurikeny i kilka kunai oraz bluzkę z logo klanu Uchiha na plecach. Na ramiona zarzuciłam czarny płaszcz, który sięgał mi do kostek. Schowałam jeszcze podręczną apteczkę i założyłam ochraniacz na czoło. Byłam gotowa na trening z Kakashim. Dochodziło wpół do dziewiatej. Miałam jeszcze trochę czasu, więc postanowiłam pójść na grób Shisui'ego. Kupiłam wiązankę kwiatów w kwiaciarni Yamanaka i udałam się na cmentarz. Zanim doszłam do grobu brata minęło troche czasu, gdyż znajdował się on na samym końcu cmentarza. Prawdopodobie Itachi był tutaj przed wyruszeniem na misję, bo na marmurowej tablicy nie było widać kurzu, ani zwiędłych liści. Wyjęłam z wazoniku stare tulipany i włożyłam na ich miejsce kilka krokusów. Pamiętam, że kiedyś leżeliśmy na łące pełnej kwiatów, ale to krokusy podobały się Shisui'emu najbardziej. Westchnęłam tylko na wspomnienie czasów, gdy wszystko było kolorowe, a na świecie nie było żadnych zmartwień. Ni stąd ni z owąd poczułam czyjąś dłoń na ranieniu. Odwróciłam się i ujrzałam Kakashiego, który najwidoczniej rówież odwiedzał czyjś grób, bo w jego oczach można było dostrzec cień smutku, ale on szybko zastąpił go sztucznym uśmiechem.
- Chodź Ashley. Mamy przecież teraz trening, prawda?
- A tak. Trochę się zamyśliłam.
- Nie szkodzi. Głowa do góry! Nie po to Shisui szkolił cię na shinobi, żebyś teraz się nad sobą użalała. Twój brat wolałby patrzeć jak sie rozwijasz, niż jak chodzisz zdołowana.
- Ma pan rację. Gdzie mamy ten trening? - Zapytałam już weselszym głosem. Sensei miał rację. Postaram się zostać jak najlepszym ninja, bo tego w końcu chciał Shisui. Cieszyłam się na myśl o treningu z kimś,kto jest uznawany za geniusza. Ciekawe, kto go uczył. Muszę go kiedyś o to zapytać. Doszliśmy na pole treningowe po dziesięciu minutach. Usłyszałam świst, jaki wydawał shuriken podczas rzutu. Odwróciłam się w kierunku, z ktorego dobiegał dźwięk i wysunęłam kunai z rękawa. Miałan rację to shuriken. Odbiłam go i zaczęłam szukać wzrokiem przeciwnika. Zza drzewa wyłonił się Kakashi.
- Kakashi - sensei! Co to miało być? - Krzyknęłam oburzona.
- Sprawdzałem twój czas reakcji. - Powiedział lekko zmieszany.
- Rozumiem. Już myślałam, że ktoś się w pana przemienił. Chociaż gdyby tak sie stało prawdopodobnie bym zauważyła.
- Zanim zaczniemy trening musisz sobię znaleźć partnera.
- Hę? To nie bedziemy trenować we dwójkę?
- Bedziemy, ale na dzisiejszych zajęciach będziesz walczyć ze mną, a do tego potrzebny ci będzie partner.
- Itachi jest na misji. Nie znam nikogo, kto mógłby być moim partnerem! Ci z mojej klasy tylko by mi przeszkadzali. Kuso!
- Spokojnie. Może ktoś ze starszego rocznika? Mój przyjaciel ma pod opieką trójkę shinobi i z tego co wiem mają teraz trening. Spytaj się któregoś z nich. - Poradził Hatake.
- Zaraz wracam. - Jeśli Kakashi mówił prawdę powinnam udać się na sąsiednie pole treningowe. Faktycznie, było słychać stamtąd odgłosy walki. Trójka shinobi walczyła przeciwko jouninowi. Jeśli mnie pamieć nie myli ich sensei specjalizuje się w tajustsu.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale mam teraz trening z Kakashim - sensei i potrzebuję partnera do walki z nim. On polecił mi udanie sie do swojego przyjaciela, Mighto Guy'a.
- Kakashi nazwał mnie swoim przyjacielem? - Ucieszył się Guy, poczym rozpłakał.
- Oh, Lee! - Zawołał do swojego ucznia ubranego w taki sam strój.
- Oh, Guy - sensei! - Krzyknał Lee i zaczął płakać wraz ze swoim nauczycielem.
- Przepraszam cię za nich. Oni tak zawsze. Jak chcesz, to mogę być twoim partnerem. Neji Hyūga. - Chłopak wyciagnął rękę na przywitanie. Uścisnęłam ją i również się przedstwiłam.
- Ahley Uchiha. Bedzię mi bardzo miło. - Uśmiechnęłam się serdecznie.
- Mi również. To jest Tenten. Moja koleżanka z drużyny.
- Cześć, jestem Ashley. Pożyczam Neji'ego na dzisiaj.
- Jasne bierz, tylko uważaj, bo czasanmi gryzie. - Zaczęłyśmy się śmiać z Hyūgi, który był lekko zdesorientowany.
Pod drzewem czekał na nas Kakashi, który czytał książkę. Widząc nas odwrócił się i schował ją do kieszeni.
- Byłem pewny, że wybierzesz tą dziewczynę. A tu niespodzianka! Przyszłaś wraz z najlepszym członkiem drużyny Guy'a. Masz nosa, Ashley. Przynajmniej będzie zabawnie. - Nawet pomimo maski było widać, że się uśmiecha.
- Nie będzie tak łatwo, co sensei?
- Dam radę dwójce dzieciaków na poziomie chūnina. (Neji był geninem, ale można powiedzieć, że jego techniki i bystry umysł były na poziomie chūnina) Żeby zdać test musicie mi odebrać ten dzwoneczek. Osoba bez dzwoneczka wraca do akademii. Macie czas do godziny 15:00. Czas start.
- C-co? - Spytałam.
- Chodź. Schowajmy się. Musimy współpracować. Nie po to, Kakashi-sensei kazał ci zdobyć partnera, żebyś z nim teraz rywalizowała. - Stwierdził Neji.
- Masz rację. Powiedział, że osoba bez dzwoneczka nie zda testu, ale jeśli zdobędziemy go razem, to przejdziemy oboje.
- Rozumiem, mamy jakiś plan?
- Będziemy udawać, że działamy osobno. Zaatakujesz go, a ja podkradnę się od tyłu i zabiorę mu dzwoneczek.
- Dobry plan. Na trzy... Raz, dwa... TRZY! - Neji wyskoczył zza krzaków z zaniarem rzucenia się na Kakashiego. Nie docenił jednak jego umiejętności. Hatake bez problemu zablokował cios chłopaka. Odpierał jego ataki przez kilka minut, a na jego czole wystąpiły kropelki potu. Ja w tym czasie czołgałam się, przemieszczając powoli na drugi koniec pola treningowego. Gdy byłam za plecemi jounina wstałam i weszłam na drzewo. Zaczaiłam się na gałęzi i czekałam na odpowiedni moment. W tym czasie Neji aktywował Byakugana i zaczął celować w punkty przepływu chakry. TERAZ! - Pomyślałam i zeskoczyłam z drzewa, rzucając się na nauczyciela. Peleryna powiewała za moimi plecami tworząc coś w rodzaju spadochronu, który trochę spowolnił skok, dzięki czemu niczego sobie nie uszkodziłam. Kakashi najwyraźniej nie spodziewał się takiego zwrotu akcji. Swoim ciężarem przewróciłam jounina, który zniknął z donośnym "puff".
- Klon! - Wykrzykneliśmy jednocześnie.
- Całkiem dobrze sobie poradziliście. Udało wam się pokonać mojego klona cienia. Przeszliście test bez zarzutów. - Uśmiechnął się radośnie Kakashi, który w międzyczasie znalazł się za moimi plecami.
- Jak to? Przecież nie zdobyliśmy dzwoneczka. - Odparł Neji.
- Owszem, ale ten test miał za zadanie sprawdzić wasze umiejętności współpracy, a ten oto dzwoneczek miał za zadanie was skłócić. - Pomachał nam nim przed oczami, poczym schował przedmiot do kieszeni. Odetchnęłam z ulgą. Czułabym się okropnie, gdyby prze ze mnie Neji musiał wrócić do Akademii. Całe szczęście, że nic takiego się nie stało.
środa, 17 lutego 2016
Rozdział 2
Rano obudziły mnie promienie słońca. Itachi jeszcze spał, więc ostrożnie wyswobodziłam dłoń z jego uścisku i usiadłam na łóżku tak, żeby go nie obudzić. Postanowiłam, że zrobię nam śniadanie. Ubrałam szlafrok, założyłam kapcie i zeszłam na dół do kuchni. Wyjęłam jajka z lodówki i postawiłam opakowanie na blacie. Otworzyłam szafkę w poszukiwaniu patelni i zabrałam się za robienie jajecznicy. Gotowe śniadanie nałożyłam na talerze i nakryłam do stołu. Weszłam po schodach do pokoju, który należał do Itachi'ego z zamiarem obudzenia go. Łóżko było pościelone, a właściciela nie było w pokoju. Pewnie jest w łazience. - Pomyślałam. Moje domysły potwierdził szum wody dobiegający spod przysznica. Po chwili nastała cisza, a zaraz potem dało się słyszeć zgrzyt otwieranych drzwi. Do pokoju wszedł Itachi z białym ręcznikiem przepasanym na biodrach.
- Poczekaj, tylko się przebiorę. - Powiedział, poczym otworzył szafę, wyjął jakieś ciuchy i zniknął łazience. Po kilku minutach wrócił ubrany w tradycyjny strój ANBU, a w reku trzymał biało-czerwoną maskę, symbolizującą przynależność do elity shinobi.
- Trochę ci to zajęło. Śniadanie pewnie już wystygło. - Mruknęłam zrezygnowana.
- Spokojnie. Użyję techiki oginistych kul. - Roześmiał się Uchiha.
- Bardzo śmieszne, Itaś, bardzo śmieszne. Chodź, coś wymyślę. - W moim głosie dało się wyczuć nutę rozbawienia. Zeszliśmy na dół, a ja zrobiłam sobie tosty z dżemem. Brat stwierdził, że jadał gorsze rzeczy i zimna jajecznica to dla niego pikuś. Zjadł swoją porcję, a później również moją. Czasami mnie zadziwia, przecież jajka na zimno są ochydne. Co on musiał jadać na tych misjach? Postanowiłam go o to zapytać.
- Itachi, co ty jadłeś na tych misjach?
- Wiesz... Raz musieliśmy jeść dżdżownice z góry Myõboku, które zrobiła żona Fugaku-sama. Nie jedliśmy nic od tygodnia. Jirayia-san wpadł na ten pomysł, ale lepsze to niż śmierć głodowa, prawda?
- No nie wiem. Jak smakowały? - Spytałam, uśmiechając się podle.
- Wyobraź sobie, że musisz zjeść miskę wijących się robali w dziwnym, zielonym sosie, żeby przeżyć...
Na samą myśl zrobiło mi się niedobrze. Kawałek chleba ugrzęzł mi w gardle, a w kuchni rozległ się śmiech Itachi'ego
- Mam misję rangi S. Muszę dostarczyć zwój do Ukrytej Wioski Kamienia. Jest to najdalej położona główna wioska od Konohy. Nie będzie mnie góra tydzień. Poradzisz sobie? - Zaniepokoił się, w końcu Shisui powieżył mu opiekę nade mną.
- Spoko, przecież mnie znasz!
- A gdyby tak... rozpętała się burza w środku nocy? - Spytał Itachi z zawadiackim uśmiechem.
- Uuchiha! Ani mi się waż komukolwiek o tym wspominać! - Zaczerwieniłam się, aż po uszy.
On tylko uśmiechnął się, wstał od stołu i posprzatał ten bałagan, który zostawił jedząc jajecznicę. Kto NORMALNY rzuca kawałkami jajka w tarczę, w którą jeszcze wbite były shurikieny? Mój kuzyn wyszedł z domu i nie prędko wróci, a ja tym czasem muszę coś ze sobą zrobić. Zdecywałam się na pójście do gorących źródeł. Każdemu przyda się odrobina relaksu. Idąc przez Wioskę Liścia zauważyłam blondwłosego chłopca, który na oko wyglądał na młodszego ode mnie o 2 lata. Widziałam jak orążyło go czterech lepiej zbudowanych chłopaków wyszczerzonych w paskudnym uśmiechu. Blondwłosy upadł na ziemię powalony siłą ciosu przeciwnika. Inni natychniast podłapali temat i zaczęli go kopać i bić. Gdyby nie było ich tyle, blondwłosy może i by sobie poradził,ale czterech na jednego to już lekka przeasada - stwierdziłam. Najdzieniejsze było to, że inni przechodzili obojętnie, nie zwracając uwagi na to, co się dzieje. Postanowiłam coś z tym zrobić. Podeszłam do nich i położyłam rękę na ramieniu jednego z nich, który wyglądał na szefa tej całej bandy. Ten odwrócił się i lekko wystraszył.
- Czterech na jednego? To nie fair.
- M-my t-tylk-ko... -Jąkał się chłopiec.
- W takim razie... Kage bunshin no jutsu! -Krzyknęłam, a obok mnie pojawiły sie cztery klony.
- C-co? J-jak t-to? - Zdziwił się ten, stojący z lewej.
- Ehh... Technika podziału cienia. Zróbcie coś z nimi. - Powiedziałam do klonów, poczym zajęłam się chłopcem. Moje klony szybko rozprwiły się z tą bandą dzieciaków, a ja zarzuciłam sobie rekę blondyna na kark i zaczęłam pwoli kierować się w stronę szpitala. Gdy dotarliśmy na miejsce usiadłam w poczekalni. Po dwudziestu minutach drzwi się otworzyły i wyszedł z nich chłopak z obandażowaną reką i czołem.
- Już lepiej? Jak ty się wogóle nazywasz? - Spytałam.
- Tak, już w porządku. Wszystko dzięki tobie! Jestem Uzmaki Naruto! Lepiej zapamiętaj to imię, bo kiedyś zostanę Hokage! - Krzyczał na cały szpital Naruto, ale humor ewidentnie mu się poprawił.
- Jesteś głodny? Może pójdziemy na ramen?
- Ramen!!! Chodźmy, szybciej! - Pociągnął mnie za rękę w kierunku wyjścia. W jego oczach było wręcz widać psotne iskierki.
Zjedliśmy razem ramen, a potem chłopak udał się do domu, obiecując, że jeszcze się spotkamy. Zabawny z niego chłopak - pomyślałam. Nie zdążyłam nawet spytać, dlaczego go tak okrutnie potraktowali. Może im się kiedyś naraził? I dlaczego nikt nie reagował? Był już wieczór, więc nici z gorących źrodeł. Westchnęłam i poszłam do dzielnicy Uchiha, w której stał mój dom. Zmęczona oparłam się o ścianę budynku i wptrywałam się w gwiazdy. Dzisiaj było bezchmurne niebo. W oddali dostrzegłam gwiazę polarną oraz gwiazdozbiór niedźwiedzicy. Ten wieczór zdecydowanie należał do tych pięknych nocy, jakie opisują poeci w wierszach, jakie rysują malarze na płótnie i o jakich piszą piosenki, artyści.



