środa, 30 marca 2016

Rozdział 11

Ten rozdział jest krótszy i mało się w nim dzieje. Taki przerywnik :D Ale obiecuję, że w następnej notce będzie się działo! Sami zobaczycie :p (Ta akcja w Wiosce Liścia jest podejrzana, prawda?)

Cały czas byłam świadoma tego, co się ze mną dzieje, ale w pewnym momencie poczułam się na tyle bezpiecznie, że zasnęłam. Obudziłam się w łóżku, przykryta kocem. Jednakże nie był to pokój Paina. Pomieszczenie było o wiele jaśniejsze i przytulniejsze niż kryjówka Akatsuki. Znajdowałam się w małym, drewnianym domku pośrodku lasu. Naprzeciwko łóżka mieściła się skromna kuchnia, stół i dwa krzesła. Przy ścianie stała szafa i półka na książki. Oprócz tego był jeszcze kominek oraz dwie pary drzwi prowadzące do łazienki i na zewnątrz. Rozglądając się, dostrzegłam wiszące w szafie  moje ubrania, a w szufladkach rozmaite bronie. Na stole leżała karteczka. Był to prawdopodobnie liścik od Lidera.
Jesteś teraz w południowej części Kraju Trawy. O nic się nie martw, przyniosłem twoje rzeczy. Chwilowo wraz z członkami Akatsuki szukamy miejsca na nową kryjówkę organizacji. Tym razem Konan się uparła, żeby było o wiele przytulniej. Zawarliśmy porozumienie z piątką Kage, więc nie musimy już się ukrywać, aczkolwiek nie zamieszkamy na razie w wiosce, bo jej mieszkańcy nadal nie są przekonani, co do naszych zamiarów. Itachi wrócił już z misji, ale zobaczysz się z nim dopiero za jakichś czas. Tymczasem odpoczywaj w moim domku letniskowym ;)
PS. Dlaczego trzymasz bawełniane, składane półkule na broń obok skarpetek? Musisz mi pokazać jak się ich używa.
Pain
Odłożyłam list z powrotem na stół i udałam się do kuchni. Zrobiłam sobie  herbatę owocową i kanapki. Skoro sam Lider Akatsuki twierdzi, że należy mi się odpoczynek, to nie mam zamiaru się sprzeciwiać.
TYMCZASEM W WIOSCE LIŚĆIA
Był środek nocy. Zegar na dachu Akademii wybijał północ. Chwilę później w jednym z mniej uczęszczanych zaułków zmaterializował się chłopak. Z dachu sąsiedniego budynku bezszelestnie zeskoczył mężczyzna, który wręczył mu zwój.
- Zrozumiałeś wszystko? Masz tu 150000 jenów*. Jeśli ci się uda, dostaniesz drugie tyle. – Powiedział zakapturzony osobnik w masce, przekazując chłopakowi pieniądze. Ten pokiwał znacząco głową, poczym wykonał technikę zniknięcia. Starszy mężczyzna również oddalił się z tego miejsca, a ślad po nich się urwał.
TYMCZASEM W AKATSUKI
- Pain! Nareszcie wróciłeś! Pomóż nam przestawić tą komodę. – Krzyknął Hidan, który bezskutecznie próbował ruszyć mebel z miejsca.
- Mówiłem ci, żebyś nie mówił mi po imieniu. Dla ciebie jestem Liderem.
- To nie fair! Ashley może do ciebie mówić po imieniu, a my nie możemy. Czyżbyś ją faworyzował?
- Ashley to co innego! Przestań tyle gadać i weź się do roboty. Jeśli będziecie czegoś potrzebować, będę w swoim gabinecie. Muszę uporządkować papiery.
- Taa… Idź już lepiej, PAIN. – Zaakcentował ostatnie słowo Hidan i uśmiechnął się wrednie, widząc zrezygnowane spojrzenie Lidera, poczym wraz z Kakuzu zajęli się umeblowaniem salonu. Kisame montował ogrzewanie i wydzierał się na Deidarę, który nieudolnie próbował naprawić lodówkę.
- DEIDARA, IDIOTO! POPSUŁEŚ LODÓWKĘ!?
- N-nie! Ja ją naprawiam! To Zetsu próbował wyjeść kabanosy. – Skłamał chłopak.
- Nie kłam, blondasie! Zetsu już tu nie ma! Idź lepiej poproś Sasori’ego, żeby to naprawił. On się zna na elektronice. – Poradził Kisame, który sam miał nie lada problem z mocowaniem kaloryfera. Tymczasem Konan nie omieszkała upomnieć Hidana, że wszystko robi źle.
- Jak to źle!? Jest idealnie! – Obruszył się siwowłosy.
- Przesuń tę półkę na książki w lewo o kilka centymetrów, stół odsuń bardziej do tyłu. Nie tak! W to drugie lewo! Tak w ogóle to czemu obraz jest przekrzywiony? Ugh… Sama to zrobię. Zajmij się lepiej wykańczaniem łazienki.
- Odezwała się Konan – papierowa anielica! – Nabijał się Hidan, ale nie docenił możliwości dziewczyny, która posłała w jego kierunku kilkanaście papierowych ostrzy.
- AŁA! Kobieto, weźże się opanuj. Poprzebijałaś mi skórę tym orgiami!
- Ciszej tam! Sasori właśnie próbuje przywołać swoje sto marionetek. – Krzyknął zbulwersowany Dediara.
- Na chuj mu lalki? – Spytał Kisame, rechocząc.
- Za pomocą marionetek będę malował ściany w przedpokoju i na piętrze. – Odparł ze stoickim spokojem Sasori.
- Sprytnie!
- Oczywiście, że tak. Ty za to mógłbyś się pospieszyć. Od godziny naprawiasz ten kaloryfer…
- To nie takie łatwe! Kiedy przyjdzie Ashley? Ona by to w mig naprawiła i jeszcze zrobiłaby pyszną kolację. – Rozmarzył się Hoshigaki.
- Ona ci nie pomoże. Chwilowo regeneruje się po walce z Madarą. –  Powiedział Sasori lekko zdenerwowany, gdyż nie wychodziło mu malowanie.
- Przecież nie odniosła żadnych obrażeń. – Zdziwił się Hidan.
- Psychicznie, Hidan. Ucierpiała jej psychika. Pierwszy raz zabiła człowieka, który w dodatku był jej przodkiem.
- No chyba, że tak.
- WRACAĆ DO PRACY NIEROBY! – Krzyknął Pain, schodzący do kuchni z kubkiem po kawie.
- A ty to co? Lenisz się całymi dniami! – Odparli jednocześnie Kisame i Deidara.
- Ja? Ciężko pracuję, żeby ocieplić wasz wizerunek.
- Taa… Czytasz pornole. Widziałem, co masz pod łóżkiem. – Uśmiechnął się Sasori.

- To było dawno i nieprawda! – Zarumienił się Pain, odwracając wzrok od oskarżycielskiego spojrzenia Konan.

*150000 jenów - To około 50000zł

środa, 23 marca 2016

ROZDZIAŁ 10

Razem z Liderem Akatsuki podążałam za Tobim i Zetsu. Kierowali się na zachód, w stronę gór. Wspólnicy Madary zatrzymali się przed kamienną ścianą, a Obito wykonał kilka pieczęci, poczym ukryte dotąd wrota otworzyły się, ukazując długi, wyrzeźbiony wewnątrz góry tunel. Schowałam się za pobliskimi krzakami, pozostając czujna, by w razie czego zaatakować w każdej chwili. Pain poszedł w moje ślady i również zamaskował swoją obecność, używając skomplikowanego ninjutsu. Pół godziny później usłyszałam czyjeś kroki. Najwidoczniej spotkanie się zakończyło. Moją hipotezę potwierdził wyłaniający się zza korytarza Tobi. Nie był to ten sam Tobi, co wcześniej. Gdy zrzucił „maskę” beztroskiego idioty i pokazał swoje prawdziwe oblicze przeszły mnie ciarki. Nawet stąd dało się wyczuć tajemniczą aurę Uchihy. Kiwnęłam głową, dając znak Painowi, że rozpoczynam wcześniej ustalony plan. Bezszelestnie obeszłam Obito i wślizgnęłam się do tunelu. Korytarz ciągnął się bez końca, aż wreszcie ujrzałam w oddali komnatę, rozświetloną blaskiem pochodni. Chwilę później znalazłam się  tuż obok pomieszczenia, w którym na krześle siedział przygarbiony mężczyzna z siwymi włosami. Kreślił atramentem znaki na pergaminie, ale gdy wyczuł moją obecność podniósł głowę i odłożył pióro na bok.
- Przyszłaś mnie zabić. – Stwierdził Madara.
- Owszem.
- Muszę cię zmartwić, ale plan księżycowego oka zostanie zrealizowany bez mojej pomocy. Ja wykonałem już swoje zadanie. – Uchiha uśmiechnął się smutno.
- Ten plan nie dojdzie do skutku. Twoje pionki lada chwila zostaną pokonani, a jedna z Ogoniastych Bestii nie  żyje.
- Jeśli myślisz, że ten blef na mnie zadziała to grubo się mylisz. Ogoniasta Bestia nie może tak po prostu umrzeć.
- Nie będę ci tłumaczyła, w końcu i tak zaraz będziesz martwy! – Powiedziałam, poczym wyciągnęłam katanę z pochwy i zaatakowałam. Madara nie próbował się nawet bronić. Moje ostrze przebiło jego klatkę piersiową na wylot. Trysnęła krew. Z ust Uchihy spłynęła strużka krwi, a jego wzrok zrobił się mglisty.

- Żyj dalej z świadomością,  że zabiłaś swojego przodka… Jesteś tylko mordercą. – Wykrztusił mężczyzna, a jego głowa opadła bezwładnie na moją rękę. Przestał oddychać. Dopiero wtedy dotarło do mnie, co zrobiłam. Zabiłam człowieka i to w dodatku członka mojego klanu. Madara miał rację, jestem TYLKO mordercą. Upadłam na kolana i spojrzałam na swoje brudne dłonie. Były poplamione krwią. Krwią mężczyzny, którego przed chwilą zamordowałam. Tak po prostu odebrałam mu życie, pomimo faktu, że go nawet nie znałam. Może i był potężnym wrogiem, który planował zniszczyć świat, ale to wciąż człowiek. Krew skapywała na posadzkę równo co kilka sekund, co doprowadzało mnie do szału. Dźwięk wydawany przez krople był nie do zniesienia. Złapałam się dłońmi za głowę, zostawiając na niej ślady czerwonej cieczy. Pot mieszał się z łzami. Nagle poczułam na ramieniu czyjąś dłoń. Ten dotyk był uspokajający, dodawał mi otuchy. Nie spojrzałam na twarz wybawcy, po prostu się w niego wtuliłam. Mógłby to być nawet Orochimaru, ale nie zwracałam na to uwagi. Ów osobnik wziął mnie na ręce i zabrał z ciemnej groty. Czułam tylko, że szliśmy tą samą trasą, pośród tych samych gór. Szczerze powiedziawszy nie byłam pewna jego tożsamości , ale podświadomie czułam, że to właśnie Pain mnie niesie. Chciałam się go zapytać, jakim cudem pokonał Obito i Zetsu, ale po dłuższej chwili stwierdziłam, że i tak mi nie powie. 

niedziela, 13 marca 2016

ROZDZIAŁ 9

Podróż na glinianym ptaku dłużyła mi się niesamowicie. Pomimo malowniczych krajobrazów robiłam się coraz bardziej senna, a oczy same mi się zamykały. Oparłam na czymś miękkim głowę i zasnęłam.
Obudziłam się rześka i pełna energii, ale zorientowałam się, że trzymam głowę na ramieniu Sasori'ego, a na dodatek się do niego przytulam! Ale mi było wstyd! Spokojnie zasypiam przy dwóch tajemniczych członkach organizacji przestępczej, których dopiero co poznałam! Podniosłam gwałtownie głowę, uderzając jej czubkiem marionetkarza w brodę. Byłam teraz czerwona niczym pomidor. Na szczęście większość mojej twarzy była zasłonięta maską od Kakashi'ego
- Emmm... Tego, no... Przepraszam... - Wydukałam speszona.
- Nic się nie stało, ale następnym razem uwarzaj przy pobudce. - Uśmiechnął się Sasori, masując przy tym swoją brodę. Kiwnęłam głową, a chwilę potem Deidara ogłosił, że jesteśmy na miejscu. Nad wodospadem znajdowała się polana, obok której ciągnęły się schody do podziemi. Na ścianach jaskini tliły się pochodnie.
- Niezbyt tu przytulnie. - Stwierdziłam z nutką zawodu w głosie.
- Poczekaj chwilkę, pozory mylą. Jeśli skręcisz w lewo trafisz do niekończącego się labiryntu. - Blondyn póścił mi oczko.
- No, a na prawo?
- A na prawo mieszkamy my. - Sasori wciął się do rozmowy i otworzył przede mną drzwi. Moim oczom ukazał sie dość niecodzienny widok. Kilku członków Akatsuki spierało się o pilot do telewizora, a jeden z nich stał z pomidorem w ręku.
- PADNIJ! - Wrzasnął Deidara i pociągnął mnie za sobą na ziemię. W miejscu gdzie przed chwilą znajdowała się moja głowa wylądował ów dorodny pomidor, który rozplaskał się na ścianie.
- TOBI! Jeszcze jeden taki numer i posmakujesz smaku mojej kosy! - Krzyknął mężczyzna z srebrnymi ulizanymi włosami. Stałam zdziwiona w miejscu i patrzyłam jak Tobi biegnie do kuchni po ściereczkę i usiłuje zmyć warzywo ze ściany. Nieco zdezorientowana stałam w miejscu i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Niespodziewanie podeszła do mnie dziewczyna z granatowymi włosami.
- Witaj w siedzibie Akatsuki. Skoro przeżyłaś walkę z Deidarą i Sasorim musisz być naprawdę dobra. Jestem Konan, oprowadzę cię po naszym mieszkaniu. - Przedstawiła się kobieta i zaprowadziła do salonu. Pokazała mi również kuchnię, pokoje poszczególnych osób oraz gabinet Lidera. Pokoje były dwuosobowe, wyposażone w  łazienkę. Mniej więcej zorientowałam się w sytuacji, ale ta część jaskini wogóle nie przypominała tych obskurnych korytarzy. Tutaj było przytulnie i czułam się prawie jak w domu. Konan poradziła mi, żebym przedstawiła się najpierw  Liderowi, a później ona pokaże mi resztę. Zrobiłam tak, jak powiedziała, zapukałam do drzwi gabinetu.
- Proszę. - Odpowiedział mi męski głos, więc weszłam do pomieszczenia. Za biurkiem siedział mężczyzna z rudymi włosami i mnóstwem kolczyków. Był starszy ode mnie.
- Dzień Dobry, Liderze. - Zaczęłam niepewnie rozmowę.
- Po co tak oficjalnie? Mów mi Pain. - Roześmiał się Lider. Przytaknęłam mu na znak, że rozumiem, a on kontynuował.
- Chciałbym się dowiedzieć więcej o twojej walce z Deidarą i Sasorim. Podobno byłaś na skraju wyczerpania, ale obudziłaś w sobie potężną moc. Czy to prawda? - Spytał podejrzliwie Pain, popijając kawę.
- Tak, to prawda. W mojej głowie odezwał się głos. Demon pomógł mi z łatwością zwyciężyć dwóch członków Akatsuki, ale nie próbował nade mną przejąć kontroli. Wcześniej nic o nim nie wiedziałam.
- Rozumiem. Ile ta bestia ma ogonów?
- Sześć...
- NIEMOŻLIWE! Nie kłam! Schwytaliśmy sześcioogoniastą bestię tydzień temu.
- Mój demon nie jest jedną z dziewięciu ogoniastych bestii. Jest synem Kyubi'ego i Nibi'ego. Nie ma złych zamiarów. - Na moje słowa Pain opluł się kawą.
- Czy to jest wogóle możliwe!? Nowe pokolenie ogoniastych bestii!? One zniszczą cały świat!
- Już mówiłam, że Kurama nie ma złych zamiarów. Jest poza kratami i w każdej chwili mógłby przejąć nade mną kontrolę. - Lider zamyślił się, ale w końcu opowiedział mi o planie księżycowego oka.
- To jest niewykonalne. Dziewięcioogoniasty nie żyje, a mój demon nie może go zastąpić, bo nie jest przepełniony nienawiścią.
- W takim razie, będę musiał zabić Madarę.
- Madare Uchiha!? On nie żyje od kilkudziesięciu lat!
- Żyje i wraz z Tobim planują zniszczyć świat.
- Tym Tobim?
- Tak, to tylko jego przykrywka. Tak naprawde nazywa się Obito i jest niezwykle groźnym przeciwnikiem.
- W takim razie Akatsuki istnieje tylko po to, aby zniszczyć ten świat i nad nim zawładnąć!?
- Nie do końca. Akatsuki miało z początku inne zamiary, ale teraz, gdy plan księżycowego oka nie może zostać zrealizowany powrócę do początkowej wersji tej organizacji.
- Rozumiem, że mam ci pomóc w zabiciu Madary?
- W normalnych warunkach nie przydzieliłbym takiej misji żółtodziobowi, ale ufam tobie bardziej niż innym, a poza tym jesteś niezwykle potężną kunoichi.
- Dobrze, zgadzam się.
- Oto twój płaszcz Akatsuki. Jeśli chodzi o twojego partnera, to ustalę kim on będzie po misji. Idź teraz zapoznać się z pozostałymi członkami organizacji, ale nie daj po sobie poznać, że wiesz o Tobim. - Poradził mi Pain, a ja udałam się za jego radą do salonu, gdzie wszyscy już na mnie czekali.
- Lider przyjął cię z otwartymi ramionami? - Zachichotał Deidara.
- Bardzo śmieszne Dei, bardzo śmieszne... - Konan zdzieliła go po głowie czytaną gazetą. Usmiechnęłam się lekko, a Tobi rzucił się na mnie.
-Tobi jest dobrym chłopcem! Tobi wie o Ashley. - Wyściskał mnie chłopak, a ja o mały włos zdradziłabym jego prawdziwą tożsamość. Odsunęłam go lekko od siebie i przywitałam się z srebrnowłosym chłopakiem.
- Jestem Hidan, miło mi cię poznać. - Uśmiechnął się zalotnie i musnął ustami moją dłoń. Zarumieniłam się lekko, a Saosri krzyknął:
- Zostaw Ash w spokoju, Hidan! Ty myśisz tylko o jednym!
- Kakuzu. - Przedstawił się mężczyzna, który nie wyglądał przyjaźnie. Resztę już znałam, ale nigdzie nie widziałam powodu, dla którego tu przyszłam.
- A Itachi? Gdzie on jest? - Spytałam zniecierpliwiona ciągłym czekaniem.
- Itachi jest na misji razem z Kisame. Powinni wrócić za tydzień. - Odezwała się Konan.
- Właśnie! Nie spytałam Paina z kim będę miała pokój. - Wszystkich wokół zatkało, stali z uchylonymi ustami i gapili się na mnie.
- Coś się stało? - Spytałam zdezorientowana.
- Nazwałaś Lidera "Pain"... - Odparł zdziwiony Sasori.
- Tak kazał siebie nazywać. Mówił, że "Lider" brzmi zbyt sztywno. Coś nie tak?
- Nikomu z nas nie pozwala do siebie tak mówić. Nawet dla Konan jest służbowo Liderem.
- Przepraszam, też będę  zwracać sie do niego oficjalnie.
- Nie w tym rzecz. Po prostu ci zaufał. -Stwierdził Deidara. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Dochodziła 20:45. Poszłam na górę pod pretekstem położenia się spać, ale tak naprawdę udałam się do gabinetu Lidera. Weszłam bez pukania, żeby nikt nie słyszał. Chłopak przeglądał właśnie jakieś papiery. Nie odezwał się nawet słowem, tylko skinął głową na przywitanie. Zgodnie z planem przeczekaliśmy w jego pokoju trzy godziny. Gdy mijała północ zakradłam się do pokoju Tobi'ego, który dzielił z Zetsu. Rozmawiali o dziewięcioogoniastych bestiach i o Madarze. Chwilę później Tobi udał się do łazienki, a ja wróciłam do Paina.
- Mam ważne informacje. Zetsu przyłączył się do planu. Planują spotkać się z Madarą jutro w nocy.
- Zetsu też!? Będziemy mieć kłopoty, jeśli czegoś nie zrobimy.
- Wiesz gdzie planują się spotkać z moim przodkiem? - Spytałam.
- Prawdopodobnie w jaskini, znajdującej się we wschodniej części Kraju Trawy.
- Rozumiem, że udasz się tam razem ze mna?
- Tak, a teraz idź do swojego pokoju i się pożądnie wyśpij.
- Właśnie, gdzie jest mój pokój? Z tego co wiem są dwuosobowe.
- Tak się składa, że chwilowo nie mamy pokoju dla ciebie... - Pain podrapał sie w tył głowy zakłopotany.
- W takim razie prześpię się na kanapie.
- Nie! Nie wypada, żeby kobieta spała na kanapie. Dzisiaj możesz przespać się w moim pokoju, a jutro coś wymyślimy.
- Dzięki, Pain. - Uśmiechnęłam się. Muszę się wyspać. W końcu jutro muszę zabić dwóch Uchiha i roślinkę...

sobota, 12 marca 2016

ROZDZIAŁ 8

Coś nie dawało mi spać, a byłam przecież taka zmęczona. Jakieś krzyki i tupanie skutecznie uniemożliwiały mi dalszą drzemkę, więc zirytowana otworzyłam oczy, a pierwszym, co ujrzałam była pochylająca się nade mną sekretarka Hokage. Wtedy przypomniałam sobie dlaczego tu jestem. Zerwałam się na równe nogi i najszybciej jak umiałam wybiegłam z tego gabinetu, potykając się o próg. Na szczęście udało mi się złapać równowagę i nie upokorzyłam się jeszcze bardziej niż teraz. Lada chwila miało się rozpadać, więc pobiegłam na skróty do domu. Przebrałam się w strój nadający się do walki, a zarazem odpowiedni do takiej pogody. Wzięłam plecak i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Jakieś wygodne ubrania na każdą porę roku, wodę i trochę jedzenia, wszystkie pieniądze jakie miałam oraz oczywiście wszelaką broń. Zarówno zapas shurikenów i kunai jak i cztery miecze oraz noże. Nie zabrakło również ziół leczniczych i bandaży. Wychodząc z mieszkania, zaczęłam wspominać chwile spędzone w tym budynku i okolicy. Przez te lata tyle się zdarzyło, a ja prawdopodobnie już nigdy tutaj nie wrócę. Postanowiłam odnaleźć mojego głupiego kuzyna i wyjaśnić sprawę morderstwa klanu. Jeśli okaże się nie winny, zamieszkam razem z nim w jakiejś wiosce. Zaś jeśli to naprawdę on zabił naszą rodzinę to nie będą mnie obchodziły wspólnie spędzone chwile, ani fakt, że go kocham. Zabiję go z zimną krwią.
Jeszcze tego samego dnia opuściłam wioskę pod osłoną nocy. Wymknęłam się tylnym wyjściem i wyruszyłam do wioski piasku. Słyszałam, że tam ostatnio widziano tam dwóch członków Akatsuki, organizacji, do której dołączył Itachi. Popytam miejscowych i zbiorę jak najwięcej informacji o dwóch shinobi Brzasku*. Gdy podążę ich śladem być może zaprowadzą mnie do ich kryjówki. Potem znalezienie Itachi’ego będzie bułką z masłem. Oczywiście jeśli uprzednio mnie nie zabiją. Wiem, że ryzykuje wiele, ale muszę poznać prawdę. Od tego zależy jego honor i moja zemsta.
Przez cały tydzień nikt mnie nie szukał. Na mojej drodze nie pojawił się żaden wrogi ninja. Być może dali sobie ze mną spokój. Z jednej strony ucieszyłam się, że mam wolną rękę i że nikt nie będzie deptał mi po piętach, ale z drugiej strony było mi smutno, bo nikt się mną sie przejmował, wszyscy mnie porzucili. Od mojego przebudzenia minęły dwa tygodnie, a nadal żaden z moich znajomych się ze mną nie skontaktował. Rozumiem Naruto, który jest od dwóch lat na treningu wraz z jednym z Sanninów, ale Neji i Kakashi mogliby mnie odwiedzić. Na samą myśl o nich zrobiło mi się smutno. Otarłam łzy rękawem peleryny i przyspieszyłam bieg. W oddali było już widać zarysy Wioski Piasku. Nagle poczułam na sobie czyjś wzrok. Jako doświadczona shinobi udawałam, że go nie zauważyłam, ale w każdej chwili byłam gotowa do walki. Chwilę później pojawił się przede mną zamaskowany mężczyzna. Wyciągnęłam kunai zza rękawa, ale zamarłam w połowie ruchu.
- Ka-kakashi? – Spytałam łamiącym się głosem, a mój kunai upadł na piasek. Rzuciłam się jouninowi w ramiona, a zaskoczony chłopak odwzajemnił uścisk.
- Dlaczego uciekłaś? – Z wyrzutem zapytał Hatake, ale w jego głosie dało się wyczuć również troskę. Powiedziałam mu o moich wątpliwościach w sprawie morderstwa i o Akatsuki. Kakashi zamyślił się i pokiwał głową.
- Rozumiem. Nie mam zamiaru cię powstrzymywać. – Uśmiechnął się smutno.- Ale uważaj na siebie. Jeśli nie planujesz powrotu do wioski, to przynajmniej wyślij mi czasem list. Martwię się o siebie Ashley.
- Dziękuję senpai, za wszystko.
- Również ci dziękuję, Ashley. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy. Na pożegnanie chciałbym dać ci prezent. – Powiedział shinobi, poczym zdjął swoją maskę. Moim oczom ukazała się twarz szarowłosego. Zaparło mi dech w piersiach. Nigdy nie sądziłam, że mój starszy kolega może być taki przystojny. Zarumieniłam się malowniczo, na co Hatake się zaśmiał. Założył mi swoją maskę na twarz i przytulił na pożegnanie.
W Wiosce Piasku było bardzo spokojnie. Kilku shinobi patrolowało okolicę, a miejscowi cywile przechadzali się po ulicac, załatwiając swoje sprawy. Udałam się do pobliskiego baru i zamówiłam ramen. Po chwili pojawiła się przede mną miska tej potrawy. Od razu przypomniał mi się pewnien blondyn. Zaczęłam rozmawiać z kucharzem, który był lekko wstawiony. Język mu się plątał, ale dowiedziałam się, że dwaj członkowie Akatsuki zawitali do wioski dwa dni temu i wyruszyli na południe. Oboje mieli na sobie czarne płaszcze w czerwone chmury – znak charakterystyczny dla Brzasku, a jeden z nich cały czas się garbił. Wychodząc z baru natknęłam się na jakiegoś nieznajomego człowieka, który przyparł mnie do ściany. Próbował chyba czegoś więcej, ale na szczęście do niczego nie doszło, bo przewróciłam go na ziemię jednym ruchem.
- Zabieraj te łapska! – Krzyknęłam oburzona. Robiło się już ciemno, więc takich typków będzie więcej. Nie chciałam zwracać na siebie uwagi, więc poszłam się przespać w hotelu. Zapłaciłam tylko 50 jenów za jedną noc. Nie brałam kąpieli, gdyż w takich warunkach mogłabym się tylko nabawić jakiejś choroby. Pod kołdrą było mi zimno, więc owinęłam się moją nieśmiertelną peleryną i poszłam spać.
Obudziłam się wcześnie rano i wyszłam z pokoju. Wygodniej by było spać na łonie natury niż w takim obskurnym motelu. Zjadłam śniadanie z puszki i napiłam się wody z bukłaka. Od razu wyruszyłam w dalszą podróż. Kierowałam się na południe, gdzie rzekomo miało przebywać dwóch członków Akatsuki. Na południu znajdowała się Wioska Deszczu, w której sprawował władzę Hanzo, a na wschód Wioska Trawy, do której prawdopodobnie udali się dwaj shinobi. Jeśli moje przypuszczenia się sprawdzą ta dwójka  jest teraz na granicy Kraju Wiatru i Trawy. Muszę się pospieszyć.
Wyruszyłam z Wioski Piasku cztery dni temu. Aktualnie siedzę na drzewie i obserwuję jak pewien długowłosy blondyn obrywa metalowym ogonem w brzuch. Sądząc po płaszczach i opisie kucharza, to muszą być członkowie Brzasku. Jeden z nich najwyraźniej zorientował się, że są obserwowani, gdyż odwrócił się w moim kierunku i przygotował swoją marionetkę do walki. Drugi widząc pozycje bojową partnera również przygotował się do walki. Wyjął z kieszeni coś na kształt gliny i zaczął ugniatać ją ręką wyposażoną w usta. Po chwili rzucił w moim kierunku pająkiem zrobionym z gliny.
- KATSU! – Krzyknął blondyn, a figurka wybuchła. Całe szczęście udało mi się w porę odskoczyć. Aktywowałam Sharingana i wyciągnęłam zza pleców katanę**. Skoro byli członkami tak niebezpiecznej organizacji, muszą posiadać niezwykłe zdolności. Ten przygarbiony zdjął płaszcz, a moim oczom ukazała się bojowa marionetka. Najwidoczniej marionetkarz sterował nią od środka. Wątpie, żeby udało mi się ich obydwu pokonać. Postanowiłam zadziałać dyplomatycznie.
- Jesteście członkami organizacji zwanej Akatsuki. – Bardziej stwierdziłam niż zapytałam, a marionetkarz pokiwał głową.
- Owszem. Sądząc po twoim Kekkei Genkai musisz być Uchiha, a dokładniej Ashley Uchiha. – Byłam nieco zdziwiona, że mnie znają, ale przytaknęłam. Myślałam, że dla nich, będę po prostu jednym z ostatnich Uchiha. Blondyn ponowie rzucił we mnie kilkoma figurkami, lecz tym razem nie udało mi się uniknąć wszystkich. Jedna z nich trafiła w moją lewą dłoń, raniąc ją przy tym. Syknęłam z bólu, ale walczyłam dalej. Wyciągnęłam drugi miecz i  zaatakowałam marionetkarza. Po kilku próbach ataku wreszcie udało mi się przeciąć ogon marionetki, który opadł bezwładnie na ziemię. Zdenerwowany mężczyzna zdjął z siebie resztki bezużytecznej marionetki oraz płaszcz, zostając w samych spodniach. W rzeczywistości jest to chłopak wyglądający na nie więcej niż osiemnaście lat. Jednak jego ciało nie było ludzkie, gdyż zostało wykonane  z drewna. Bordowowłosy otworzył klapkę na piersi, z której wystrzeliło mnóstwo nić chakry, poczym wyjął zwój zza pleców i przywołał stado marionetek w czerwonych ubraniach.
- Armia stu lalek, za pomocą których podbiłem cały świat! Nawet twój Sharingan i ponadprzeciętne umiejętności nie mają ze mną szans. – Odezwał się chłopak, poczym zaatakował mnie z zadziwiającą szybkością. Musiałam wyjąć noże z rękawów, gdyż moje miecze wyszczerbiły się na ogonie marionetki. Jedną lalkę przecinałam na pół za pomocą dwóch ciosów zadanych nożem. Było to stanowczo a wolno, a marionetkarz wydawał się dobrze bawić. Tymczasem blondyn szybował wysoko w górze na jednej ze swoich glinianych figurek, zrzucając przy tym pająki na ziemię, które wybuchały pod moimi nogami. Byłam już bliska wyczerpania. Niespodziewanie ogłuszył mnie ból głowy. Coś rozsadzało mi ją od środka. Na dodatek usłyszałam w niej czyjś potężny głos.
- Ashley. Potrzebujesz mocy. Potrzebujesz mnie. – Głos ewidentnie należał do mężczyzny, był lekko ochrypnięty. Krzyknęłam na całe gardło, żeby mnie zostawił. Nagle pojawiłam się w jaskini, a przede mną stał ogromny zwierz, który patrzył na mnie zza krat. Blokowała go pieczęć ośmiu znaków.
- Jesteś ogoniastą bestią!? – Wystraszyłam się nie na żarty. To by oznaczało, że mam w sobie demona.
- Powiedzmy, że jesteś blisko. Jestem synem Kuramy i Matatabi’ego. – Odparł lekko rozbawiony.
- Kuama i Matatabi? Kto to?
- A, no tak. Nie znasz ich prawdziwych imion. Kurama to imię dziewięcioogoniastego, a Matatabi dwuuogoniastego. Podczas ataku mojego ojca na Wioskę Liścia został on zapieczętowany w twoim przyjacielu, Naruto Uzumakim. Niestety Kyubi powoli tracił siły, które nieświadomie wchłaniał ten chłopak. W końcu dziewięcioogoniasty umarł. Sam Uzumaki nawet nie wie, że miał w sobie demona. Na cześć Kuramy dostałem jego imię. Odziedziczyłem również umiejętność kontrolowania ognia oraz ogromne pokłady chakry. Nie martw się, nie mam zamiaru nad tobą zawładnąć ani zemścić się na ludziach. Nie chcę, żeby ktokolwiek się o mnie dowiedział. – Demon uśmiechnął się szczerze.
- Rozumiem, ale skąd wiesz kto jest moim przyjacielem?
- Jestem częścią ciebie. Wiem wszystko o tobie i o twoich poczynaniach. Czy mogłabyś uwolnić mnie zza tych krat? Jest tu niewygodnie…
- Oczywiście. – Odblokowałam pieczęć i uwolniłam Kuramę. Następnie ocknęłam się na polanie, na której walczyłam z członkami Brzasku. Moja rana na ręce wyleczyła się, a wszystkie zadrapania zniknęły. Usłyszałam w myślach głos mojego demona.
- Moja chakra cię leczy, a teraz weź swój specjalny miecz, który dostałaś od brata. – Posłuchałam go i wyjęłam zza peleryny czarny, wytrzymały miecz, którego niemal natychmiast otoczyła chakra Kuramy. Spróbowałam się zamachnąć i uderzyć w marionetkę. Broń przecięła lalkę na pół z zadziwiającą łatwością, a na dodatek podpaliła. Najwidoczniej ten niezwykły miecz w połączeniu z umiejętnościam syna dziewięcioogoniastego i dwuogoniastego mogą działać cuda. Szybko rozprawiłam się z resztą marionetek, jednocześnie odbijając mieczem gliniane figurki spadające z nieba. Skoczyłam w kierunku marionetkarza i przystawiłam mu broń do krtani.
- Gdzie jest kryjówka Akatsuki? – Spytałam z rządzą mordu w oczach.
- Nie powiem ci…
- Zaprowadzisz mnie tam wraz z tym blondynem, inaczej cię zabije. Nie martw się, nie zamierzam zniszczyć waszej organizacji. Zależy mi tylko i wyłącznie na odnalezieniu mojego kuzyna, Itachi’ego.
- Zgoda. Zaprowadzę cię tam, ale pod jednym warunkiem
- Jakim? – Byłam gotowa zgodzić się na wszystko, byle by móc go zobaczyć.
- Dołączysz do Akatsuki.
- C-co?!
- To, co słyszałaś. Skoro nie masz zamiaru zniszczyć organizacji, nie widzę problemu. – Uśmiechnął się wrednie.
- Niech ci będzie. – Odpowiedziałam z zaciśniętymi zębami. Usłyszałam śmiech Kuramy w głowie.
- Wrrr… Zamknij się, Kurama! – Krzyknęłam w myślach, aby tylko demon mnie usłyszał. Z zamyślenia wyrwał mnie głos chłopaka o długich włosach.
- Jestem niemal w 100% pewny, że Lider przyjmie cię z otwartymi ramionami. – Zachichotał blondyn, który w międzyczasie wylądował na ziemi.
- Jestem Sasori z Wioski Piasku, a to jest mój partner, Deidara. – Przedstawił się marionetkarz.

- Miło mi, Ashley. – Powiedziałam, poczym wszyscy wsiedliśmy na ogromnego glinianego jastrzębia i pofrunęliśmy do kryjówki Brzasku.

*Brzask - Polska nazwa Akatsuki
**Katana - Japoński miecz używany przez samurajów
To jest Kurama:

A to jest miecz, którym posługiwała się Ashley. (Taki sam miał Kirito ze Sword Art Online.)

środa, 9 marca 2016

KONKURS

Główną postacią tej opowieści jest Ashley Uchiha. Wyobrażam sobie ją tak:
KONKRUS POLEGA NA STWORZENIU POSTACI Z NARUTO!
 - Dodajcie screeny postaci w komentarzu
- Nadajcie jej imię i nazwisko np. Kagami Uzumaki oraz opiszcie po krótce jej umiejętności i charakter.
- Najlepsza moim zdaniem postać zostanie umieszczona w opowiadaniu.
- Nie przyjmuję zgłoszeń, w których postać będzie naga, łysa itp.
LINK DO STRONY: Kliknij :)
Jeśli się postaracie mam dla was przygotowaną miniaturkę z Ansatsu Kyoushitsu z Ashley w roli głównej. Pojawi się tam trochę romansu, ale nawet siedmiolatek może to przeczytać :D
POWODZENIA! :*


wtorek, 8 marca 2016

Rozdział 7

Otworzyłam powoli oczy. Oślepiła mnie biel ścian i pościeli. Gdy już się otrząsnęłam z szoku, zdałam sobię sprawę, że jestem w szpitalu, a dokładniej w sali dla przewlekle chorych. Zaczęłam sobie wszystko powoli przypominać. Swoją tożsamość, umiejętności, przykaciół... Wtedy dotarło do mnie, że Neji musiał przynieść mnie tutaj po walce z Zabuzą i Haku. Coś tu nie pasowało. Jeszcze niedawo było lato, a teraz za oknem pada śnieg. Niemożliwe, czyżbym miała halucynacje? Zerwałam, podłączone do mojego ciała rurki, które utrzymywały mnie przy życiu. Podniosłam się na łokciach i próbowałam wstać, ale nie miałam tyle siły. Opadłam spowrotem na poduszki i westchnęłam. Będę musiała coś zjeść i trochę potrenować. W tym pokoju nie było niczego interesującego. Tylko łóżko, sprzęt medyczny, stolik nocny z gazetą... O, właśnie, poczytam sobie, umili mi to czas. "WCZORAJ W NOCY KLAN UCHIHA PRZESTAŁ ISTNIEĆ, WYMORDOWANO WSZYSTKICH, CO DO JEDNEGO! SPRAWCĄ BYŁ ITACHI UCHIHA, KTÓRY AKTUALNIE PRZEBYWA POZA WIOSKĄ." Otworzyłam usta ze zdziwienia. Ojciec nie żyje? Cały klan? Może nie byłam z nimi w najlepszych stosunkach, dogadywałam się jedynie z Shisui'm i Itachi'm. Mój brat nie żyje od kilku lat, a Itachi? No właśnie. Itachi. Rzekomo to on był mordercą ich wszystkich, ale jakoś nie chcę mi się w to wierzyć. Ten zawsze uśmiechnięty, opiekuńczy chłopak miałby z zimną krwią zabić tylu ludzi? Muszę zbadać tą sprawę jak najszybciej. Już miałam wstawać, gdy usłyszałam krzyk kobiety w stroju pielegniarki. Stała w drzwiach i zakrywała usta ręką, a strzykawka z zielonym płynem, którą trzymała w ręku upadła na podłogę, rozbijając się. Głośny dźwięk tłuczonego szkła rozniósł się po całym  szpitalu. Kilka sekund później przybiegła druga kobieta z długimi, blond włosami spietymi w dwa kucyki. Nie mam pojęcia dlaczego, ale miała na sobie strój Hokage. Jej reakcja na mój widok była podobna. Rozdziawiła usta i poruszała nimi, nie mogąc wydobyć dźwięku. Odwróciłam się, myśląc, że zobaczyły coś w oknie, ale nie było w nim nic nadzwyczajnego.
- Przepraszam panią, czy coś się stało? - Spytałam uprzejmie blondynkę, gdyż ta druga osunęła się na ziemię. Nie zdąrzyła mi odpowiedzieć, bo zemdlała. Co jest kurwa? Żarty jakieś? Może w tej strzykawce była jakaś trucizna, a one się nawdychały oparów? Podeszłam do nich chwiejnych nogach i uklękłam. Sądząc po kolorze i konsystencji zielonego płynu, było to lekarstwo z substancjami odżywczymi. W takim razie dlaczego straciły przytomność? Uniosłam ręcę na wysokość klatki piersiowej blondynki i zebrałam w nich trochę chakry. Nie jestem medycznym ninja, ale znam podstawy tego jutsu. Chociaż w tym przypadku nie wiem, czy to coś da. Ma tak wielkie cycki, że moja chakra może nie dotrzeć do serca. Na szczęście mi się udało, bo już po chwili cycata otworzyła oczy. Zajęłam się pielęgniarką, która ocknęła się chcwilę później.
- Może mi ktoś wytłumaczyć co tu się dzieje!? - Spytałam poirytowana, tym samym wyrywając blondynkę z zamyśleń.
- Jak sobie życzysz. Przyjdź wieczorem do gabinetu Hokage, a wszystkiego się dowiesz. Masz tu trochę pieniędzy. Idź się przebrać i zjedz coś pożywnego. Shizune, idziemy! - Krzyknęła do pielęgniarki, poczym włożyła mi do kieszeni około 2000 jenów*. Lekko zdezorientowana wstałam i podeszłam do okna. Trzecie piętro. Nie miałam najmniejszej ochoty schodzić po schodach, narażając się na zdziwione spojrzenia pacjentów. Byłam jedyną ocalałą z klanu Uchiha, ale przecież oni już to wiedzieli, więc o co chodzi? Otworzyłam okno i  o dziwo nie musiałam stawać na palcach. Wszystkie standardowe okna w Wiosce Liścia były dla mnie za wysokie. Czyżby te były specjalnie przygotowane dla młodszych? Nie będę teraz o tym rozmyślać, mam ważniejsze sprawy na głowie. Skoczyłam na najbliższe drzewo, a z niego na sąsiedni budynek. Skierowałam się do dzielnicy Uchiha. Dziesięć minut poźniej byłam już przy głównej bramie. Dwie ulice dalej znajdował sie mój dom, ale miałam przy sobie kluczy. Cholera, zawsze coś. Skoro klan Uchiha został wybity, nikt tu nie będzie mieszkał, w takim razie przeprowadzę się do głównej części wioski, tej tętniącej życiem. Reasumując, ten dom nie będzie mi już potrzebny. Wzięłam rozbieg i zakryłam twarz rękoma. Szyba rozbiła się na drobne kawałeczki. Jako ninja powinnam to zrobić po cichu, używając wytrychu, ale ja nie miałam czasu. Równie szybko przebrałam się w mój standardowy strój i wyszłam z mieszkania, ale tym razem przez drzwi. Pójdę do Ichiraku, tam mają najlepszy ramen w okolicy. Przechodnie gapili się na mnie, jakbym była zbiegłym ninja. Co jest z tymi ludźmi?!
- Dzień dobry! Poprosze ramen z podwójną poprcją wieprzowiny. - Staruszek stał jak sparaliżowany przez dobre kilka sekund. Odchrząknęłam znacząco, wyrywając go z zamyśleń. Po chwili przede mną wylądowała miska ramen. Rozdzieliłam pałeczki i zabrałam się do jedzenia. Zamówiłam jeszcze jedną porcję, która zjadłam jeszcze szybciej niż poprzednią. W szpitalu słabo karmią... Zapłaciłam i spojrzałam na niebo. Już się ściemnia, więc udałam się okrężną drogą w kierunku biura Trzeciego. Nie chciałam, żeby ktoś mnie zobaczył, sądząc po minach mieszkańców stało się coś dziwnego. Szłam już dobre piętnaście minut, gdy usłyszałam odgłosy pracy na budowie. Dochodziły z monumentów Hokage. Obok głowy Czwartego jacyś robotnicy wykuwali nową podobiznę. Z początku myślałam, że to jacyś chuligani, ale wyglądali na profesjonalistów. Czyżby Trzeci wybrał swojego następcę?  W takim razie dlaczego nic mi o tym nie wiadomo? Zaraz i tak się od niego wszystkiego dowiem. Doszłam do gabinetu Hokage i zapukałam.
- Wejść. - Odpowiedział mi damski głos. Co to ma znaczyć? Sekretarka? Uchyliłam drzwi i stanęłam dęba. Za biurkiem siedziała ta sama cycata blondynka i przeglądała papiery, a obok niej stała ta pielęgniarka, Shizune z świnią na rękach. Świnia w biurze Hokage? I co te dwa babsztyle tu robią do jasnej cholery! Już miałam wygłościć swój monolog, ale blondynka mi przerwała.
- Ashley Uchiha. Po tym jak Neji Hyūga przyniósł cię do szpitala byłaś na skraju śmierci. Twój przyjaciel Naruto Uzumaki odszukał mnie wraz z Jirayi'ą, legendarnym sanninem i sprowadził do wioski. Jestem najlepszym medykiem w całym kraju Ognia, nazywam sie Tsunade. Uleczyłam cię, ale zapadłaś w śpiączkę na 4 lata i 7 miesięcy. W tym czasie Trzeci Hokage zginął w walce z Orochimaru, a ja zajęłam jego miejsce. Naruto wyruszył na trening z Jirayi'ą i wrócą prawdopodobnie za kilka miesięcy. Twój kuzyn wczoraj w nocy zamordował cały klan i uciekł z wioski. Aktualnie jest zbiegłym ninja rangi SS i członkiem organizacji przestępczej, Akatsuki. Zostawił przy życiu tylko ciebie, ale zrobił to prawdopodobnie dlatego, że nie sądził, byś się obudziła. Ja również byłam pewna, że się już nigdy nie obudzisz. - Za dużo informacji naraz, a ja na nadal byłam przecież osłabiona. Zemdlałam.

poniedziałek, 22 lutego 2016

Rozdział 6

Z PUNKTU WIDZENIA NARUTO

Pik… Pik… Pik… - Ten dźwięk był niczym najgorsza tortura. Po tym jak Neji przeniósł Ashley do szpitala, trafiła ona na salę operacyjną. Medycy próbowali ją jakoś uratować, ale posiadali zbyt małe umiejętności. Nie mogłem już dłużej tego wytrzymać. Udałem się do gabinetu Hokage. Zapukałem i nie czekając na odpowiedź wszedłem. Trzeci siedział przy biurku, a obok niego stał zmartwiony Jirayia.

- Hokage-sama! Musi pan coś zrobić! Jak tak dalej pójdzie, to Ashley umrze! – Wykrzyknąłem zrozpaczony. Oczy miałem zaszklone, nie mogłem się skupić na niczym innym. W tej chwili życie Ashley było najważniejsze.

- Naruto. Nic nie możemy zrobić. Wykształcenie medyków z Wioski Liścia nie jest na tak wysokim poziomie. Znam tylko jedną osobę, która mogłaby podjąć się próby uleczenia Ashley Uchiha…

- Kto to jest?! – Przerwałem Trzeciemu.
- Ale aktualnie nikt nie wie, gdzie ona się znajduje. - Dokończył za niego Jirayia.
- Jej? Ero-sennin, powiedz o kogo chodzi! - Wykrzyknąłem zrozpaczony. Skoro jest choćby cień szansy na uleczenie Ashley, podejmę każde wyzwanie.
- Chodzi o Ślimaczą Księżniczkę, Tsunade. Była razem ze mną w drużynie. Teraz zajęła się hazardem i piciem sake. - Westchnął pustelnik.
- Ktoś taki miałby pomóc?!
- Owszem Naruto. Lepszego medycznego ninja nie znajdziesz w tej okolicy. Problem w tym, że jej też raczej nie znajdziesz. Potrafi zmieniać wygląd i nikt nie wie gdzie się ukrywa.
- Odnajdę ją, choćby nie wiem co! Jeśli czegoś nie zrobię Ashley umrze w ciągu trzech dni. - Wybiegłem z gabinetu Hokage, ocierając łzy rękawem. Udałem się jak najprędzej pod główną bramę Konohy. Skoro ta cała Tsunade zajmuje się hazardem, to na pewno ukrywa sie gdzieś na zachodzie. Tamtejsze wioski słyną z kasyn i loterii. Skręciłem w prawo i pobiegłem przez las. Ni stąd ni z owąd zmaterializował sie przede mną jeden z sanninów. Stał na ogromnej żabie z fajką w ustach i mieczem na plecach. Zapewne była przyzwańcem. Nie nadarmo Jirayia był nazywany ropuszym pustelnikiem.
- Ero-sennin? Przyszedłeś mnie powstrzymać? Nie dam się tak łatwo. - Złożyłem pieczęć i już miałem przywołać setki klonów, ale sannin zaprzeczył.
- Nie będę cię powstrzymywać, bo to nie miałoby żadnego sensu. Wuruszam razem z tobą. Dawno nie widziałem się z Tsunade. 106, niezły wynik... - Rozmażył się Jirayia.(Pozdro dla kumatych xd Przyp.aut.)
- Naprawdę, Ero-sennin? A ta żaba tu po co? - Zdziwiłem się.
- Żadna tam "żaba!" Jestem ropuchą i nazywam się Gama! -Obruszył się przyzwaniec.
- Jak to po co? Wskakuj! Będzie szybciej.
- Eee... - Nie dokończyłem, bo Gama złapał mnie językiem w pasie i posadził na swoim grzbiecie tuż obok Jirayi. Złapałem się mocno skóry płaza, który skoczył na sąsiednie wzgórze. Skakaliśmy po pagórkach dobrą godzinę, a w oddali dało się już zobaczyć zarysy jakiejś wioski.
- To tutaj prawdopodobnie ukrywa się Tsunade. W tej wiosce produkują najlepsza sake w okolicy! - Wyjaśnił sannin. Dalszą drogę odbyliśmy na piechotę. U bramy powitał nas jounin, który sprawdził nasze dane. Ero-sennin zarezerwował pokój w hotelu, poczym udał się na "zapoznanie w terenie," ale ja i tak wiem, że poszedł oglądać gołe baby.  Położyłem się na materacu i sam nie wiem kiedy, ale zasnąłem. Obudziłem się z samego rana. Obok mnie leżał pijany pustelnik. Miał rumieńce na twarzy, a w dodatku ślinił się przez sen. Teraz to się serio wkurzyłem! Zostały dwa dni do uratowania Ashley, a on się obija! Napełniłem wiadro wodą i chlusnąłem mu nią w twarz. Natychmiast zerwał się z łóżka, patrząc na mnie z wyrzutem. Na poszukiwania wyruszyliśmy w samo południe. Chodziliśmy po kasynach i hotelach, ale nie znaleźliśmy żadnej wzmianki o Ślimaczej Księżniczce. Wstepując do baru, spytałem o Tsunade, a kucharz powiedział, że była tu wczoraj wieczorem i zamówiła sake. Czym prędzej pobiegłem do pobliskiego kasyna i rozchyliłem zasłony. W środku znajdowało się kilku mężczyzn z talią kart w ręce i kieliszkiem, wypełnionym alkocholem w drugiej. Między nimi siedziała blondwłosa kobieta ze świnią u boku oraz czarnowłosa dziewczyna, wyglądająca na speszoną, a nawet zmartwioną. Gdy opowiedziałem jej całą sytuację, ona powiedziała, że nie pójdzie do Wioski Liścia, tylko po to, aby uleczyć jakąś dziewczynę. Wyzwałem ją na pojedynek. Przegrałem. Na moim miejscu stanął Jirayia, prosząc ją o udanie się do Konohy. Po długich przekonywaniach, a właściwie przekupieniem jej kilkunastoma butelkami sake, ta zgodziła się. Udaliśmy sie do Wioski Liścia. Dochodziła 18:00. Jeśli Tsunade jej szybko nie wyleczy, Ashley umrze. Ślimacza Księżniczka weszła do specjalnej sali, w której leżała Uchiha, podłaczona do kroplówki. Miała uszkodzone trzy organy witalne oraz doznała poważnego uszkodzenia mózgu. Nie wspominając już o ranach od igieł i miecza. Sanninka zabrała się za leczenie. Skończyła dopiero następnego dnia późnym popołudniem. Padła wykończona na krzesło.
- Tsunade-baachan! Wszystko w porzadku? I co z Ashley? - Zapytałem poddenerwowany.
- Musiałam ją wprowadzić w stan śpiączki. Nawet ja nie dałam sobie rady z takim uszkodzeniem mózgu. Jeśli się z niej wybudzi, to wyzdrowieje i będzie znowu w pełni sił, jeśli jej to się nie uda, zostanie w tym stanie na zawsze.
Pik... Pik... Pik... -Ten dźwięk był niczym najgorsza tortura. Minął rok od temtego wypadku. Rok od zapadnięcia w sen leczniczy. Co jeśli zostanie w takim stanie na zawsze? Codziennie ktoś przychodził, wkładał nowe kwiaty do wazoniku, rozmawiał, czy choćby siedział przy niej. Najczęściej był to jej kuzyn, Itachi, albo Neji, z którym była wtedy na misji. Hyūga czuł się odpowiedzialny za tamto wydarzenie. Ja przchodziłem przed mażdym treningiem do mojej starszej siostrzyczki. Tylko ona wyciągnęła do mnie pomocną dłoń, podczas gdy inni sie ode mnie odwrócili. To ona wraz z Kakashim nauczyła mnie podstaw walki. Przychodziła do mojego mieszkania i pomagała mi. Czasem coś ugotowała, żebym nie żywił sie tylko ramen i zupkami w proszku, albo pomogła zrobić pranie. Czasem wystarczyło, że po prostu była przy mnie.
Pik... Pik... Pik... - Ten dźwięk był niczym najgorsza tortura. Minęły dwa lata od tamtego wydarzenia. Dwa lata od zapadnięcia w śpiączkę. A może już nigdy nie otworzy oczu? Przez ten czas bliscy przestali mieć nadzieję. Przychodzili coraz rzadziej, ale ja odwiedzałem ją przed każdym treningiem i opowiadałem jej o wydarzeniach, które zdarzły się podczas, gdy ona leżała na tym, szpitalnym łóżku. W międzyczasie Trzeci Hokage umarł. Zabił go Orochimaru, a my mogliśmy tylko patrzeć. Babunia Tsunade została Piątą Hokage, ale nadal jest uzależniona od sake. Tyle sie wydarzyło.
Pik... Pik...Pik... - Ten dźwięk był niczym najgorsza tortura. Minęły trzy lata... Teraz Itachi odwiedzał Ashley raz na kilka tygodni. Neji raz na miesiąc. Tylko ja przychodziłem codziennie. Do czasu, aż wyruszyłem na trening z Jirayią. Chociaż nawet wtedy miałem przy sobie twoje zdjęcie. Nie martw się, nie zapomniałem.

STRONA O NARUTO

Zapraszam serdecznie wszystkich na stronę o tematyce Naruto. Są tam różne zdjęcia, konkursy i zabawy ;)

https://m.facebook.com/profile.php?id=513903132057421&refsrc=https%3A%2F%2Fpl-pl.facebook.com%2Fpages%2FNaruto-forever%2F513903132057421

niedziela, 21 lutego 2016

Rozdział 5

ZBIERAM ZAMÓWIENIA NA ONE-SHOT Z NARUTO. Obudziły mnie promienie słońca, które wpadały  do mojego pokoju. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 8:30. Usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się niczym kot. Chętnie bym jeszcze trochę pospała, ale mam sporo rzeczy do zrobienia. Jęknęłam na znak dezaprobaty i pościeliłam łóżko. Przebrałam się w zwykły strój, ale umieściłam w nim również różnego rodzaju broń. Nigdy nie wiadomo, co się może zdarzyć. Będąc w łazience spojrzałam w lustro. Przez noc z moich włosów zrobiła się jakaś szopa. Wzięłam szczotkę i przeczesałam czarne włosy, sięgające połowy pleców. Po chwili zeszłam do kuchni, żeby zrobić sobie śniadanie. Nalałam mleko do miski i wsypałam płatki. Zawsze piję zimne mleko. Zaczęłam jeść, jednocześnie przeglądając jakieś czasopismo. Gdy skończyłam, udałam się na targ. Itachi musi coś jeść. Ja zresztą też. Kupiłam świeżego kurczaka, owoce, warzywa, mleko, jajka, masło i śmietanę. Wzięłam też czekoladę. Wracając do domu napotkałam Takumi'ego, który kłócił się z Naruto. Poszło chyba o wczorajszy pojedynek.
- Takumi! Naruto! Co wy wyprawiacie?
- On twierdzi, że jest ode mnie lepszy! Przecież był remis! - Oburzył się Uzumaki.
- Nieprawda! To ty cały czas przechwalasz się jaką to masz świetną wolę walki! - Zaprotestował Senju.
- Ech... Wczorajszy pojedynek zakończył się remisem. To prawda, że uderzenie Takumi'ego jest lepsze, niż twoje, Naruto - Zwróciłam sie do blondyna.
- Ha! - Napuszył się Takumi.
- Jednakże, gdybyś to ty oberwał od Naruto, prawdopodobnie nie podniósłbyś się i pogodził z przegraną, a Naruto mimo bólu walczył dalej. Jesteście od siebie różni. Oboje macie wady i zalety. Nie będę was porównywać, bo do niczego nie dojdę. Zrozumiano?
- Taaak. - Powiedzeli chórem chłopcy.
- Jeśli jeszcze raz zobaczę, że się o to kłócicie, będziecie musieli zrobić 2000 pompek. - Uśmiechnęłam się wrednie.
- ILE?! Dwa tysiące? -Wykrzyknął Uzumaki.
- Owszem, więc radzę wam uważać. - Powiedziałam, poczym odwróciłam się i skierowałam w stronę domu. Musiałam heszcze ugotować obiad i poćwiczyć. Pilnowanie tej trójki geninów, to niełatwe zadanie. Nie dziwię się Kakashi'emu, że wziął sobie kogoś do pomocy. Za dużo gadania, za mało robienia! - Skarciłam się w myślach i zabrałam się do obrabiania kurczaka, ktorego posiekałam w drobne kawałki. Ugotowałam ryż oraz pokroiłam warzywa. Mięso wrzuciłam do garnka wraz z warzywami i doprawiłam do smaku. W tym czasie ryż nabrał odpowiedniej miękkości i był gotowy do spożycia. Po pół godzinie kurczak w warzywach również był gotowy. Nałożyłam obiad na talerze i wyjęłam sztućce. Itachi miał być w domu o wpół do pierwszej, a tymczasem dochodziła druga po południu. Te rozmyślania przerwał szczęk otwieranego zamka.
- Oho. O wilku mowa. - Pomyślałam.
- Wróciłem! - Odkrzyknął Uchiha z sąsiedniego pomieszczenia.
- Spóźniłeś się... Chodź, bo wystygnie. - Zawowłałam kuzyna na obiad.
- Specjalnie czekałaś na mnie z obiadem? - Wyszczerzył się Itachi.
- Chyba śnisz! To był czysty przypadek.
- Ja i tak wiem swoje. - Powiedział i poszedł do łazienki umyć ręcę oraz zdjąć tradycyjny strój ANBU. Wrócił po kilku minutach.
- Jak misja? - Spytałam.
- Dobrze, wszystko przebiegło zgodnie z planem. Wybacz, ale nie mogę zdradzić ci szczegółów. Słyszałem, że zostałaś zastępcą Kakashi'ego? Musi mieć do ciebie zaufanie.
- To prawda, miał w zamian zdjąć maskę.
- Nie zdjął? - Zainteresował się Itachi.
- Zdjął, ale pod spodem miał drugą...
- Można by się tego po nim spodziewać. W końcu to legendarny Kakasi Hatake! - Roześmiał się Uchiha. Resztę posiłku zjedliśmy, rozmawiając o błahostkach. Wieczorem miałam jeszcze udać się do Hokage. Pomachałam Itachi'emu na pożegnanie i wyszłam z mieszkania. Szłam krętymi uliczkami dzielnicy Uchiha. Doszłam na miejsce spóźniona. Pobiegłam po schodach, wymijając po drodze zdziwionego Kotetsu.
- Spieszę się! - Krzyknełam przez ramię, na co ten wzruszył ramionami i powrócił do wykonywania poprzedniej czynności, czyli noszenia jakichś papierów. Zdyszana dotarłam pod drzwi gabinetu Hokage. Wziełam kilka głębokich wdechów i zapukałam.
- Proszę. - Usłyszałam głos Trzeciego, dobiegający zza drzwi. Uchyliłam je i wślizgnełam się do środka. Stanęłam naprzeciwko Sarutobiego, a ten odrzekł poważnym głosem:
- Ashley Uchiha. Mam dla ciebie trudną misję rangi A. Miałem na nią wysłać twojego kuzyna, Itachi'ego, ale on dopiero co wrócił z misji ANBU. Twoim partnerem będzie członek klanu Hyūga, posiadajacy Byakugana. Z tego co wiem, dobrze wam się razem pracowało na treningu. Misja polega na dostarczeniu zwoju do Tsuchikage. Musicie bardzo uważać, bo ninja z Wioski Mgły będą chcieli przechwycić tą wiadomość.
- Kiedy mamy wyruszać? - Spytałam, lekko zaniepokojona trudnością misji.
- Dzisiaj w nocy. Przekażę wam zwój i opuścicie wioskę. Neji Hyūga już wie. Będzie na ciebie czekał przed głównym wyjściem o drugiej w nocy.
- Jeśli to już wszystko, to ja już pójdę.
- Oczywiście, przygotuj się. - Przyznał mi rację Trzeci. Wyszłam z gabinetu i postanowiłam udać się do domu na skróty. Jak na prawdziwego shinobi przystało, wspiełam się na drzewo i skoczyłam na sąsiedni budynek. Skakałam po dachach, aż znalazłam się na dachu swojego domu.
-Dwa razy szybciej niż poprzednio. - Stwierdziłam w myślach. Weszłam do domu tylko po to, aby zmienić ekwipunek.
- Jakaś misja? - Zapytał Itachi, opierając się o framugę.
- Taaa.
- Sprecyzujesz?
- Za godzinę wyruszam z Nejim do Wioski Kamienia, żeby dostarczyć zwój do Tsuchikage. Mamy uważać na ninja z Mgły. - Powiedziałam nawet się nie odwracając.
- Hmm... Taka misja dla świeżo upieczonego chūnina? - Spytał podejrzliwie Uchiha.
- Tak. Z założenia Trzeciego to ty miałeś dostać tą misje, ale w miedzyczasie pojawiły się komplikacje, bo musiałeś pilnie wyruszyc na misje jako członek ANBU. Do tej misji potrzebny jest Sharingan, żeby móc sprawdzić, czy zwój nie został podmieniony podczas walki. Neji pochodzi z klanu Hyùga, więc jest posiadaczem Byakugana. Z racji tego, że ostatnim razem dobrze nam się współpracowało, Trzeci postanowił nas przydzielić do tej misji.
- To zbyt niebezpidczne! Porozmawiam z Hokage i pójdę na tę misję zamiast ciebie. - Zapropnował Itachi, szykując się do wyjścia.
- Nie! Itachi, stój! -Szarpnęłam go za ramię i przygwoździłam do ściany. Zaskoczony Uchiha już miał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
- Dam sobie radę! Jestem już chūninem, a poza tym dobrze się dogaduję z Nejim. Ty jesteś wykończony po misji. - Itachi już miał zaprotestować, ale nie dałam mu dojść do głosu.
- Wiem, że się o mnie martwisz, ale jestem już wystarczająco duża. Gdyby Trzeci uznał, że sobie nie poradzę, to nie przydzieliłby mi tej misji.
- Ech... niech ci będzie. Uważaj na siebie. - Wstchnął Itachi, poczym mocno mnie do siebie przytulił. Odwzajemniłam uścisk, wtulajac sie w jego klatke piersiową. Spojrzałam kątem oka na zegarek i odsunełam się od kuzyna. Nie chciałam sie spóźnić.
Neji już czekał pod bramą.
- Yo, Neji! Idziemy?
- Tak. Musimy utrzymywać w miarę szybkie tempo... BYAKUGAN! - Krzyknął Neji, składając dłonie w pięczęć. Wokół jego oczu pojawiły się żyłki. Skakaliśmy po drzewach już dobrą godzinę. Nagle Hyūga krzyknął:
- Ashley, za tobą!
- Odweróciłam się, wyjmując jednocześnie kunai z rękawa. Za mną biegło trzech shinobi z Wioski Chmury. Jeden z nich rzucił kilka kunai z doczepionymi notkami wybucjowymi w moją  stronę. Odbiłam je, ale jedna z nich wybuchła tuż przede mną. Na szczęście Neji w porę zareagował odpychając mnie w bok. Kiwnęłam mu tylko głową na podziękowanie, gdyż nie mieliśmy czasu na rozmowę. Zajęłam się tym z prawej strony. Rzuciłam w jego stronę shurikenem, poczym wykonałam kilka pieczęci. Broń sklonowała się. Mój przeciwnik nie spodziewał się tego. Jeden z nich trafił go w ramię, rozcinając przy tym jego bluzę. Trochę krwi skapnęło na ziemię. Tymczasem Neji walczył z pozostałymi ninja. Odpierał ataki obydwu napastników, lecz jego ruchy były coraz bardziej chaotyczne, a uderzenia mniej precyzyjne. Postanowiłam użyć mojej tajnej broni. Wyciągnęłam zza pasa katanę. (japoński miecz jednoręczny) Podczas treningów z Kakashim ten kładł spory nacisk na umiejętność władania mieczem. Zamachnęłam się, chroniąc Neji'ego przed shinobi z Mgły. Hyūga zdziwił się, że potrafię używać takiej broni, ale nic nie powiedział. Skupiliśmy się na walce. Zaraz! Coś tu nie pasuje. Atakowało nas trzech shinobi, a teraz jest ich dwóch...
- Pod nami! - Krzyknął posiadacz Byakugana. Odskoczyłam w bok w samą porę, bo z miejsca, w którym stałam wyłonił się wrogi ninja. Lecz to nie był ten sam, co na początku. Ten miał czarne, postawione włosy oras bandaż na twarzy. W ręku trzymał ogromny miecz. Krzyk wydarł sie z mojego gardła. Przecież to był ten słynny Zabuza, jeden z mistrzów miecza. Z moją kataną nie miałam żadnych szans. Sadząc po minie Neji"ego on równiż wiedział kim był ów przeciwnik. Na drzewie za nami pojawił się jakiś chłopak drobnej budowy z długimi włosami.
- Haku! Ile można czekać? - Zdenerwował sie Zabuza.
- Przepraszam Zabuza-san! - Odkrzyknął wystraszony chłopak, który po chwili rzucił igłami w moim kierunku.
- Kuso! Nie uniknę wszystkich broni. Jest ich za dużo. -Pomyślałam. Zrobiłam unik, ale kilka igieł wbiło sie w moje ręcę, nogi oraz bok.
- Ashley! - Zawołał przerażony Neji. Może Itachi miał racje i rzeczwiście ta misja jest dla mnie za trudna? Ale skąd miałm wiedzieć, że pojawi sie jeden z mistrzów miecza? Gdy kolejne igły leciały w moja stronę, bez problemu ich uniknełam, a dopiero chwilę później wbiły się one w ziemię. Jak to możliwe? Spojrzałam zdziwiona na chłopaka, który krzyknął:
- Zabuza-san, ta dziewczyna posiada Sharingana!
- Poradzisz sobie, Haku. - Odparł shinobi z mgły walcząc z Neji'm, który nie miał najmnniesych szans. Postanowiłam uciec do ostatecznego rozwiązania. Wyjęłam zwój z kieszeni i położyłam go na ziemi.
- KATON-GYOKAKU NO JUTSU! - Krzyknełam, poczym nabrałam powietrza w płuca. Z moich ust wydobyła się ogromna kula ognia, która spaliła zwój na popiół. Wściekły Zabuza ryknął i rzucił się na mnie, wymachując swoim mieczem. Trafił mnie, raniąc przy tym moją rękę. Rana była głęboka. Upadłam na kolana, trzymając się za ramię. Zabuza nie zwracał na to uwagi. Przecinał mieczem powietrze. Tymczasem Neji biegł w moim kierunku, ale zatrzymała go trójka shinobi, która nas zaatakowała. Zagrodzili mu drogę, nie pozwalając na dotarcie do mnie. Byłam zdana tylko iwyłącznie na siebie. Mistrz miecza zranił mnie w nogę. Z mojej łydki trysła krew. Kolejnje cięcie. Tym razem trafił w lewy bok. A więc tak mam zginąć? Zabawne. Nie wykonałam misji, może to nawet lepiej? Zabuza miał wykonać ostateczy cios. Podniósł miecz do góry, ale w tym samym czasie rozległ się krzyk tego chłopaka, Haku.
- Zabuza-san! Te skały zaraz się zawalą! Faktycznie. Wielkie głazy zaczęły staczać się po zboczu, rujnując przy tym drzewa. Zabuza podszedł zniesmaczony do Haku, który jakąś nieznaną techniką przeniósł ich w inne miejsce. Pozostała trójka shinobi z mgły pobiegła lasem. Nie byłam w stanie sie ruszyć. Ostatnie co pamiętam, to Neji'ego, który wziął mnie na plecy i uciekł od walących się skał.
Jeśli ci się podoba, skomentuj. Konstruktywna krytyka i rady mile widziane :)
Tak wygląda Ashley :D



sobota, 20 lutego 2016

Rozdział 4

Rozdział dedykuję Alanowi Orlikowskiemu :D Jest dwa razy dłuższy, niż normalnie.

Przechadzałam się ulicami Wioski Liścia. Ostatnim razem było u mnie nudno. Itachi miał wrócić dopiero jutro, a najbliższy trening z Kakashim mam dopiero za kilka dni. Kusi mnie, żeby go poprosić o dodatkowe lekcje, ale nie chcę być natrętna. Ma swoje życie prywatne i musi wykonywać misje, a do tego jest jouninem nadzorującym… Właśnie! Muszę się go spytać  o skład drużyny. Ciekawe, kto mu się trafi w tym roku. Podobno nikt oprócz mnie i Neji’ego  nie przeszedł wcześniej tego testu z dzwoneczkami. Skierowałam się do starszej części Konohy, w której to mieszkał szarowłosy. O ile dobrze pamiętam Kakashi mieszkał w białym domku na końcu ulicy. Zapukałam do drzwi, w których po kilku minutach pojawił się Hatake. Był ubrany w zwykły, codzienny strój. Miał na sobie białą, lnianą koszulę, podwiniętą do łokci oraz czarne spodnie.
- Ashley? Chciałaś coś? – Zapytał lekko zdezorientowany Kakashi.
- Witaj, sensei. Przyszłam spytać  o twoją nową drużynę.
- Jasne, wejdź. – Uśmiechnął się ciepło i przepuścił mnie w drzwiach. Weszłam do jego mieszkania. Było urządzone tak, jak większość mieszkań w tej części wioski, czyli w starszym stylu. Usiadłam na fotelu naprzeciwko mojego nauczyciela, który aktualnie przygotowywał w kuchni poczęstunek. Zapach świeżo parzonej kawy dało się wyczuć w całym domu.
- Jaką pijesz? Z mlekiem?
- Zwykłą, bez cukru, poproszę.
Po chwili Kakashi wszedł do salonu niosąc dwa, parujące kubki z kawą oraz talerzyki z ciastem w drugiej ręce. Nakrył do stołu i rozsiadł się wygodnie w fotelu, popijając wcześniej przygotowany napój.
- Pytałaś się o skład mojej nowej drużyny, tak? - Skinęłam tylko głową, a Hatake kontynuował:
- W tym roku moimi podopiecznymi zostaną Haruno Sakura, Uzumaki Naruto oraz Takumi Senju. – Ledwo skończył zdanie, a ja zaczęłam się niekontrolowanie śmiać. Ten patrzył na mnie jak na wariatkę. Złapałam się za brzuch, który rozbolał mnie od śmiechu. Dopiero po dłuższej chwili się uspokoiłam.
- Przepraszam, po prostu fajna ci się drużyna trafiła. Nie ma co. Różowowłosa dziewczynka, nadpobudliwy dzieciak i prawnuk drugiego Hokage.  Chyba podpadłeś Trzeciemu, że ci dał takich dzieciaków do pilnowania. – Znowu się roześmiałam, ale tym razem dołączył do mnie Kakashi.
- Masz rację. Będzie z nimi niemały kłopot. Szczególnie z Naruto. W Akademii cały czas psocił, a na dodatek jest zakochany w Sakurze, która nie zwraca na niego najmniejszej uwagi, bo jest zapatrzona w Takumi’ego. Tego z kolei nic nie obchodzi. Najważniejsza jest dla niego siła, gdyż chce pokonać swojego pradziadka, Tobiramę Senju. Ech… - Westchnął Kakashi. Przez chwilę panowała niezręczna cisza, przerywana odgłosem, jaki wydają widelce po zetknięciu z porcelanowym talerzykiem. W końcu jounin się odezwał:
- Słuchaj, Ashley. Chciałbym cię prosić o przysługę. – Spytał szaro włosy. Widać, że długo zastanawiał się, czy mnie o to poprosić, czy dać sobie spokój.
- Tak? – Spytałam ciekawa. Czego on może ode mnie chcieć?
- Znasz już skład mojej drużyny i wiesz, że będzie z nią spory kłopot. Nie wiem, czy podołam sam temu zadaniu, jakim jest upilnowanie trójki geninów.  Chciałem spytać, czy zechciałabyś zostać moim asystentem? Masz predyspozycje, do bycia liderem, a to mogłoby pomóc ci rozwijać się w tym kierunku. Ja nie mogę uczestniczyć we wszystkich misjach drużyny siódmej, bo jestem byłym członkiem ANBU, więc muszę wykonywać również misje rangi  S. Oczywiście, jak nie chcesz, to nie będę cie zmuszać… Chociaż trochę byś mnie odciążyła, ale ty też przecież masz swoje obowiązki… - Kakashi zaczął się gubić. Z jednej strony chciał, żebym mu pomogła, ale z drugiej strony było mu głupio.
- Dobrze, ale pod jednym warunkiem.
- N-naprawdę? Dzięki Ashley! Już myślałem, że się nie zgodzisz. – Wykrzyknął uradowany.
- Zgodzę, się ale jest jeden warunek. – Powiedziałam podstępnie.
- Jaki?
- Zdejmij maskę.  – Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc zdziwioną minę sensei’a. Zatkało go. Nawet podczas jedzenia ciasta i picia herbaty robił to tak szybko, że nie sposób było zobaczyć jego twarz. Cholernie mnie ciekawiło, co on pod nią ukrywa.
- Niech ci będzie… - Złapał powoli górną część maski i zdjął ją jednym ruchem. Z wrażenia, aż spadłam z fotela. Nic dziwnego. Każdy na moim miejscu by się tak zachował. Kto NORMALNY nosi dwie maski? Myślałam, że będę pierwszą osobą w całej wiosce, albo nawet w całym kraju Ognia, która widziała twarz Kopiującego Ninja. Mój wyraz twarzy musiał być naprawdę zabawny, bo Hatake zaczął się śmiać. Pozbierałam się z podłogi i usiadłam spowrotem na fotelu. Naburmuszyłam się i podwinęłam nogi pod kolana, nie odzywając się więcej do jounina. który zwijał się ze śmiechu.
- Przezorny zawsze ubezpieczony. – Odparł Kakashi pomiędzy salwami śmiechu. Popatrzyłam na niego jak na idiotę, ale nadal nic nie powiedziałam. W końcu, gdy szarowłosy  się trochę uspokoił powiedział:
- Rozchmurz się, Ashley! Od dzisiaj zostaniesz zastępcą kapitana drużyny siódmej. Trochę przydługi ten tytuł nie uważasz? – Widząc moje mordercze spojrzenie, kontynuował swój monolog.
- Obiecuję, że będziesz pierwszą osobą, która zobaczy moją twarz, ale jeszcze nie teraz. – Jounin wstał i zabrał naczynia ze stołu. Nie odzywałam się jeszcze kilka minut, ale w końcu spytałam:
- Kakashi-sensei? Kiedy mamy spotkanie z Naruto, Takumim i Sakurą? – Hatake spojrzał na zegar wiszący w kuchni i powiedział spokojnie:
- Tak właściwie, to spotkanie trwa już od dobrych dziesięciu minut.
- Słucham?! Przecież nadal jesteśmy w codziennych strojach! Muszę się przebrać w coś odpowiedniego do walki! Czemu nie powiedziałeś mi wcześniej? I czemu do jasnej cholery tak spokojnie czytasz tą książkę? Kuso!*
- Ponieważ aktualnie akcja stoi w miejscu. – Wyrwałam mu książkę z rąk i spojrzałam na okładkę, na której widniał tytuł „Eldorado Flirtujących.”
- CO TY CZYTASZ SENSEI?!
- Ashley, spokojnie. Spóźniam się celowo na to spotkanie. Chcę zobaczyć jak zareagują na to opóźnienie. To przetestuje ich cierpliwość. Jeśli któreś z nich zrezygnuje i pójdzie do domu, to oznacza, że nie nadaje się na shinobi. Na wielu misjach musimy cierpliwie czekać nawet przez kilka godzin, a dopiero później zaatakować. – Wyjaśnił Kakashi, po czym wyjął mi książkę z dłoni i powrócił do czytania lektury.
- A co ze spotkaniem ze mną?
- Nie miałem zamiaru się wtedy spóźnić, bo wiedziałem, że potrafisz wytrzymać kilka godzin w bezruchu. Czytałem przebieg jednej z twoich misji rangi B, w której musiałaś czekać cztery godziny, siedząc na drzewie, obserwując przeciwników, tak by cię nie zauważyli. Potem wykradłaś im zwój i wróciłaś do Wioski Liścia.
- Niech ci będzie. Masz trochę racji, ale ile czasu masz zamiar się spóźnić?
- Jakieś dwie – trzy godzinki.
- Wrrr…
- Ashley, nie zabij mnie tu tylko. Jak chcesz mogę ci pożyczyć pierwszy tom serii „Eldorado Flirtujących.”  Umili ci to czas. Co ty na to? – Spytał Hatake, nie odrywając wzroku od lektury.
- Nie, dziękuję. Nie jestem pełnoletnia. – Odburknęłam.
- Rzeczywiście. W takim razie, może udamy się na miejsce zbiórki i poobserwujemy naszych podopiecznych? – Zaproponował jounin.
- Dobry pomysł, sensei!  Zobaczymy, kto jest najcierpliwszy. – Ucieszyłam się na myśl, że Kakashi oderwie się wreszcie od tej zboczonej książki.
- Dobra, to ja idę na górę przebrać się w coś wygodniejszego na trening. Ty też się przebierz. Spotkajmy się pod budynkiem Akademii za dwadzieścia minut. A, i jest jeszcze jedna sprawa. Jako mój zastępca nie możesz się do mnie zwracać „sensei,” bo Naruto, Takumi i Sakura mogliby nie traktować cię poważnie. Lepiej mów mi „senpai.”**
- Dobrze… senpai, a teraz chodźmy. Jestem ciekawa, czy Naruto wytrzyma.  – Uśmiechnęłam się i wstałam od stołu. Kakashi odprowadził mnie do drzwi, a potem udał się do swojego pokoju, żeby się przebrać. Ja również udałam się do swojego domu. Całe szczęście, że dzielnica Uchiha jest położona niedaleko starszej części mieszkalnej Wioski Liścia. Szybko znalazłam się w swoim mieszkaniu. Założyłam to, co zawsze zakładam na trening i misje, czyli spodnie z wieloma kieszeniami i bluzkę z logo klanu Uchiha. Oczywiście nie zabrakło czarnej peleryny, która ułatwia kamuflaż, a do tego chroni przed zimnem i jest wodoodporna. Schowałam jeszcze tylko parę kunai i shurikenów. Byłam gotowa na spotkanie z drużyną siódmą.
Dotarłam na umówione miejsce po kilku minutach. Kakashiego jeszcze nie było. Wskoczyłam na drzewo i ukryłam się pośród liści. Z tego miejsca miałam doskonały widok na trójkę geninów, jednocześnie mając pewność, że żadne z nich mnie nie zauważy. Oparłam się o pień drzewa i ułożyłam się wygodnie. W tej chwili za moimi plecami pojawił się Hatake. Zaskoczona krzyknęłam, ale na szczęście szarowłosy stłumił dźwięk zakrywając mi ręką usta. Podniósł palec wskazujący do ust, dając mi do zrozumienia, żebym była cicho. Dopiero, gdy skinęłam nieznacznie głową opuścił rękę, poczym wskazał mi Takumi’ego, który rozglądał się dookoła. W ręku trzymał kunai. Ciszę przerwał krzyk Uzumaki’ego.
-Ile można czekać? Spóźnia się już dwie godziny! W tym czasie mógłbym zjeść jedenaście misek Ramenu! – Skarżył się Naruto. Można powiedzieć, że dzięki niemu prawnuk Drugiego Hokage nas nie zauważył. Trzeba przyznać, że dzieciak był wyjątkowo czujny. W tym czasie Sakura siedziała na kamieniu, przebierając nogami w powietrzu. Wpatrywała się w Takumi’ego  rozmarzonym wzrokiem. Przewróciłam oczami. Taka dziewczyna będzie beznadziejna w walce. Jest rozkojarzona, a do tego ma nieodpowiedni strój. Sukienka ogranicza ruchy, a poza tym nie ma w niej miejsca na broń. Nie wspominając o czerwonym kolorze, który nie pozwoli jej sięskutecznie kamuflować. Moim zdaniem nie nadaje się na kunoichi, chociaż to może być mylne pierwsze wrażenie. Trzeba by zwrócić się do Trzeciego o pomoc, bo dziewczyna mogłaby ewentualnie zostać medykiem. Będę musiała o tym porozmawiać z Kakashim. Odwróciłam się z zamiarem spytania go, co o tym sądzi, lecz Hatake zamiast obserwować swoich podopiecznych czytał swoją książkę. Widać, że mu się spodobała, bo nie mógł oderwać od niej wzroku. Zawsze wydawało mi się, że słynny Kopiujący Ninja jest porządnym człowiekiem, ale sądząc po tym co czyta nie może być to prawdą. Odchrząknęłam, ale nie zwrócił na mnie uwagi. Zacisnęłam ręce w pięści i próbowałam się uspokoić. Zamknęłam oczy i policzyłam do dziesięciu, ale widząc, że Kakashi się rumieni, nie wytrzymałam. Zrzuciłam go z drzewa. Nieco zdezorientowany jounin znalazł się na ziemi. Zeskoczyłam z drzewa i stanęłam obok niego z założonymi rękami. Wzięłam książkę do ręki i zerknęłam na stronę, na której skończył czytać. Na moich policzkach wykwitł dorodny rumieniec. Jak można czytać coś takiego?! Pacnęłam go książką w głowę, tak, jak zrobił mi to, gdy się pierwszy raz spotkaliśmy. Oddałam mu książkę i dopiero w tym momencie zdałam sobie sprawę, z tego, że nie jesteśmy sami.
- Wow! To było super, onee – san!*** - Wykrzyknął uradowany Naruto.
Kakashi wstał i otrzepał się z ziemi. Uśmiechnął się głupio i podrapał w tył głowy, chcąc złagodzić sytuację. Takumi patrzył na mnie z uchylonymi ustami, a Sakurę bardziej obchodził Senju, niż to całe zajście.
- No dobrze. Nazywam się Kakashi Hatake i będę od dzisiaj waszym opiekunem. Na początek przedstawcie się i opowiedzcie trochę o sobie. Co lubicie robić, a czego nie? Jakie są wasze marzenia? – Zaczął rozmowę szarowłosy.
- Ja nazywam się Ashley Uchiha i jestem asystentem Kakashi’ego, a zarazem jego zastępcą. – Przedstawiłam się grzecznie i skinęłam głową na Naruto, dając mu tym samym znak, żeby kontynuował.
- Jestem Naruto Uzumaki! Lubię ramen! Nie lubię Takumi’ego, a moim marzeniem jest zostać Hokage! Ashley, to jest moja najlepsza przyjaciółka! Jedliśmy razem ramen.– Krzyknął blondyn.
- Nazywam się Sakura Haruno i lubię Takumi’ego, a nie znoszę Naruto! Moim marzeniem jest… - Spojrzała znacząco na Senju, który lustrował mnie wzrokiem.
- Takumi Senju. Moim marzeniem jest przewyższenie mojego pradziadka, Drugiego Hokage. Nie lubię Naruto i Sakury. – Powiedział znudzony chłopak. Kakashi  oznajmił, że nasz pierwszy trening to będzie tradycyjny sparing.  Wyjaśnił zasady i wylosował przeciwników.
- Na pierwszy ogień idą Naruto oraz Takumi! Dajcie z siebie wszystko. – Powiedziałam, chociaż znałam wynik walki. Oczywistym  było, że Takumi wygra, chociaż blondyn posiadał większy potencjał, to na chwilę obecną nie miał szans z prawnukiem Tobiramy. Naruto podwinął rękawy bluzy i stanął naprzeciwko kolegi, który ustawił się w pozycji bojowej, jakiej uczyli w akademii. Tymczasem Sakura ćwiczyła rzucanie shurkienami wraz z Kakashim, który pokazywał jej, jak rzucać prawidłowo. Różowowłosa przeważnie trafiała w zewnętrzne okręgi tarczy. Musiała jeszcze wiele się nauczyć, ale nie było najgorzej.
- Na pewno wygram! – Przechwalał się Naruto.
- Zobaczymy. – Zbył go Takumi, poczym zaatakował blondyna. Uzumaki nie spodziewał się tak nagłego ataku, cios Senju trafił go w odsłoniętą klatkę piersiową. Chłopak upadł, trzymając się kurczowo za serce. Takumi odwrócił się i odszedł. Już miałam przerywać walkę, ale zdarzyło się coś niespodziewanego.  Naruto wstał o własnych siłach, nadal się chwiejąc, po czym rzucił się na Takumi’ego z impetem powalając go na ziemię. Zaskoczony brunet nie zdążył zareagować  i został przygnieciony przez przeciwnika. Senju próbował się wyrwać, ale Uzumaki trzymał go mocno, nie pozwalając na wykonanie jakiegokolwiek ruchu. Nagle Naruto złapał się za serce, gdzie uderzył go Takumi i zaczął kaszleć. Puścił rywala i uklęknął na ziemi. Podeszłam do niego, ale o dziwo uprzedził mnie prawnuk Drugiego, który podał rękę blondynowi i pomógł mu wstać. Uzumaki  wyciągnął do kolegi z drużyny dwa palce, mające symbolizować znak pokoju. Senju uczynił ze swojej strony to samo. 
- Pojedynek zakończony remisem! Takumi, twoje uderzenie było zarówno silne, jak i precyzyjne, ale musisz pamiętać, żeby nigdy nie odchodzić, zostawiając przeciwnika, który jeszcze żyje. Musisz się mieć na baczności. Naruto, twój początek był nie najlepszy, dałeś się zaskoczyć i nie zrobiłeś uniku, ale muszę pochwalić twoją wolę walki. Obu wam gratuluję. – Powiedziałam, poczym  zawołałam szarowłosego.
- Kakashi-senpai! Długo jeszcze?
- Nie, już skończyliśmy. Kto wygrał? – Spytał jounin, podchodząc do nas. Opowiedziałam mu przebieg walki, a ten podzielił moje zdanie.

- Dobra robota, chłopaki. Naruto, pójdź do szpitala, żeby jakiś medyk sprawdził, czy wszystko z tobą w porządku, a wy możecie już iść. – Powiedział Hatake, spoglądając na Takumiego i Sakurę, która była zmęczona swoim pierwszym treningiem pod okiem jounina. Naruto skierował się w stronę szpitala, a reszta drużyny rozeszła się do swoich domów. Ja nie byłam wyjątkiem. Powlokłam się do dzielnicy Uchiha. Zaczęło się ściemniać. Wyjęłam klucz z kieszeni i otworzyłam drzwi wejściowe. Wyjęłam sushi, które znalazłam w lodówce i zabrałam się do jedzenia. Muszę jutro pójść na zakupy.  Nie mam co ugotować na obiad, a Itachi jak wróci z misi, będzie pewnie zmęczony i głodny. Pozmywałam naczynia i weszłam po schodach na górę. Postanowiłam się zrelaksować, więc nalałam gorącej wody do wanny i wlałam olejek kokosowy. W łazience unosił się zapach świeżych kokosów. Zdjęłam pelerynę i powiesiłam ją w szafie, a resztę ubrań wrzuciłam do pralki. Weszłam do wody i zanurzyłam się całkowicie. Leżałam tak ponad godzinę. W końcu ubrałam koszulę nocną, umyłam zęby i położyłam się wygodnie na łóżku, obserwując księżyc. Była pełnia.

*Kuso - Cholera
**Senpai - Starszy kolega
***Onee-san - Starsza siostryczka
Takumi Senju jest wymyśloną przeze mnie postacią, ale to NIE JEST KOPIA SASUKE! Gdyby nie rumieńce, mógłby z wyglądu przypominać Nawaki'ego, brata Tsunade.
Jeśli ci się spodobało, to skomentuj ;) Będzie mi miło, ale jak nie chcesz, to nie zmuszam...

czwartek, 18 lutego 2016

Rozdział 3

Dzisiaj jest wtorek, więc wstałam o świcie i założyłam na siebie coś wygodnego z miejscem na różnego rodzaju bronie. Ubrałam spodnie z wieloma kieszeniami, w których schowałam shurikeny i kilka kunai oraz bluzkę z logo klanu Uchiha na plecach. Na ramiona zarzuciłam czarny płaszcz, który sięgał mi do kostek. Schowałam jeszcze podręczną apteczkę i założyłam ochraniacz na czoło. Byłam gotowa na trening z Kakashim. Dochodziło wpół do dziewiatej. Miałam jeszcze trochę czasu, więc postanowiłam pójść na grób Shisui'ego. Kupiłam wiązankę kwiatów w kwiaciarni Yamanaka i udałam się na cmentarz. Zanim doszłam do grobu brata minęło troche czasu, gdyż znajdował się on na samym końcu cmentarza. Prawdopodobie Itachi był tutaj przed wyruszeniem na misję, bo na marmurowej tablicy nie było widać kurzu, ani zwiędłych liści. Wyjęłam z wazoniku stare tulipany i włożyłam na ich miejsce kilka krokusów. Pamiętam, że kiedyś leżeliśmy na łące pełnej kwiatów, ale to krokusy podobały się Shisui'emu najbardziej. Westchnęłam tylko na wspomnienie czasów, gdy wszystko było kolorowe, a na świecie nie było żadnych zmartwień. Ni stąd ni z owąd poczułam czyjąś dłoń na ranieniu. Odwróciłam się i ujrzałam Kakashiego, który najwidoczniej rówież odwiedzał czyjś grób, bo w jego oczach można było dostrzec cień smutku, ale on szybko zastąpił go sztucznym uśmiechem.
- Chodź Ashley. Mamy przecież teraz trening, prawda?
- A tak. Trochę się zamyśliłam.
- Nie szkodzi. Głowa do góry! Nie po to Shisui szkolił cię na shinobi, żebyś teraz się nad sobą użalała. Twój brat wolałby patrzeć jak sie rozwijasz, niż jak chodzisz zdołowana.
- Ma pan rację. Gdzie mamy ten trening? - Zapytałam już weselszym głosem. Sensei miał rację. Postaram się zostać jak najlepszym ninja, bo tego w końcu chciał Shisui. Cieszyłam się na myśl o treningu z kimś,kto jest uznawany za geniusza. Ciekawe, kto go uczył. Muszę go kiedyś o to zapytać. Doszliśmy na pole treningowe po dziesięciu minutach. Usłyszałam świst, jaki wydawał shuriken podczas rzutu. Odwróciłam się w kierunku, z ktorego dobiegał dźwięk i wysunęłam kunai z rękawa. Miałan rację to shuriken. Odbiłam go i zaczęłam szukać wzrokiem przeciwnika. Zza drzewa wyłonił się Kakashi.
- Kakashi - sensei! Co to miało być? - Krzyknęłam oburzona.
- Sprawdzałem twój czas reakcji. - Powiedział lekko zmieszany.
- Rozumiem. Już myślałam, że ktoś się w pana przemienił. Chociaż gdyby tak sie stało prawdopodobnie bym zauważyła.
- Zanim zaczniemy trening musisz sobię znaleźć partnera.
- Hę? To nie bedziemy trenować we dwójkę?
- Bedziemy, ale na dzisiejszych zajęciach będziesz walczyć ze mną, a do tego potrzebny ci będzie partner.
- Itachi jest na misji. Nie znam nikogo, kto mógłby być moim partnerem! Ci z mojej klasy tylko  by mi przeszkadzali. Kuso!
- Spokojnie. Może ktoś ze starszego rocznika? Mój przyjaciel ma pod opieką trójkę shinobi i z tego co wiem mają teraz trening. Spytaj się któregoś z nich. - Poradził Hatake.
- Zaraz wracam. - Jeśli Kakashi mówił prawdę powinnam udać się na sąsiednie pole treningowe. Faktycznie, było słychać stamtąd odgłosy walki. Trójka shinobi walczyła przeciwko jouninowi. Jeśli mnie pamieć nie myli ich sensei specjalizuje się w tajustsu.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale mam teraz trening  z Kakashim - sensei i potrzebuję partnera do walki z nim. On polecił mi udanie sie do swojego przyjaciela, Mighto Guy'a.
- Kakashi nazwał mnie swoim przyjacielem? - Ucieszył się Guy, poczym rozpłakał.
- Oh, Lee! - Zawołał do swojego ucznia ubranego w taki sam strój.
- Oh, Guy - sensei! - Krzyknał Lee i zaczął płakać wraz ze swoim nauczycielem.
- Przepraszam cię za nich. Oni tak zawsze. Jak chcesz, to mogę być twoim partnerem. Neji Hyūga. - Chłopak wyciagnął rękę na przywitanie. Uścisnęłam ją i również się przedstwiłam.
- Ahley Uchiha. Bedzię mi bardzo miło. - Uśmiechnęłam się serdecznie.
- Mi również. To jest Tenten. Moja koleżanka z drużyny.
- Cześć, jestem Ashley. Pożyczam Neji'ego na dzisiaj.
- Jasne bierz, tylko uważaj, bo czasanmi gryzie. - Zaczęłyśmy się śmiać z Hyūgi, który był lekko zdesorientowany.
Pod drzewem czekał na nas Kakashi, który czytał książkę. Widząc nas odwrócił się i schował ją do kieszeni.
- Byłem pewny, że wybierzesz tą dziewczynę. A tu niespodzianka! Przyszłaś wraz z najlepszym członkiem drużyny Guy'a. Masz nosa, Ashley. Przynajmniej będzie zabawnie. - Nawet pomimo maski było widać, że się uśmiecha.
- Nie będzie tak łatwo, co sensei?
- Dam radę dwójce dzieciaków na poziomie chūnina. (Neji był geninem, ale można powiedzieć, że jego techniki i bystry umysł były na poziomie chūnina) Żeby zdać test musicie mi odebrać ten dzwoneczek. Osoba bez dzwoneczka wraca do akademii. Macie czas do godziny 15:00. Czas start.
- C-co? - Spytałam.
- Chodź. Schowajmy się. Musimy współpracować. Nie po to, Kakashi-sensei kazał ci zdobyć partnera, żebyś z nim teraz rywalizowała. - Stwierdził Neji.
- Masz rację. Powiedział, że osoba bez dzwoneczka nie zda testu, ale jeśli zdobędziemy go razem, to przejdziemy oboje.
- Rozumiem, mamy jakiś plan?
- Będziemy udawać, że działamy osobno. Zaatakujesz go, a ja podkradnę się od tyłu i zabiorę mu dzwoneczek.
- Dobry plan. Na trzy... Raz, dwa... TRZY! - Neji wyskoczył zza krzaków z zaniarem rzucenia się na Kakashiego. Nie docenił jednak jego umiejętności. Hatake bez problemu zablokował cios chłopaka. Odpierał jego ataki przez kilka minut, a na jego czole wystąpiły kropelki potu. Ja w tym czasie czołgałam się, przemieszczając powoli na drugi koniec pola treningowego. Gdy byłam za plecemi jounina wstałam i weszłam na drzewo. Zaczaiłam się na gałęzi i czekałam na odpowiedni moment. W tym czasie Neji aktywował Byakugana i zaczął celować w punkty przepływu chakry. TERAZ! - Pomyślałam i zeskoczyłam z drzewa, rzucając się na nauczyciela. Peleryna powiewała za moimi plecami tworząc coś w rodzaju spadochronu, który trochę spowolnił skok, dzięki czemu niczego sobie nie uszkodziłam. Kakashi najwyraźniej nie spodziewał się takiego zwrotu akcji. Swoim ciężarem przewróciłam jounina, który zniknął z donośnym "puff".
- Klon! - Wykrzykneliśmy jednocześnie.
- Całkiem dobrze sobie poradziliście. Udało wam się pokonać mojego klona cienia. Przeszliście test bez zarzutów. - Uśmiechnął się radośnie Kakashi, który w międzyczasie znalazł się za moimi plecami.
- Jak to? Przecież nie zdobyliśmy dzwoneczka. - Odparł Neji.
- Owszem, ale ten test miał za zadanie sprawdzić wasze umiejętności współpracy, a ten oto dzwoneczek miał za zadanie was skłócić. - Pomachał nam nim przed oczami, poczym schował przedmiot do kieszeni. Odetchnęłam z ulgą. Czułabym się okropnie, gdyby prze ze mnie Neji musiał wrócić do Akademii. Całe szczęście, że nic takiego się nie stało.


środa, 17 lutego 2016

Rozdział 2

Rano obudziły mnie promienie słońca. Itachi jeszcze spał, więc ostrożnie wyswobodziłam dłoń z jego uścisku i usiadłam na łóżku tak, żeby go nie obudzić. Postanowiłam, że zrobię nam śniadanie. Ubrałam szlafrok, założyłam kapcie i zeszłam na dół do kuchni.  Wyjęłam jajka z lodówki i postawiłam opakowanie na blacie. Otworzyłam szafkę w poszukiwaniu patelni i zabrałam się za robienie jajecznicy. Gotowe śniadanie nałożyłam na talerze i nakryłam do stołu. Weszłam po schodach do pokoju, który należał do Itachi'ego z zamiarem obudzenia go. Łóżko było pościelone, a właściciela nie było w pokoju. Pewnie jest w łazience. - Pomyślałam. Moje domysły potwierdził szum wody dobiegający spod przysznica. Po chwili nastała cisza, a zaraz potem dało się słyszeć zgrzyt otwieranych drzwi. Do pokoju wszedł Itachi z białym ręcznikiem przepasanym na biodrach.
- Poczekaj, tylko się przebiorę. - Powiedział, poczym otworzył szafę, wyjął jakieś ciuchy i zniknął łazience. Po kilku minutach wrócił ubrany w tradycyjny strój ANBU, a w reku trzymał biało-czerwoną maskę, symbolizującą przynależność do elity shinobi.
- Trochę ci to zajęło. Śniadanie pewnie już wystygło. - Mruknęłam zrezygnowana.
- Spokojnie. Użyję techiki oginistych kul. - Roześmiał się Uchiha.
- Bardzo śmieszne, Itaś, bardzo śmieszne. Chodź, coś wymyślę. - W moim głosie dało się wyczuć nutę rozbawienia. Zeszliśmy na dół, a ja zrobiłam sobie tosty z dżemem. Brat stwierdził, że jadał gorsze rzeczy i zimna jajecznica to dla niego pikuś. Zjadł swoją  porcję, a później również moją. Czasami mnie zadziwia, przecież jajka na zimno są ochydne. Co on musiał jadać na tych misjach? Postanowiłam go o to zapytać.
- Itachi, co ty jadłeś na tych misjach?
- Wiesz... Raz musieliśmy jeść dżdżownice z góry Myõboku, które zrobiła żona Fugaku-sama. Nie jedliśmy nic od tygodnia. Jirayia-san wpadł na ten pomysł, ale lepsze to niż śmierć głodowa, prawda?
- No nie wiem. Jak smakowały? - Spytałam, uśmiechając się podle.
- Wyobraź sobie, że musisz zjeść miskę wijących się robali w dziwnym, zielonym sosie, żeby przeżyć...
Na samą myśl zrobiło mi się niedobrze. Kawałek chleba ugrzęzł mi w gardle, a w kuchni rozległ się śmiech Itachi'ego
- Mam misję rangi S. Muszę dostarczyć zwój do Ukrytej  Wioski Kamienia. Jest to najdalej położona główna wioska od Konohy. Nie będzie mnie góra tydzień. Poradzisz sobie? - Zaniepokoił się, w końcu Shisui powieżył mu opiekę nade mną.
- Spoko, przecież mnie znasz!
- A gdyby tak... rozpętała się burza w środku nocy? - Spytał Itachi z zawadiackim uśmiechem.
- Uuchiha! Ani mi się waż komukolwiek o tym wspominać! - Zaczerwieniłam się, aż po uszy.
On tylko uśmiechnął się, wstał od stołu i posprzatał ten bałagan, który zostawił jedząc jajecznicę. Kto NORMALNY rzuca kawałkami jajka w tarczę, w którą  jeszcze wbite były shurikieny? Mój kuzyn wyszedł z domu i nie prędko wróci, a ja tym czasem muszę coś ze sobą zrobić. Zdecywałam się na pójście do gorących źródeł. Każdemu przyda się odrobina relaksu. Idąc przez Wioskę Liścia zauważyłam blondwłosego chłopca, który na oko wyglądał na młodszego ode mnie o 2 lata. Widziałam jak orążyło go czterech lepiej zbudowanych chłopaków wyszczerzonych w paskudnym uśmiechu. Blondwłosy upadł na ziemię powalony siłą ciosu przeciwnika. Inni natychniast podłapali temat i zaczęli go kopać i bić. Gdyby nie było ich tyle, blondwłosy może i by sobie poradził,ale czterech na jednego to już lekka przeasada - stwierdziłam. Najdzieniejsze było to, że inni przechodzili obojętnie, nie zwracając uwagi na to, co się dzieje. Postanowiłam coś z tym zrobić. Podeszłam do nich i położyłam rękę na ramieniu jednego z nich, który wyglądał na szefa tej całej bandy. Ten odwrócił się i lekko wystraszył.
- Czterech na jednego? To nie fair.
- M-my t-tylk-ko... -Jąkał się chłopiec.
- W takim razie... Kage bunshin no jutsu! -Krzyknęłam, a obok mnie pojawiły sie cztery klony.
- C-co? J-jak t-to? - Zdziwił się ten, stojący z lewej.
- Ehh... Technika podziału cienia. Zróbcie coś z nimi. - Powiedziałam do klonów, poczym zajęłam się chłopcem. Moje klony szybko rozprwiły się z tą bandą dzieciaków, a ja zarzuciłam sobie rekę blondyna na kark i zaczęłam pwoli kierować się w stronę szpitala. Gdy dotarliśmy na miejsce usiadłam w poczekalni. Po dwudziestu minutach drzwi się otworzyły i wyszedł z nich chłopak z obandażowaną reką i czołem.
- Już lepiej? Jak ty się wogóle nazywasz? - Spytałam.
- Tak, już w porządku. Wszystko dzięki tobie! Jestem Uzmaki Naruto! Lepiej zapamiętaj to imię, bo kiedyś zostanę Hokage! - Krzyczał na cały szpital Naruto, ale humor ewidentnie mu się poprawił.
- Jesteś głodny? Może pójdziemy na ramen?
- Ramen!!! Chodźmy, szybciej! - Pociągnął mnie za rękę w kierunku wyjścia. W jego oczach było wręcz widać psotne iskierki.
Zjedliśmy razem ramen, a potem chłopak udał się do domu, obiecując, że jeszcze się spotkamy. Zabawny z niego chłopak - pomyślałam. Nie zdążyłam nawet spytać, dlaczego go tak okrutnie potraktowali. Może im się kiedyś naraził? I dlaczego nikt nie reagował? Był już wieczór, więc nici z gorących źrodeł. Westchnęłam i poszłam do dzielnicy Uchiha, w której stał mój dom. Zmęczona oparłam się o ścianę budynku i wptrywałam się w gwiazdy. Dzisiaj było bezchmurne niebo. W oddali dostrzegłam gwiazę polarną oraz gwiazdozbiór niedźwiedzicy. Ten wieczór zdecydowanie należał do tych pięknych nocy, jakie opisują poeci w wierszach, jakie rysują malarze na płótnie i o jakich piszą piosenki, artyści.