poniedziałek, 22 lutego 2016

Rozdział 6

Z PUNKTU WIDZENIA NARUTO

Pik… Pik… Pik… - Ten dźwięk był niczym najgorsza tortura. Po tym jak Neji przeniósł Ashley do szpitala, trafiła ona na salę operacyjną. Medycy próbowali ją jakoś uratować, ale posiadali zbyt małe umiejętności. Nie mogłem już dłużej tego wytrzymać. Udałem się do gabinetu Hokage. Zapukałem i nie czekając na odpowiedź wszedłem. Trzeci siedział przy biurku, a obok niego stał zmartwiony Jirayia.

- Hokage-sama! Musi pan coś zrobić! Jak tak dalej pójdzie, to Ashley umrze! – Wykrzyknąłem zrozpaczony. Oczy miałem zaszklone, nie mogłem się skupić na niczym innym. W tej chwili życie Ashley było najważniejsze.

- Naruto. Nic nie możemy zrobić. Wykształcenie medyków z Wioski Liścia nie jest na tak wysokim poziomie. Znam tylko jedną osobę, która mogłaby podjąć się próby uleczenia Ashley Uchiha…

- Kto to jest?! – Przerwałem Trzeciemu.
- Ale aktualnie nikt nie wie, gdzie ona się znajduje. - Dokończył za niego Jirayia.
- Jej? Ero-sennin, powiedz o kogo chodzi! - Wykrzyknąłem zrozpaczony. Skoro jest choćby cień szansy na uleczenie Ashley, podejmę każde wyzwanie.
- Chodzi o Ślimaczą Księżniczkę, Tsunade. Była razem ze mną w drużynie. Teraz zajęła się hazardem i piciem sake. - Westchnął pustelnik.
- Ktoś taki miałby pomóc?!
- Owszem Naruto. Lepszego medycznego ninja nie znajdziesz w tej okolicy. Problem w tym, że jej też raczej nie znajdziesz. Potrafi zmieniać wygląd i nikt nie wie gdzie się ukrywa.
- Odnajdę ją, choćby nie wiem co! Jeśli czegoś nie zrobię Ashley umrze w ciągu trzech dni. - Wybiegłem z gabinetu Hokage, ocierając łzy rękawem. Udałem się jak najprędzej pod główną bramę Konohy. Skoro ta cała Tsunade zajmuje się hazardem, to na pewno ukrywa sie gdzieś na zachodzie. Tamtejsze wioski słyną z kasyn i loterii. Skręciłem w prawo i pobiegłem przez las. Ni stąd ni z owąd zmaterializował sie przede mną jeden z sanninów. Stał na ogromnej żabie z fajką w ustach i mieczem na plecach. Zapewne była przyzwańcem. Nie nadarmo Jirayia był nazywany ropuszym pustelnikiem.
- Ero-sennin? Przyszedłeś mnie powstrzymać? Nie dam się tak łatwo. - Złożyłem pieczęć i już miałem przywołać setki klonów, ale sannin zaprzeczył.
- Nie będę cię powstrzymywać, bo to nie miałoby żadnego sensu. Wuruszam razem z tobą. Dawno nie widziałem się z Tsunade. 106, niezły wynik... - Rozmażył się Jirayia.(Pozdro dla kumatych xd Przyp.aut.)
- Naprawdę, Ero-sennin? A ta żaba tu po co? - Zdziwiłem się.
- Żadna tam "żaba!" Jestem ropuchą i nazywam się Gama! -Obruszył się przyzwaniec.
- Jak to po co? Wskakuj! Będzie szybciej.
- Eee... - Nie dokończyłem, bo Gama złapał mnie językiem w pasie i posadził na swoim grzbiecie tuż obok Jirayi. Złapałem się mocno skóry płaza, który skoczył na sąsiednie wzgórze. Skakaliśmy po pagórkach dobrą godzinę, a w oddali dało się już zobaczyć zarysy jakiejś wioski.
- To tutaj prawdopodobnie ukrywa się Tsunade. W tej wiosce produkują najlepsza sake w okolicy! - Wyjaśnił sannin. Dalszą drogę odbyliśmy na piechotę. U bramy powitał nas jounin, który sprawdził nasze dane. Ero-sennin zarezerwował pokój w hotelu, poczym udał się na "zapoznanie w terenie," ale ja i tak wiem, że poszedł oglądać gołe baby.  Położyłem się na materacu i sam nie wiem kiedy, ale zasnąłem. Obudziłem się z samego rana. Obok mnie leżał pijany pustelnik. Miał rumieńce na twarzy, a w dodatku ślinił się przez sen. Teraz to się serio wkurzyłem! Zostały dwa dni do uratowania Ashley, a on się obija! Napełniłem wiadro wodą i chlusnąłem mu nią w twarz. Natychmiast zerwał się z łóżka, patrząc na mnie z wyrzutem. Na poszukiwania wyruszyliśmy w samo południe. Chodziliśmy po kasynach i hotelach, ale nie znaleźliśmy żadnej wzmianki o Ślimaczej Księżniczce. Wstepując do baru, spytałem o Tsunade, a kucharz powiedział, że była tu wczoraj wieczorem i zamówiła sake. Czym prędzej pobiegłem do pobliskiego kasyna i rozchyliłem zasłony. W środku znajdowało się kilku mężczyzn z talią kart w ręce i kieliszkiem, wypełnionym alkocholem w drugiej. Między nimi siedziała blondwłosa kobieta ze świnią u boku oraz czarnowłosa dziewczyna, wyglądająca na speszoną, a nawet zmartwioną. Gdy opowiedziałem jej całą sytuację, ona powiedziała, że nie pójdzie do Wioski Liścia, tylko po to, aby uleczyć jakąś dziewczynę. Wyzwałem ją na pojedynek. Przegrałem. Na moim miejscu stanął Jirayia, prosząc ją o udanie się do Konohy. Po długich przekonywaniach, a właściwie przekupieniem jej kilkunastoma butelkami sake, ta zgodziła się. Udaliśmy sie do Wioski Liścia. Dochodziła 18:00. Jeśli Tsunade jej szybko nie wyleczy, Ashley umrze. Ślimacza Księżniczka weszła do specjalnej sali, w której leżała Uchiha, podłaczona do kroplówki. Miała uszkodzone trzy organy witalne oraz doznała poważnego uszkodzenia mózgu. Nie wspominając już o ranach od igieł i miecza. Sanninka zabrała się za leczenie. Skończyła dopiero następnego dnia późnym popołudniem. Padła wykończona na krzesło.
- Tsunade-baachan! Wszystko w porzadku? I co z Ashley? - Zapytałem poddenerwowany.
- Musiałam ją wprowadzić w stan śpiączki. Nawet ja nie dałam sobie rady z takim uszkodzeniem mózgu. Jeśli się z niej wybudzi, to wyzdrowieje i będzie znowu w pełni sił, jeśli jej to się nie uda, zostanie w tym stanie na zawsze.
Pik... Pik... Pik... -Ten dźwięk był niczym najgorsza tortura. Minął rok od temtego wypadku. Rok od zapadnięcia w sen leczniczy. Co jeśli zostanie w takim stanie na zawsze? Codziennie ktoś przychodził, wkładał nowe kwiaty do wazoniku, rozmawiał, czy choćby siedział przy niej. Najczęściej był to jej kuzyn, Itachi, albo Neji, z którym była wtedy na misji. Hyūga czuł się odpowiedzialny za tamto wydarzenie. Ja przchodziłem przed mażdym treningiem do mojej starszej siostrzyczki. Tylko ona wyciągnęła do mnie pomocną dłoń, podczas gdy inni sie ode mnie odwrócili. To ona wraz z Kakashim nauczyła mnie podstaw walki. Przychodziła do mojego mieszkania i pomagała mi. Czasem coś ugotowała, żebym nie żywił sie tylko ramen i zupkami w proszku, albo pomogła zrobić pranie. Czasem wystarczyło, że po prostu była przy mnie.
Pik... Pik... Pik... - Ten dźwięk był niczym najgorsza tortura. Minęły dwa lata od tamtego wydarzenia. Dwa lata od zapadnięcia w śpiączkę. A może już nigdy nie otworzy oczu? Przez ten czas bliscy przestali mieć nadzieję. Przychodzili coraz rzadziej, ale ja odwiedzałem ją przed każdym treningiem i opowiadałem jej o wydarzeniach, które zdarzły się podczas, gdy ona leżała na tym, szpitalnym łóżku. W międzyczasie Trzeci Hokage umarł. Zabił go Orochimaru, a my mogliśmy tylko patrzeć. Babunia Tsunade została Piątą Hokage, ale nadal jest uzależniona od sake. Tyle sie wydarzyło.
Pik... Pik...Pik... - Ten dźwięk był niczym najgorsza tortura. Minęły trzy lata... Teraz Itachi odwiedzał Ashley raz na kilka tygodni. Neji raz na miesiąc. Tylko ja przychodziłem codziennie. Do czasu, aż wyruszyłem na trening z Jirayią. Chociaż nawet wtedy miałem przy sobie twoje zdjęcie. Nie martw się, nie zapomniałem.

STRONA O NARUTO

Zapraszam serdecznie wszystkich na stronę o tematyce Naruto. Są tam różne zdjęcia, konkursy i zabawy ;)

https://m.facebook.com/profile.php?id=513903132057421&refsrc=https%3A%2F%2Fpl-pl.facebook.com%2Fpages%2FNaruto-forever%2F513903132057421

niedziela, 21 lutego 2016

Rozdział 5

ZBIERAM ZAMÓWIENIA NA ONE-SHOT Z NARUTO. Obudziły mnie promienie słońca, które wpadały  do mojego pokoju. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 8:30. Usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się niczym kot. Chętnie bym jeszcze trochę pospała, ale mam sporo rzeczy do zrobienia. Jęknęłam na znak dezaprobaty i pościeliłam łóżko. Przebrałam się w zwykły strój, ale umieściłam w nim również różnego rodzaju broń. Nigdy nie wiadomo, co się może zdarzyć. Będąc w łazience spojrzałam w lustro. Przez noc z moich włosów zrobiła się jakaś szopa. Wzięłam szczotkę i przeczesałam czarne włosy, sięgające połowy pleców. Po chwili zeszłam do kuchni, żeby zrobić sobie śniadanie. Nalałam mleko do miski i wsypałam płatki. Zawsze piję zimne mleko. Zaczęłam jeść, jednocześnie przeglądając jakieś czasopismo. Gdy skończyłam, udałam się na targ. Itachi musi coś jeść. Ja zresztą też. Kupiłam świeżego kurczaka, owoce, warzywa, mleko, jajka, masło i śmietanę. Wzięłam też czekoladę. Wracając do domu napotkałam Takumi'ego, który kłócił się z Naruto. Poszło chyba o wczorajszy pojedynek.
- Takumi! Naruto! Co wy wyprawiacie?
- On twierdzi, że jest ode mnie lepszy! Przecież był remis! - Oburzył się Uzumaki.
- Nieprawda! To ty cały czas przechwalasz się jaką to masz świetną wolę walki! - Zaprotestował Senju.
- Ech... Wczorajszy pojedynek zakończył się remisem. To prawda, że uderzenie Takumi'ego jest lepsze, niż twoje, Naruto - Zwróciłam sie do blondyna.
- Ha! - Napuszył się Takumi.
- Jednakże, gdybyś to ty oberwał od Naruto, prawdopodobnie nie podniósłbyś się i pogodził z przegraną, a Naruto mimo bólu walczył dalej. Jesteście od siebie różni. Oboje macie wady i zalety. Nie będę was porównywać, bo do niczego nie dojdę. Zrozumiano?
- Taaak. - Powiedzeli chórem chłopcy.
- Jeśli jeszcze raz zobaczę, że się o to kłócicie, będziecie musieli zrobić 2000 pompek. - Uśmiechnęłam się wrednie.
- ILE?! Dwa tysiące? -Wykrzyknął Uzumaki.
- Owszem, więc radzę wam uważać. - Powiedziałam, poczym odwróciłam się i skierowałam w stronę domu. Musiałam heszcze ugotować obiad i poćwiczyć. Pilnowanie tej trójki geninów, to niełatwe zadanie. Nie dziwię się Kakashi'emu, że wziął sobie kogoś do pomocy. Za dużo gadania, za mało robienia! - Skarciłam się w myślach i zabrałam się do obrabiania kurczaka, ktorego posiekałam w drobne kawałki. Ugotowałam ryż oraz pokroiłam warzywa. Mięso wrzuciłam do garnka wraz z warzywami i doprawiłam do smaku. W tym czasie ryż nabrał odpowiedniej miękkości i był gotowy do spożycia. Po pół godzinie kurczak w warzywach również był gotowy. Nałożyłam obiad na talerze i wyjęłam sztućce. Itachi miał być w domu o wpół do pierwszej, a tymczasem dochodziła druga po południu. Te rozmyślania przerwał szczęk otwieranego zamka.
- Oho. O wilku mowa. - Pomyślałam.
- Wróciłem! - Odkrzyknął Uchiha z sąsiedniego pomieszczenia.
- Spóźniłeś się... Chodź, bo wystygnie. - Zawowłałam kuzyna na obiad.
- Specjalnie czekałaś na mnie z obiadem? - Wyszczerzył się Itachi.
- Chyba śnisz! To był czysty przypadek.
- Ja i tak wiem swoje. - Powiedział i poszedł do łazienki umyć ręcę oraz zdjąć tradycyjny strój ANBU. Wrócił po kilku minutach.
- Jak misja? - Spytałam.
- Dobrze, wszystko przebiegło zgodnie z planem. Wybacz, ale nie mogę zdradzić ci szczegółów. Słyszałem, że zostałaś zastępcą Kakashi'ego? Musi mieć do ciebie zaufanie.
- To prawda, miał w zamian zdjąć maskę.
- Nie zdjął? - Zainteresował się Itachi.
- Zdjął, ale pod spodem miał drugą...
- Można by się tego po nim spodziewać. W końcu to legendarny Kakasi Hatake! - Roześmiał się Uchiha. Resztę posiłku zjedliśmy, rozmawiając o błahostkach. Wieczorem miałam jeszcze udać się do Hokage. Pomachałam Itachi'emu na pożegnanie i wyszłam z mieszkania. Szłam krętymi uliczkami dzielnicy Uchiha. Doszłam na miejsce spóźniona. Pobiegłam po schodach, wymijając po drodze zdziwionego Kotetsu.
- Spieszę się! - Krzyknełam przez ramię, na co ten wzruszył ramionami i powrócił do wykonywania poprzedniej czynności, czyli noszenia jakichś papierów. Zdyszana dotarłam pod drzwi gabinetu Hokage. Wziełam kilka głębokich wdechów i zapukałam.
- Proszę. - Usłyszałam głos Trzeciego, dobiegający zza drzwi. Uchyliłam je i wślizgnełam się do środka. Stanęłam naprzeciwko Sarutobiego, a ten odrzekł poważnym głosem:
- Ashley Uchiha. Mam dla ciebie trudną misję rangi A. Miałem na nią wysłać twojego kuzyna, Itachi'ego, ale on dopiero co wrócił z misji ANBU. Twoim partnerem będzie członek klanu Hyūga, posiadajacy Byakugana. Z tego co wiem, dobrze wam się razem pracowało na treningu. Misja polega na dostarczeniu zwoju do Tsuchikage. Musicie bardzo uważać, bo ninja z Wioski Mgły będą chcieli przechwycić tą wiadomość.
- Kiedy mamy wyruszać? - Spytałam, lekko zaniepokojona trudnością misji.
- Dzisiaj w nocy. Przekażę wam zwój i opuścicie wioskę. Neji Hyūga już wie. Będzie na ciebie czekał przed głównym wyjściem o drugiej w nocy.
- Jeśli to już wszystko, to ja już pójdę.
- Oczywiście, przygotuj się. - Przyznał mi rację Trzeci. Wyszłam z gabinetu i postanowiłam udać się do domu na skróty. Jak na prawdziwego shinobi przystało, wspiełam się na drzewo i skoczyłam na sąsiedni budynek. Skakałam po dachach, aż znalazłam się na dachu swojego domu.
-Dwa razy szybciej niż poprzednio. - Stwierdziłam w myślach. Weszłam do domu tylko po to, aby zmienić ekwipunek.
- Jakaś misja? - Zapytał Itachi, opierając się o framugę.
- Taaa.
- Sprecyzujesz?
- Za godzinę wyruszam z Nejim do Wioski Kamienia, żeby dostarczyć zwój do Tsuchikage. Mamy uważać na ninja z Mgły. - Powiedziałam nawet się nie odwracając.
- Hmm... Taka misja dla świeżo upieczonego chūnina? - Spytał podejrzliwie Uchiha.
- Tak. Z założenia Trzeciego to ty miałeś dostać tą misje, ale w miedzyczasie pojawiły się komplikacje, bo musiałeś pilnie wyruszyc na misje jako członek ANBU. Do tej misji potrzebny jest Sharingan, żeby móc sprawdzić, czy zwój nie został podmieniony podczas walki. Neji pochodzi z klanu Hyùga, więc jest posiadaczem Byakugana. Z racji tego, że ostatnim razem dobrze nam się współpracowało, Trzeci postanowił nas przydzielić do tej misji.
- To zbyt niebezpidczne! Porozmawiam z Hokage i pójdę na tę misję zamiast ciebie. - Zapropnował Itachi, szykując się do wyjścia.
- Nie! Itachi, stój! -Szarpnęłam go za ramię i przygwoździłam do ściany. Zaskoczony Uchiha już miał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
- Dam sobie radę! Jestem już chūninem, a poza tym dobrze się dogaduję z Nejim. Ty jesteś wykończony po misji. - Itachi już miał zaprotestować, ale nie dałam mu dojść do głosu.
- Wiem, że się o mnie martwisz, ale jestem już wystarczająco duża. Gdyby Trzeci uznał, że sobie nie poradzę, to nie przydzieliłby mi tej misji.
- Ech... niech ci będzie. Uważaj na siebie. - Wstchnął Itachi, poczym mocno mnie do siebie przytulił. Odwzajemniłam uścisk, wtulajac sie w jego klatke piersiową. Spojrzałam kątem oka na zegarek i odsunełam się od kuzyna. Nie chciałam sie spóźnić.
Neji już czekał pod bramą.
- Yo, Neji! Idziemy?
- Tak. Musimy utrzymywać w miarę szybkie tempo... BYAKUGAN! - Krzyknął Neji, składając dłonie w pięczęć. Wokół jego oczu pojawiły się żyłki. Skakaliśmy po drzewach już dobrą godzinę. Nagle Hyūga krzyknął:
- Ashley, za tobą!
- Odweróciłam się, wyjmując jednocześnie kunai z rękawa. Za mną biegło trzech shinobi z Wioski Chmury. Jeden z nich rzucił kilka kunai z doczepionymi notkami wybucjowymi w moją  stronę. Odbiłam je, ale jedna z nich wybuchła tuż przede mną. Na szczęście Neji w porę zareagował odpychając mnie w bok. Kiwnęłam mu tylko głową na podziękowanie, gdyż nie mieliśmy czasu na rozmowę. Zajęłam się tym z prawej strony. Rzuciłam w jego stronę shurikenem, poczym wykonałam kilka pieczęci. Broń sklonowała się. Mój przeciwnik nie spodziewał się tego. Jeden z nich trafił go w ramię, rozcinając przy tym jego bluzę. Trochę krwi skapnęło na ziemię. Tymczasem Neji walczył z pozostałymi ninja. Odpierał ataki obydwu napastników, lecz jego ruchy były coraz bardziej chaotyczne, a uderzenia mniej precyzyjne. Postanowiłam użyć mojej tajnej broni. Wyciągnęłam zza pasa katanę. (japoński miecz jednoręczny) Podczas treningów z Kakashim ten kładł spory nacisk na umiejętność władania mieczem. Zamachnęłam się, chroniąc Neji'ego przed shinobi z Mgły. Hyūga zdziwił się, że potrafię używać takiej broni, ale nic nie powiedział. Skupiliśmy się na walce. Zaraz! Coś tu nie pasuje. Atakowało nas trzech shinobi, a teraz jest ich dwóch...
- Pod nami! - Krzyknął posiadacz Byakugana. Odskoczyłam w bok w samą porę, bo z miejsca, w którym stałam wyłonił się wrogi ninja. Lecz to nie był ten sam, co na początku. Ten miał czarne, postawione włosy oras bandaż na twarzy. W ręku trzymał ogromny miecz. Krzyk wydarł sie z mojego gardła. Przecież to był ten słynny Zabuza, jeden z mistrzów miecza. Z moją kataną nie miałam żadnych szans. Sadząc po minie Neji"ego on równiż wiedział kim był ów przeciwnik. Na drzewie za nami pojawił się jakiś chłopak drobnej budowy z długimi włosami.
- Haku! Ile można czekać? - Zdenerwował sie Zabuza.
- Przepraszam Zabuza-san! - Odkrzyknął wystraszony chłopak, który po chwili rzucił igłami w moim kierunku.
- Kuso! Nie uniknę wszystkich broni. Jest ich za dużo. -Pomyślałam. Zrobiłam unik, ale kilka igieł wbiło sie w moje ręcę, nogi oraz bok.
- Ashley! - Zawołał przerażony Neji. Może Itachi miał racje i rzeczwiście ta misja jest dla mnie za trudna? Ale skąd miałm wiedzieć, że pojawi sie jeden z mistrzów miecza? Gdy kolejne igły leciały w moja stronę, bez problemu ich uniknełam, a dopiero chwilę później wbiły się one w ziemię. Jak to możliwe? Spojrzałam zdziwiona na chłopaka, który krzyknął:
- Zabuza-san, ta dziewczyna posiada Sharingana!
- Poradzisz sobie, Haku. - Odparł shinobi z mgły walcząc z Neji'm, który nie miał najmnniesych szans. Postanowiłam uciec do ostatecznego rozwiązania. Wyjęłam zwój z kieszeni i położyłam go na ziemi.
- KATON-GYOKAKU NO JUTSU! - Krzyknełam, poczym nabrałam powietrza w płuca. Z moich ust wydobyła się ogromna kula ognia, która spaliła zwój na popiół. Wściekły Zabuza ryknął i rzucił się na mnie, wymachując swoim mieczem. Trafił mnie, raniąc przy tym moją rękę. Rana była głęboka. Upadłam na kolana, trzymając się za ramię. Zabuza nie zwracał na to uwagi. Przecinał mieczem powietrze. Tymczasem Neji biegł w moim kierunku, ale zatrzymała go trójka shinobi, która nas zaatakowała. Zagrodzili mu drogę, nie pozwalając na dotarcie do mnie. Byłam zdana tylko iwyłącznie na siebie. Mistrz miecza zranił mnie w nogę. Z mojej łydki trysła krew. Kolejnje cięcie. Tym razem trafił w lewy bok. A więc tak mam zginąć? Zabawne. Nie wykonałam misji, może to nawet lepiej? Zabuza miał wykonać ostateczy cios. Podniósł miecz do góry, ale w tym samym czasie rozległ się krzyk tego chłopaka, Haku.
- Zabuza-san! Te skały zaraz się zawalą! Faktycznie. Wielkie głazy zaczęły staczać się po zboczu, rujnując przy tym drzewa. Zabuza podszedł zniesmaczony do Haku, który jakąś nieznaną techniką przeniósł ich w inne miejsce. Pozostała trójka shinobi z mgły pobiegła lasem. Nie byłam w stanie sie ruszyć. Ostatnie co pamiętam, to Neji'ego, który wziął mnie na plecy i uciekł od walących się skał.
Jeśli ci się podoba, skomentuj. Konstruktywna krytyka i rady mile widziane :)
Tak wygląda Ashley :D



sobota, 20 lutego 2016

Rozdział 4

Rozdział dedykuję Alanowi Orlikowskiemu :D Jest dwa razy dłuższy, niż normalnie.

Przechadzałam się ulicami Wioski Liścia. Ostatnim razem było u mnie nudno. Itachi miał wrócić dopiero jutro, a najbliższy trening z Kakashim mam dopiero za kilka dni. Kusi mnie, żeby go poprosić o dodatkowe lekcje, ale nie chcę być natrętna. Ma swoje życie prywatne i musi wykonywać misje, a do tego jest jouninem nadzorującym… Właśnie! Muszę się go spytać  o skład drużyny. Ciekawe, kto mu się trafi w tym roku. Podobno nikt oprócz mnie i Neji’ego  nie przeszedł wcześniej tego testu z dzwoneczkami. Skierowałam się do starszej części Konohy, w której to mieszkał szarowłosy. O ile dobrze pamiętam Kakashi mieszkał w białym domku na końcu ulicy. Zapukałam do drzwi, w których po kilku minutach pojawił się Hatake. Był ubrany w zwykły, codzienny strój. Miał na sobie białą, lnianą koszulę, podwiniętą do łokci oraz czarne spodnie.
- Ashley? Chciałaś coś? – Zapytał lekko zdezorientowany Kakashi.
- Witaj, sensei. Przyszłam spytać  o twoją nową drużynę.
- Jasne, wejdź. – Uśmiechnął się ciepło i przepuścił mnie w drzwiach. Weszłam do jego mieszkania. Było urządzone tak, jak większość mieszkań w tej części wioski, czyli w starszym stylu. Usiadłam na fotelu naprzeciwko mojego nauczyciela, który aktualnie przygotowywał w kuchni poczęstunek. Zapach świeżo parzonej kawy dało się wyczuć w całym domu.
- Jaką pijesz? Z mlekiem?
- Zwykłą, bez cukru, poproszę.
Po chwili Kakashi wszedł do salonu niosąc dwa, parujące kubki z kawą oraz talerzyki z ciastem w drugiej ręce. Nakrył do stołu i rozsiadł się wygodnie w fotelu, popijając wcześniej przygotowany napój.
- Pytałaś się o skład mojej nowej drużyny, tak? - Skinęłam tylko głową, a Hatake kontynuował:
- W tym roku moimi podopiecznymi zostaną Haruno Sakura, Uzumaki Naruto oraz Takumi Senju. – Ledwo skończył zdanie, a ja zaczęłam się niekontrolowanie śmiać. Ten patrzył na mnie jak na wariatkę. Złapałam się za brzuch, który rozbolał mnie od śmiechu. Dopiero po dłuższej chwili się uspokoiłam.
- Przepraszam, po prostu fajna ci się drużyna trafiła. Nie ma co. Różowowłosa dziewczynka, nadpobudliwy dzieciak i prawnuk drugiego Hokage.  Chyba podpadłeś Trzeciemu, że ci dał takich dzieciaków do pilnowania. – Znowu się roześmiałam, ale tym razem dołączył do mnie Kakashi.
- Masz rację. Będzie z nimi niemały kłopot. Szczególnie z Naruto. W Akademii cały czas psocił, a na dodatek jest zakochany w Sakurze, która nie zwraca na niego najmniejszej uwagi, bo jest zapatrzona w Takumi’ego. Tego z kolei nic nie obchodzi. Najważniejsza jest dla niego siła, gdyż chce pokonać swojego pradziadka, Tobiramę Senju. Ech… - Westchnął Kakashi. Przez chwilę panowała niezręczna cisza, przerywana odgłosem, jaki wydają widelce po zetknięciu z porcelanowym talerzykiem. W końcu jounin się odezwał:
- Słuchaj, Ashley. Chciałbym cię prosić o przysługę. – Spytał szaro włosy. Widać, że długo zastanawiał się, czy mnie o to poprosić, czy dać sobie spokój.
- Tak? – Spytałam ciekawa. Czego on może ode mnie chcieć?
- Znasz już skład mojej drużyny i wiesz, że będzie z nią spory kłopot. Nie wiem, czy podołam sam temu zadaniu, jakim jest upilnowanie trójki geninów.  Chciałem spytać, czy zechciałabyś zostać moim asystentem? Masz predyspozycje, do bycia liderem, a to mogłoby pomóc ci rozwijać się w tym kierunku. Ja nie mogę uczestniczyć we wszystkich misjach drużyny siódmej, bo jestem byłym członkiem ANBU, więc muszę wykonywać również misje rangi  S. Oczywiście, jak nie chcesz, to nie będę cie zmuszać… Chociaż trochę byś mnie odciążyła, ale ty też przecież masz swoje obowiązki… - Kakashi zaczął się gubić. Z jednej strony chciał, żebym mu pomogła, ale z drugiej strony było mu głupio.
- Dobrze, ale pod jednym warunkiem.
- N-naprawdę? Dzięki Ashley! Już myślałem, że się nie zgodzisz. – Wykrzyknął uradowany.
- Zgodzę, się ale jest jeden warunek. – Powiedziałam podstępnie.
- Jaki?
- Zdejmij maskę.  – Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc zdziwioną minę sensei’a. Zatkało go. Nawet podczas jedzenia ciasta i picia herbaty robił to tak szybko, że nie sposób było zobaczyć jego twarz. Cholernie mnie ciekawiło, co on pod nią ukrywa.
- Niech ci będzie… - Złapał powoli górną część maski i zdjął ją jednym ruchem. Z wrażenia, aż spadłam z fotela. Nic dziwnego. Każdy na moim miejscu by się tak zachował. Kto NORMALNY nosi dwie maski? Myślałam, że będę pierwszą osobą w całej wiosce, albo nawet w całym kraju Ognia, która widziała twarz Kopiującego Ninja. Mój wyraz twarzy musiał być naprawdę zabawny, bo Hatake zaczął się śmiać. Pozbierałam się z podłogi i usiadłam spowrotem na fotelu. Naburmuszyłam się i podwinęłam nogi pod kolana, nie odzywając się więcej do jounina. który zwijał się ze śmiechu.
- Przezorny zawsze ubezpieczony. – Odparł Kakashi pomiędzy salwami śmiechu. Popatrzyłam na niego jak na idiotę, ale nadal nic nie powiedziałam. W końcu, gdy szarowłosy  się trochę uspokoił powiedział:
- Rozchmurz się, Ashley! Od dzisiaj zostaniesz zastępcą kapitana drużyny siódmej. Trochę przydługi ten tytuł nie uważasz? – Widząc moje mordercze spojrzenie, kontynuował swój monolog.
- Obiecuję, że będziesz pierwszą osobą, która zobaczy moją twarz, ale jeszcze nie teraz. – Jounin wstał i zabrał naczynia ze stołu. Nie odzywałam się jeszcze kilka minut, ale w końcu spytałam:
- Kakashi-sensei? Kiedy mamy spotkanie z Naruto, Takumim i Sakurą? – Hatake spojrzał na zegar wiszący w kuchni i powiedział spokojnie:
- Tak właściwie, to spotkanie trwa już od dobrych dziesięciu minut.
- Słucham?! Przecież nadal jesteśmy w codziennych strojach! Muszę się przebrać w coś odpowiedniego do walki! Czemu nie powiedziałeś mi wcześniej? I czemu do jasnej cholery tak spokojnie czytasz tą książkę? Kuso!*
- Ponieważ aktualnie akcja stoi w miejscu. – Wyrwałam mu książkę z rąk i spojrzałam na okładkę, na której widniał tytuł „Eldorado Flirtujących.”
- CO TY CZYTASZ SENSEI?!
- Ashley, spokojnie. Spóźniam się celowo na to spotkanie. Chcę zobaczyć jak zareagują na to opóźnienie. To przetestuje ich cierpliwość. Jeśli któreś z nich zrezygnuje i pójdzie do domu, to oznacza, że nie nadaje się na shinobi. Na wielu misjach musimy cierpliwie czekać nawet przez kilka godzin, a dopiero później zaatakować. – Wyjaśnił Kakashi, po czym wyjął mi książkę z dłoni i powrócił do czytania lektury.
- A co ze spotkaniem ze mną?
- Nie miałem zamiaru się wtedy spóźnić, bo wiedziałem, że potrafisz wytrzymać kilka godzin w bezruchu. Czytałem przebieg jednej z twoich misji rangi B, w której musiałaś czekać cztery godziny, siedząc na drzewie, obserwując przeciwników, tak by cię nie zauważyli. Potem wykradłaś im zwój i wróciłaś do Wioski Liścia.
- Niech ci będzie. Masz trochę racji, ale ile czasu masz zamiar się spóźnić?
- Jakieś dwie – trzy godzinki.
- Wrrr…
- Ashley, nie zabij mnie tu tylko. Jak chcesz mogę ci pożyczyć pierwszy tom serii „Eldorado Flirtujących.”  Umili ci to czas. Co ty na to? – Spytał Hatake, nie odrywając wzroku od lektury.
- Nie, dziękuję. Nie jestem pełnoletnia. – Odburknęłam.
- Rzeczywiście. W takim razie, może udamy się na miejsce zbiórki i poobserwujemy naszych podopiecznych? – Zaproponował jounin.
- Dobry pomysł, sensei!  Zobaczymy, kto jest najcierpliwszy. – Ucieszyłam się na myśl, że Kakashi oderwie się wreszcie od tej zboczonej książki.
- Dobra, to ja idę na górę przebrać się w coś wygodniejszego na trening. Ty też się przebierz. Spotkajmy się pod budynkiem Akademii za dwadzieścia minut. A, i jest jeszcze jedna sprawa. Jako mój zastępca nie możesz się do mnie zwracać „sensei,” bo Naruto, Takumi i Sakura mogliby nie traktować cię poważnie. Lepiej mów mi „senpai.”**
- Dobrze… senpai, a teraz chodźmy. Jestem ciekawa, czy Naruto wytrzyma.  – Uśmiechnęłam się i wstałam od stołu. Kakashi odprowadził mnie do drzwi, a potem udał się do swojego pokoju, żeby się przebrać. Ja również udałam się do swojego domu. Całe szczęście, że dzielnica Uchiha jest położona niedaleko starszej części mieszkalnej Wioski Liścia. Szybko znalazłam się w swoim mieszkaniu. Założyłam to, co zawsze zakładam na trening i misje, czyli spodnie z wieloma kieszeniami i bluzkę z logo klanu Uchiha. Oczywiście nie zabrakło czarnej peleryny, która ułatwia kamuflaż, a do tego chroni przed zimnem i jest wodoodporna. Schowałam jeszcze tylko parę kunai i shurikenów. Byłam gotowa na spotkanie z drużyną siódmą.
Dotarłam na umówione miejsce po kilku minutach. Kakashiego jeszcze nie było. Wskoczyłam na drzewo i ukryłam się pośród liści. Z tego miejsca miałam doskonały widok na trójkę geninów, jednocześnie mając pewność, że żadne z nich mnie nie zauważy. Oparłam się o pień drzewa i ułożyłam się wygodnie. W tej chwili za moimi plecami pojawił się Hatake. Zaskoczona krzyknęłam, ale na szczęście szarowłosy stłumił dźwięk zakrywając mi ręką usta. Podniósł palec wskazujący do ust, dając mi do zrozumienia, żebym była cicho. Dopiero, gdy skinęłam nieznacznie głową opuścił rękę, poczym wskazał mi Takumi’ego, który rozglądał się dookoła. W ręku trzymał kunai. Ciszę przerwał krzyk Uzumaki’ego.
-Ile można czekać? Spóźnia się już dwie godziny! W tym czasie mógłbym zjeść jedenaście misek Ramenu! – Skarżył się Naruto. Można powiedzieć, że dzięki niemu prawnuk Drugiego Hokage nas nie zauważył. Trzeba przyznać, że dzieciak był wyjątkowo czujny. W tym czasie Sakura siedziała na kamieniu, przebierając nogami w powietrzu. Wpatrywała się w Takumi’ego  rozmarzonym wzrokiem. Przewróciłam oczami. Taka dziewczyna będzie beznadziejna w walce. Jest rozkojarzona, a do tego ma nieodpowiedni strój. Sukienka ogranicza ruchy, a poza tym nie ma w niej miejsca na broń. Nie wspominając o czerwonym kolorze, który nie pozwoli jej sięskutecznie kamuflować. Moim zdaniem nie nadaje się na kunoichi, chociaż to może być mylne pierwsze wrażenie. Trzeba by zwrócić się do Trzeciego o pomoc, bo dziewczyna mogłaby ewentualnie zostać medykiem. Będę musiała o tym porozmawiać z Kakashim. Odwróciłam się z zamiarem spytania go, co o tym sądzi, lecz Hatake zamiast obserwować swoich podopiecznych czytał swoją książkę. Widać, że mu się spodobała, bo nie mógł oderwać od niej wzroku. Zawsze wydawało mi się, że słynny Kopiujący Ninja jest porządnym człowiekiem, ale sądząc po tym co czyta nie może być to prawdą. Odchrząknęłam, ale nie zwrócił na mnie uwagi. Zacisnęłam ręce w pięści i próbowałam się uspokoić. Zamknęłam oczy i policzyłam do dziesięciu, ale widząc, że Kakashi się rumieni, nie wytrzymałam. Zrzuciłam go z drzewa. Nieco zdezorientowany jounin znalazł się na ziemi. Zeskoczyłam z drzewa i stanęłam obok niego z założonymi rękami. Wzięłam książkę do ręki i zerknęłam na stronę, na której skończył czytać. Na moich policzkach wykwitł dorodny rumieniec. Jak można czytać coś takiego?! Pacnęłam go książką w głowę, tak, jak zrobił mi to, gdy się pierwszy raz spotkaliśmy. Oddałam mu książkę i dopiero w tym momencie zdałam sobie sprawę, z tego, że nie jesteśmy sami.
- Wow! To było super, onee – san!*** - Wykrzyknął uradowany Naruto.
Kakashi wstał i otrzepał się z ziemi. Uśmiechnął się głupio i podrapał w tył głowy, chcąc złagodzić sytuację. Takumi patrzył na mnie z uchylonymi ustami, a Sakurę bardziej obchodził Senju, niż to całe zajście.
- No dobrze. Nazywam się Kakashi Hatake i będę od dzisiaj waszym opiekunem. Na początek przedstawcie się i opowiedzcie trochę o sobie. Co lubicie robić, a czego nie? Jakie są wasze marzenia? – Zaczął rozmowę szarowłosy.
- Ja nazywam się Ashley Uchiha i jestem asystentem Kakashi’ego, a zarazem jego zastępcą. – Przedstawiłam się grzecznie i skinęłam głową na Naruto, dając mu tym samym znak, żeby kontynuował.
- Jestem Naruto Uzumaki! Lubię ramen! Nie lubię Takumi’ego, a moim marzeniem jest zostać Hokage! Ashley, to jest moja najlepsza przyjaciółka! Jedliśmy razem ramen.– Krzyknął blondyn.
- Nazywam się Sakura Haruno i lubię Takumi’ego, a nie znoszę Naruto! Moim marzeniem jest… - Spojrzała znacząco na Senju, który lustrował mnie wzrokiem.
- Takumi Senju. Moim marzeniem jest przewyższenie mojego pradziadka, Drugiego Hokage. Nie lubię Naruto i Sakury. – Powiedział znudzony chłopak. Kakashi  oznajmił, że nasz pierwszy trening to będzie tradycyjny sparing.  Wyjaśnił zasady i wylosował przeciwników.
- Na pierwszy ogień idą Naruto oraz Takumi! Dajcie z siebie wszystko. – Powiedziałam, chociaż znałam wynik walki. Oczywistym  było, że Takumi wygra, chociaż blondyn posiadał większy potencjał, to na chwilę obecną nie miał szans z prawnukiem Tobiramy. Naruto podwinął rękawy bluzy i stanął naprzeciwko kolegi, który ustawił się w pozycji bojowej, jakiej uczyli w akademii. Tymczasem Sakura ćwiczyła rzucanie shurkienami wraz z Kakashim, który pokazywał jej, jak rzucać prawidłowo. Różowowłosa przeważnie trafiała w zewnętrzne okręgi tarczy. Musiała jeszcze wiele się nauczyć, ale nie było najgorzej.
- Na pewno wygram! – Przechwalał się Naruto.
- Zobaczymy. – Zbył go Takumi, poczym zaatakował blondyna. Uzumaki nie spodziewał się tak nagłego ataku, cios Senju trafił go w odsłoniętą klatkę piersiową. Chłopak upadł, trzymając się kurczowo za serce. Takumi odwrócił się i odszedł. Już miałam przerywać walkę, ale zdarzyło się coś niespodziewanego.  Naruto wstał o własnych siłach, nadal się chwiejąc, po czym rzucił się na Takumi’ego z impetem powalając go na ziemię. Zaskoczony brunet nie zdążył zareagować  i został przygnieciony przez przeciwnika. Senju próbował się wyrwać, ale Uzumaki trzymał go mocno, nie pozwalając na wykonanie jakiegokolwiek ruchu. Nagle Naruto złapał się za serce, gdzie uderzył go Takumi i zaczął kaszleć. Puścił rywala i uklęknął na ziemi. Podeszłam do niego, ale o dziwo uprzedził mnie prawnuk Drugiego, który podał rękę blondynowi i pomógł mu wstać. Uzumaki  wyciągnął do kolegi z drużyny dwa palce, mające symbolizować znak pokoju. Senju uczynił ze swojej strony to samo. 
- Pojedynek zakończony remisem! Takumi, twoje uderzenie było zarówno silne, jak i precyzyjne, ale musisz pamiętać, żeby nigdy nie odchodzić, zostawiając przeciwnika, który jeszcze żyje. Musisz się mieć na baczności. Naruto, twój początek był nie najlepszy, dałeś się zaskoczyć i nie zrobiłeś uniku, ale muszę pochwalić twoją wolę walki. Obu wam gratuluję. – Powiedziałam, poczym  zawołałam szarowłosego.
- Kakashi-senpai! Długo jeszcze?
- Nie, już skończyliśmy. Kto wygrał? – Spytał jounin, podchodząc do nas. Opowiedziałam mu przebieg walki, a ten podzielił moje zdanie.

- Dobra robota, chłopaki. Naruto, pójdź do szpitala, żeby jakiś medyk sprawdził, czy wszystko z tobą w porządku, a wy możecie już iść. – Powiedział Hatake, spoglądając na Takumiego i Sakurę, która była zmęczona swoim pierwszym treningiem pod okiem jounina. Naruto skierował się w stronę szpitala, a reszta drużyny rozeszła się do swoich domów. Ja nie byłam wyjątkiem. Powlokłam się do dzielnicy Uchiha. Zaczęło się ściemniać. Wyjęłam klucz z kieszeni i otworzyłam drzwi wejściowe. Wyjęłam sushi, które znalazłam w lodówce i zabrałam się do jedzenia. Muszę jutro pójść na zakupy.  Nie mam co ugotować na obiad, a Itachi jak wróci z misi, będzie pewnie zmęczony i głodny. Pozmywałam naczynia i weszłam po schodach na górę. Postanowiłam się zrelaksować, więc nalałam gorącej wody do wanny i wlałam olejek kokosowy. W łazience unosił się zapach świeżych kokosów. Zdjęłam pelerynę i powiesiłam ją w szafie, a resztę ubrań wrzuciłam do pralki. Weszłam do wody i zanurzyłam się całkowicie. Leżałam tak ponad godzinę. W końcu ubrałam koszulę nocną, umyłam zęby i położyłam się wygodnie na łóżku, obserwując księżyc. Była pełnia.

*Kuso - Cholera
**Senpai - Starszy kolega
***Onee-san - Starsza siostryczka
Takumi Senju jest wymyśloną przeze mnie postacią, ale to NIE JEST KOPIA SASUKE! Gdyby nie rumieńce, mógłby z wyglądu przypominać Nawaki'ego, brata Tsunade.
Jeśli ci się spodobało, to skomentuj ;) Będzie mi miło, ale jak nie chcesz, to nie zmuszam...

czwartek, 18 lutego 2016

Rozdział 3

Dzisiaj jest wtorek, więc wstałam o świcie i założyłam na siebie coś wygodnego z miejscem na różnego rodzaju bronie. Ubrałam spodnie z wieloma kieszeniami, w których schowałam shurikeny i kilka kunai oraz bluzkę z logo klanu Uchiha na plecach. Na ramiona zarzuciłam czarny płaszcz, który sięgał mi do kostek. Schowałam jeszcze podręczną apteczkę i założyłam ochraniacz na czoło. Byłam gotowa na trening z Kakashim. Dochodziło wpół do dziewiatej. Miałam jeszcze trochę czasu, więc postanowiłam pójść na grób Shisui'ego. Kupiłam wiązankę kwiatów w kwiaciarni Yamanaka i udałam się na cmentarz. Zanim doszłam do grobu brata minęło troche czasu, gdyż znajdował się on na samym końcu cmentarza. Prawdopodobie Itachi był tutaj przed wyruszeniem na misję, bo na marmurowej tablicy nie było widać kurzu, ani zwiędłych liści. Wyjęłam z wazoniku stare tulipany i włożyłam na ich miejsce kilka krokusów. Pamiętam, że kiedyś leżeliśmy na łące pełnej kwiatów, ale to krokusy podobały się Shisui'emu najbardziej. Westchnęłam tylko na wspomnienie czasów, gdy wszystko było kolorowe, a na świecie nie było żadnych zmartwień. Ni stąd ni z owąd poczułam czyjąś dłoń na ranieniu. Odwróciłam się i ujrzałam Kakashiego, który najwidoczniej rówież odwiedzał czyjś grób, bo w jego oczach można było dostrzec cień smutku, ale on szybko zastąpił go sztucznym uśmiechem.
- Chodź Ashley. Mamy przecież teraz trening, prawda?
- A tak. Trochę się zamyśliłam.
- Nie szkodzi. Głowa do góry! Nie po to Shisui szkolił cię na shinobi, żebyś teraz się nad sobą użalała. Twój brat wolałby patrzeć jak sie rozwijasz, niż jak chodzisz zdołowana.
- Ma pan rację. Gdzie mamy ten trening? - Zapytałam już weselszym głosem. Sensei miał rację. Postaram się zostać jak najlepszym ninja, bo tego w końcu chciał Shisui. Cieszyłam się na myśl o treningu z kimś,kto jest uznawany za geniusza. Ciekawe, kto go uczył. Muszę go kiedyś o to zapytać. Doszliśmy na pole treningowe po dziesięciu minutach. Usłyszałam świst, jaki wydawał shuriken podczas rzutu. Odwróciłam się w kierunku, z ktorego dobiegał dźwięk i wysunęłam kunai z rękawa. Miałan rację to shuriken. Odbiłam go i zaczęłam szukać wzrokiem przeciwnika. Zza drzewa wyłonił się Kakashi.
- Kakashi - sensei! Co to miało być? - Krzyknęłam oburzona.
- Sprawdzałem twój czas reakcji. - Powiedział lekko zmieszany.
- Rozumiem. Już myślałam, że ktoś się w pana przemienił. Chociaż gdyby tak sie stało prawdopodobnie bym zauważyła.
- Zanim zaczniemy trening musisz sobię znaleźć partnera.
- Hę? To nie bedziemy trenować we dwójkę?
- Bedziemy, ale na dzisiejszych zajęciach będziesz walczyć ze mną, a do tego potrzebny ci będzie partner.
- Itachi jest na misji. Nie znam nikogo, kto mógłby być moim partnerem! Ci z mojej klasy tylko  by mi przeszkadzali. Kuso!
- Spokojnie. Może ktoś ze starszego rocznika? Mój przyjaciel ma pod opieką trójkę shinobi i z tego co wiem mają teraz trening. Spytaj się któregoś z nich. - Poradził Hatake.
- Zaraz wracam. - Jeśli Kakashi mówił prawdę powinnam udać się na sąsiednie pole treningowe. Faktycznie, było słychać stamtąd odgłosy walki. Trójka shinobi walczyła przeciwko jouninowi. Jeśli mnie pamieć nie myli ich sensei specjalizuje się w tajustsu.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale mam teraz trening  z Kakashim - sensei i potrzebuję partnera do walki z nim. On polecił mi udanie sie do swojego przyjaciela, Mighto Guy'a.
- Kakashi nazwał mnie swoim przyjacielem? - Ucieszył się Guy, poczym rozpłakał.
- Oh, Lee! - Zawołał do swojego ucznia ubranego w taki sam strój.
- Oh, Guy - sensei! - Krzyknał Lee i zaczął płakać wraz ze swoim nauczycielem.
- Przepraszam cię za nich. Oni tak zawsze. Jak chcesz, to mogę być twoim partnerem. Neji Hyūga. - Chłopak wyciagnął rękę na przywitanie. Uścisnęłam ją i również się przedstwiłam.
- Ahley Uchiha. Bedzię mi bardzo miło. - Uśmiechnęłam się serdecznie.
- Mi również. To jest Tenten. Moja koleżanka z drużyny.
- Cześć, jestem Ashley. Pożyczam Neji'ego na dzisiaj.
- Jasne bierz, tylko uważaj, bo czasanmi gryzie. - Zaczęłyśmy się śmiać z Hyūgi, który był lekko zdesorientowany.
Pod drzewem czekał na nas Kakashi, który czytał książkę. Widząc nas odwrócił się i schował ją do kieszeni.
- Byłem pewny, że wybierzesz tą dziewczynę. A tu niespodzianka! Przyszłaś wraz z najlepszym członkiem drużyny Guy'a. Masz nosa, Ashley. Przynajmniej będzie zabawnie. - Nawet pomimo maski było widać, że się uśmiecha.
- Nie będzie tak łatwo, co sensei?
- Dam radę dwójce dzieciaków na poziomie chūnina. (Neji był geninem, ale można powiedzieć, że jego techniki i bystry umysł były na poziomie chūnina) Żeby zdać test musicie mi odebrać ten dzwoneczek. Osoba bez dzwoneczka wraca do akademii. Macie czas do godziny 15:00. Czas start.
- C-co? - Spytałam.
- Chodź. Schowajmy się. Musimy współpracować. Nie po to, Kakashi-sensei kazał ci zdobyć partnera, żebyś z nim teraz rywalizowała. - Stwierdził Neji.
- Masz rację. Powiedział, że osoba bez dzwoneczka nie zda testu, ale jeśli zdobędziemy go razem, to przejdziemy oboje.
- Rozumiem, mamy jakiś plan?
- Będziemy udawać, że działamy osobno. Zaatakujesz go, a ja podkradnę się od tyłu i zabiorę mu dzwoneczek.
- Dobry plan. Na trzy... Raz, dwa... TRZY! - Neji wyskoczył zza krzaków z zaniarem rzucenia się na Kakashiego. Nie docenił jednak jego umiejętności. Hatake bez problemu zablokował cios chłopaka. Odpierał jego ataki przez kilka minut, a na jego czole wystąpiły kropelki potu. Ja w tym czasie czołgałam się, przemieszczając powoli na drugi koniec pola treningowego. Gdy byłam za plecemi jounina wstałam i weszłam na drzewo. Zaczaiłam się na gałęzi i czekałam na odpowiedni moment. W tym czasie Neji aktywował Byakugana i zaczął celować w punkty przepływu chakry. TERAZ! - Pomyślałam i zeskoczyłam z drzewa, rzucając się na nauczyciela. Peleryna powiewała za moimi plecami tworząc coś w rodzaju spadochronu, który trochę spowolnił skok, dzięki czemu niczego sobie nie uszkodziłam. Kakashi najwyraźniej nie spodziewał się takiego zwrotu akcji. Swoim ciężarem przewróciłam jounina, który zniknął z donośnym "puff".
- Klon! - Wykrzykneliśmy jednocześnie.
- Całkiem dobrze sobie poradziliście. Udało wam się pokonać mojego klona cienia. Przeszliście test bez zarzutów. - Uśmiechnął się radośnie Kakashi, który w międzyczasie znalazł się za moimi plecami.
- Jak to? Przecież nie zdobyliśmy dzwoneczka. - Odparł Neji.
- Owszem, ale ten test miał za zadanie sprawdzić wasze umiejętności współpracy, a ten oto dzwoneczek miał za zadanie was skłócić. - Pomachał nam nim przed oczami, poczym schował przedmiot do kieszeni. Odetchnęłam z ulgą. Czułabym się okropnie, gdyby prze ze mnie Neji musiał wrócić do Akademii. Całe szczęście, że nic takiego się nie stało.


środa, 17 lutego 2016

Rozdział 2

Rano obudziły mnie promienie słońca. Itachi jeszcze spał, więc ostrożnie wyswobodziłam dłoń z jego uścisku i usiadłam na łóżku tak, żeby go nie obudzić. Postanowiłam, że zrobię nam śniadanie. Ubrałam szlafrok, założyłam kapcie i zeszłam na dół do kuchni.  Wyjęłam jajka z lodówki i postawiłam opakowanie na blacie. Otworzyłam szafkę w poszukiwaniu patelni i zabrałam się za robienie jajecznicy. Gotowe śniadanie nałożyłam na talerze i nakryłam do stołu. Weszłam po schodach do pokoju, który należał do Itachi'ego z zamiarem obudzenia go. Łóżko było pościelone, a właściciela nie było w pokoju. Pewnie jest w łazience. - Pomyślałam. Moje domysły potwierdził szum wody dobiegający spod przysznica. Po chwili nastała cisza, a zaraz potem dało się słyszeć zgrzyt otwieranych drzwi. Do pokoju wszedł Itachi z białym ręcznikiem przepasanym na biodrach.
- Poczekaj, tylko się przebiorę. - Powiedział, poczym otworzył szafę, wyjął jakieś ciuchy i zniknął łazience. Po kilku minutach wrócił ubrany w tradycyjny strój ANBU, a w reku trzymał biało-czerwoną maskę, symbolizującą przynależność do elity shinobi.
- Trochę ci to zajęło. Śniadanie pewnie już wystygło. - Mruknęłam zrezygnowana.
- Spokojnie. Użyję techiki oginistych kul. - Roześmiał się Uchiha.
- Bardzo śmieszne, Itaś, bardzo śmieszne. Chodź, coś wymyślę. - W moim głosie dało się wyczuć nutę rozbawienia. Zeszliśmy na dół, a ja zrobiłam sobie tosty z dżemem. Brat stwierdził, że jadał gorsze rzeczy i zimna jajecznica to dla niego pikuś. Zjadł swoją  porcję, a później również moją. Czasami mnie zadziwia, przecież jajka na zimno są ochydne. Co on musiał jadać na tych misjach? Postanowiłam go o to zapytać.
- Itachi, co ty jadłeś na tych misjach?
- Wiesz... Raz musieliśmy jeść dżdżownice z góry Myõboku, które zrobiła żona Fugaku-sama. Nie jedliśmy nic od tygodnia. Jirayia-san wpadł na ten pomysł, ale lepsze to niż śmierć głodowa, prawda?
- No nie wiem. Jak smakowały? - Spytałam, uśmiechając się podle.
- Wyobraź sobie, że musisz zjeść miskę wijących się robali w dziwnym, zielonym sosie, żeby przeżyć...
Na samą myśl zrobiło mi się niedobrze. Kawałek chleba ugrzęzł mi w gardle, a w kuchni rozległ się śmiech Itachi'ego
- Mam misję rangi S. Muszę dostarczyć zwój do Ukrytej  Wioski Kamienia. Jest to najdalej położona główna wioska od Konohy. Nie będzie mnie góra tydzień. Poradzisz sobie? - Zaniepokoił się, w końcu Shisui powieżył mu opiekę nade mną.
- Spoko, przecież mnie znasz!
- A gdyby tak... rozpętała się burza w środku nocy? - Spytał Itachi z zawadiackim uśmiechem.
- Uuchiha! Ani mi się waż komukolwiek o tym wspominać! - Zaczerwieniłam się, aż po uszy.
On tylko uśmiechnął się, wstał od stołu i posprzatał ten bałagan, który zostawił jedząc jajecznicę. Kto NORMALNY rzuca kawałkami jajka w tarczę, w którą  jeszcze wbite były shurikieny? Mój kuzyn wyszedł z domu i nie prędko wróci, a ja tym czasem muszę coś ze sobą zrobić. Zdecywałam się na pójście do gorących źródeł. Każdemu przyda się odrobina relaksu. Idąc przez Wioskę Liścia zauważyłam blondwłosego chłopca, który na oko wyglądał na młodszego ode mnie o 2 lata. Widziałam jak orążyło go czterech lepiej zbudowanych chłopaków wyszczerzonych w paskudnym uśmiechu. Blondwłosy upadł na ziemię powalony siłą ciosu przeciwnika. Inni natychniast podłapali temat i zaczęli go kopać i bić. Gdyby nie było ich tyle, blondwłosy może i by sobie poradził,ale czterech na jednego to już lekka przeasada - stwierdziłam. Najdzieniejsze było to, że inni przechodzili obojętnie, nie zwracając uwagi na to, co się dzieje. Postanowiłam coś z tym zrobić. Podeszłam do nich i położyłam rękę na ramieniu jednego z nich, który wyglądał na szefa tej całej bandy. Ten odwrócił się i lekko wystraszył.
- Czterech na jednego? To nie fair.
- M-my t-tylk-ko... -Jąkał się chłopiec.
- W takim razie... Kage bunshin no jutsu! -Krzyknęłam, a obok mnie pojawiły sie cztery klony.
- C-co? J-jak t-to? - Zdziwił się ten, stojący z lewej.
- Ehh... Technika podziału cienia. Zróbcie coś z nimi. - Powiedziałam do klonów, poczym zajęłam się chłopcem. Moje klony szybko rozprwiły się z tą bandą dzieciaków, a ja zarzuciłam sobie rekę blondyna na kark i zaczęłam pwoli kierować się w stronę szpitala. Gdy dotarliśmy na miejsce usiadłam w poczekalni. Po dwudziestu minutach drzwi się otworzyły i wyszedł z nich chłopak z obandażowaną reką i czołem.
- Już lepiej? Jak ty się wogóle nazywasz? - Spytałam.
- Tak, już w porządku. Wszystko dzięki tobie! Jestem Uzmaki Naruto! Lepiej zapamiętaj to imię, bo kiedyś zostanę Hokage! - Krzyczał na cały szpital Naruto, ale humor ewidentnie mu się poprawił.
- Jesteś głodny? Może pójdziemy na ramen?
- Ramen!!! Chodźmy, szybciej! - Pociągnął mnie za rękę w kierunku wyjścia. W jego oczach było wręcz widać psotne iskierki.
Zjedliśmy razem ramen, a potem chłopak udał się do domu, obiecując, że jeszcze się spotkamy. Zabawny z niego chłopak - pomyślałam. Nie zdążyłam nawet spytać, dlaczego go tak okrutnie potraktowali. Może im się kiedyś naraził? I dlaczego nikt nie reagował? Był już wieczór, więc nici z gorących źrodeł. Westchnęłam i poszłam do dzielnicy Uchiha, w której stał mój dom. Zmęczona oparłam się o ścianę budynku i wptrywałam się w gwiazdy. Dzisiaj było bezchmurne niebo. W oddali dostrzegłam gwiazę polarną oraz gwiazdozbiór niedźwiedzicy. Ten wieczór zdecydowanie należał do tych pięknych nocy, jakie opisują poeci w wierszach, jakie rysują malarze na płótnie i o jakich piszą piosenki, artyści.

Rozdział 1

Spokojnie, spokojnie. To nie będzie Itachi x Ashley. Miłego czytania! :D

Siedziałam na lekcji. Nauczyciel mówił o najważniejszych zasadach shinobi. Nie uważałam zbytnio, bo znam ten kodeks na pamięć. Patrzyłam na chmury, które leniwie przesuwały się po niebie. Jedna z nich przypominała mi Shisuiego. Mimo, że pogodziłam się ze śmiercią brata, to nadal czuję pustkę w sercu. Na szczęście mam jeszcze Itachiego, na którego zawsze mogę liczyć. Dalsze rozmyślania przerwał mi wrzask Iruki:
-UCHIHA! Nie interesuje cię lekcja? Skoro tak, to może wyjdziesz? – Zdenerwował się nauczyciel.
-Ma pan całkowitą rację. Nic tu po mnie. Dowidzenia. – Powiedziałam i wyszłam z klasy. Wszyscy gapili się na mnie, jakbym zrobiła coś okropnego. Przecież i tak znam to na pamięć. Prychnęłam tylko i udałam się na pole treningowe. Tutaj więcej mogę się nauczyć  niż gdybym siedziała w ławce i słuchała tych głupot. Zdjęłam bluzę i wyjęłam shurikeny z kieszeni. Zaczęłam rzucać do stojących nieopodal drewnianych pali, na których były zawieszone czarno – białe tarcze. Trafiłam w sam środek. Wyjęłam ostrza i rzuciłam jeszcze raz. Środek. Znowu.
-Fiu fiu fiu… - Gwizdnął ktoś za moimi plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam jednego najlepszych jouninów i byłego członka ANBU. Na drzewie siedział Kakashi Hatake i czytał książkę. Zdziwiłam się, bo wiele słyszałam o tym ninja. Był znany w całym świecie shinobi jako Kopiujący Ninja.
-Nic nadzwyczajnego. Chciał pan coś ode mnie?
-Widzisz… Mam do ciebie pewną sprawę, ale o szczegółach dowiesz się od Hokage. Chodź ze mną.
Poszłam za szarowłosym, który nawet podczas chodzenia czytał. Spróbowałam zajrzeć mu przez ramię, żeby zobaczyć co czyta, ale nie doceniłam jego umiejętności. Jounin odwrócił się i stanął. Nie spodziewałam się tego i wpadłam prosto w jego ramiona.Ten uderzył mnie lekko książką w głowę. Całe szczęście, że okładka była miękka. Zaśmiał się i szedł dalej jakby nigdy nic. Uśmiechnęłam się, bo mimo plotek, że Kakashi Hatake zawsze jest poważny ja uważam, że potrafi być zabawny. Szliśmy razem w milczeniu. Gdy doszliśmy do gabinetu Hokage, Kakashi stanął z boku i mnie obserwował, a ja zajęłam miejsce naprzeciwko biurka.
-Ashley Uchiha. Lat dwanaście. Zamieszkała w dzielinicy Uchiha. Mam rację? – Spytał Trzeci.
-Owszem. –Odpowiedziałam.
-Z racji, że twoje umiejętności są na wyższym poziomie wraz z radą starszych postanowiłem, że zostaniesz chuninem. Nie musisz przechodzić egzaminu, do jakiego będą przystępować twoi koledzy. Na początku Tsuchikage i Raikage sprzeciwiali się mojej decyzji, ale gdy zobaczyli twoje treningi zmienili zdanie.
-Jak to zobaczyli moje treningi? – Zdziwiło mnie, że awansowałam na chunina, ale jeszcze dziwniejszy był fakt, że dwójka kage osobiście pofatygowała się, żeby zobaczyć mój trening.
-Zaprosiłem ich do Wioski Liścia, gdzie przyszli wraz z obstawą. Nikt nie miał się o tym dowiedzieć, a zwłaszcza ty, ale uznałem, że powinnaś wiedzieć. Zgodnie uznali, że pomimo młodego wieku nadajesz się na  chunina. – Odparł spokojnie Sarutobi. Nie wiedziałam, co powiedzieć, więc tylko skinęłam głową, a Hokage kontynuował. –Będziesz chodzić na misje, a gdybyś czegoś potrzebowała, zgłoś się do Kakashiego. On będzie w tym roku jouninem nadzorującym, więc ci pomoże. Oprócz tego twoje treningi będą się odbywały we wtorki o godzinie 9:00 na placu treningowym nr. 2. Masz jakieś pytania? – spytał Trzeci.
-Tak. Kto będzie mnie trenował? – To mnie bardzo ciekawiło. Mam nadzieję, że będzie to ktoś ogarnięty.
-Kakashi Hatake, oczywiście. – Odparł staruszek.
- Jeśli to wszystko, to mogłabym już iść? – Ucieszyłam się na myśl, że będę mieć z Kakashim treningi. Jest świetnym shinobi. Podobno opanował 1000 technik, a w dodatku tak jak ja jest posiadaczem sharingana.
-Naturalnie, idź.
Wyszłam z gabinetu i skierowałam się w stronę dzielnicy, w której mieszkam. Znajdowała się na samym końcu wioski. W domu, czekał na mnie Itachi. Mieszkał po drugiej stronie ulicy, ale chwilowo przeprowadził się do mnie, bo mieszkam sama. Ojciec większość czasu spędza w biurze i rzadko wraca na noc do domu.
-Ohayo, siostrzyczko. Siadaj, zrobiłem spaghetti. – Uśmiechnął się chłopak.
-Z nieba mi spadasz. – Wyszczerzyłam ząbki i zabrałam się za jedzenie.
- Co słychać w akademii? Słyszałem, że znowu wyszłaś z lekcji.
-Tak, ale to już umiem. Wyszłam potrenować, a w międzyczasie spotkałam Kakshiego Hatake, który zaprowadził mnie do Hokage. – Odpowiedziałam i zabrałam się za pałaszowanie przygotowanej przez brata kolacji.
- Do Hokage? Co ty robiłaś u Hokage? – Zdziwił się Itachi.
- Trzeci stwierdził, że awansuje mnie na chunina i będę mieć treningi z panem Kakashim.
- No to gratuluję! Kiedy? – Poklepał mnie po plecach i wstał, żeby pozmywać naczynia.
-We wtorki o dziewiątej. – Wstałam i położyłam obok zlewu pusty talerz. Wzięłam ściereczkę i pomogłam mu wycierać talerze i sztućce. Było już późno, więc poszłam na górę, wziąć szybki prysznic i położyłam się spać. W nocy obudził mnie grzmot. Chwilę potem zobaczyłam błysk. Nie było wątpliwości, rozpętała się burza. Mimo tego, że mam dwanaście lat, to nadal boję się burzy. Kiedyś w budę mojego psa uderzył piorun. Buda się rozpadła, a pies zginął. Od tego czasu wydaje mi się, że lada chwila piorun uderzy w ten dom i zabije mnie i Itachiego. Rozbłysło światło, a kilka sekund później rozległ się grzmot. Skuliłam się pod kołdrą i błagałam, by burza przeszła bokiem. Niestety nikt nie wysłuchał mojego błagania, bo burza rozpętała się na dobre. Wybiegłam z pokoju i po omacku szukałam pokoju brata, w którym pomieszkiwał Itachi. Obaj chłopcy mieli podobne zainteresowania, więc pokój Shisuiego podobał się Itachiemu. Wymacałam klamkę i zapukałam.
-Proszę, Ash, wchodź. – Powiedział Uchiha. Weszłam do pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. Akurat w tym momencie dało się słyszeć przerażający grzmot. Podskoczyłam i przytuliłam się do niego. Ten uśmiechnął się tajemniczo i powiedział:
-Nie mów, że nadal boisz się burzy? – Spytał z lekką ironią.
-Nie śmiej się! – Zarumieniłam się lekko. Na szczęście było ciemno i miałam pewność, że nikt nie zauważy.

-Już, już. Spokojnie, nie śmieję się. – Odparł, ale nadal można było wyczuć nutkę rozbawienia w jego głosie. Itachi położył się i zaoferował mi miejsce obok siebie. Całe szczęście, że Shisui miał duże łóżko. Nie musiałam się martwić, że ktoś zacznie coś podejrzewać. W końcu jesteśmy dalekimi kuzynami. Rozległ się grzmot, a ja pod wpływem chwili złapałam Uchihę za rękę. Teraz to wyglądałam jak dorodny pomidor. Ku mojemu zdziwieniu Itachi ścisnął lekko moją rękę, dodając mi otuchy. Uspokoiłam się trochę, bo wiedziałam, że w razie czego on mnie obroni. Zasnęłam. Śnił mi się dom Kakashiego, a później piorun, który w niego uderzył. Obudziłam się z krzykiem, ale gdy poczułam, że moją dłoń trzyma Itachi uspokoiłam się i zasnęłam ponownie. Tym razem spałam spokojnie.

Prolog

Prolog jest trochę zagmatwany i wygląda na tanie romansidło, ale wszystko zmieni się wraz z kolejnymi rozdziałami.
Nazywam się Ashley Uchiha. Opowiem wam historię, jaka mi się przytrafiła. Przyszłam na świat pierwszego grudnia. Moja matka zmarła przy porodzie, a ojciec nie miał dla mnie za wiele czasu. Wychowywał mnie mój starszy brat, Shisui. Często ze mną trenował i uczył mnie wielu rzeczy, dzięki czemu posiadałam większą wiedzę i umiejętności niż moi rówieśnicy.
Podczas jednego z treningów zdarzył się wypadek. Byłam już zmęczona i nie zauważyłam lecącego shurikena, który trafił mnie prosto w brzuch. Shisui w pośpiechu wysłał wiadomość do swojego najlepszego przyjaciela, a zarazem członka klanu, Itachiego. Wspólnymi siłami zanieśli mnie do pobliskiego szpitalu, gdzie trafiłam na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej. Przeszłam operację, ponieważ ostrze uszkodziło mi trzustkę. Na szczęście dzięki pomocy medyków wyszłam z tego bez szwanku. Obudziłam się i oślepiła mnie biel ścian i pościeli. Przy moim łóżku siedział Itachi. Opowiedział mi co mnie ominęło, gdy byłam nieprzytomna. Z czasem rozmowa zeszła na inne tematy. Dzięki temu lepiej się poznaliśmy, a chłopak stał się moim najlepszym przyjacielem.
Rok później, gdy uczęszczałam na zajęcia do akademii znalazłam list na szafce nocnej, który był zaadresowany do mnie. Nadawcą był Shisui.
Droga Ashley!
Piszę do Ciebie list pożegnalny. Jak już zapewne wiesz klan Uchiha się buntuje. Lada chwila może wybuchnąć wojna domowa. Kocham zarówno wioskę jak i klan. Nie potrafię opowiedzieć się po żadnej ze stron. Zależy mi na uznaniu ojca oraz Hokage. W moim wypadku jedynym wyjściem jest samobójstwo. Pamiętaj, że zawsze możesz się zwrócić o pomoc do Itachiego. Powierzyłem mu opiekę nad tobą.
Żegnaj, Shisui

Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. W końcu każdy posiadacz Sharingana mógłby z łatwością podrobić pismo Shisuiego. Z drugiej strony takie zachowanie by do niego pasowało. Gdy ta wiadomość w końcu do mnie doszła, łzy napłynęły mi do oczu. Nagle drzwi od mojego pokoju otworzyły się  i stanął w nich Itachi. Podszedł do mnie i usiadł na łóżku. Wtuliłam się w niego, a on odwzajemnił uścisk. Dopiero wtedy pozwoliłam moim łzom płynąć. Jego koszulka była już cała mokra, ale on mimo to nadal trzymał mnie w ramionach i głaskał po głowie. Trwaliśmy tak dłuższą chwilę, dopóki nie zasnęłam. Wtedy Itachi przykrył mnie kołdrą i wyszedł.

Zanim zaczniesz czytać...

Witam wszystkich. Jest to blog o tematyce Naruto. Nie znajdziesz tutaj przesłodzonej historii o miłości dwójki bohaterów. Kanon jest zachowany. Będę pisać o Ashley, która ma charakter podobny do Sasuke, ale gdy głębiej ją poznajemy okazuję się delikatniejsza niż on, ponieważ nie doświadczyła takiego cierpienia. W tej historii nie występuje Sasuke Uchiha. Zamiast niego jest Ashley. Rozdziały postaram się dodawać raz na tydzień, może częściej. Nie będzie ŻADNYCH miesięcznych przerw, ani zawieszeń bloga. Jeśli zaczęłam to opowiadanie, to na pewno je skończę. Nie wiem jeszcze ile mi wyjdzie rozdziałów. W każdym bądź razie życzę miłej lektury. Jeśli zostawicie po sobie komentarz, jest to dla mnie znak, że ktoś docenia moją sztukę, un! (Deidara)