środa, 17 lutego 2016

Prolog

Prolog jest trochę zagmatwany i wygląda na tanie romansidło, ale wszystko zmieni się wraz z kolejnymi rozdziałami.
Nazywam się Ashley Uchiha. Opowiem wam historię, jaka mi się przytrafiła. Przyszłam na świat pierwszego grudnia. Moja matka zmarła przy porodzie, a ojciec nie miał dla mnie za wiele czasu. Wychowywał mnie mój starszy brat, Shisui. Często ze mną trenował i uczył mnie wielu rzeczy, dzięki czemu posiadałam większą wiedzę i umiejętności niż moi rówieśnicy.
Podczas jednego z treningów zdarzył się wypadek. Byłam już zmęczona i nie zauważyłam lecącego shurikena, który trafił mnie prosto w brzuch. Shisui w pośpiechu wysłał wiadomość do swojego najlepszego przyjaciela, a zarazem członka klanu, Itachiego. Wspólnymi siłami zanieśli mnie do pobliskiego szpitalu, gdzie trafiłam na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej. Przeszłam operację, ponieważ ostrze uszkodziło mi trzustkę. Na szczęście dzięki pomocy medyków wyszłam z tego bez szwanku. Obudziłam się i oślepiła mnie biel ścian i pościeli. Przy moim łóżku siedział Itachi. Opowiedział mi co mnie ominęło, gdy byłam nieprzytomna. Z czasem rozmowa zeszła na inne tematy. Dzięki temu lepiej się poznaliśmy, a chłopak stał się moim najlepszym przyjacielem.
Rok później, gdy uczęszczałam na zajęcia do akademii znalazłam list na szafce nocnej, który był zaadresowany do mnie. Nadawcą był Shisui.
Droga Ashley!
Piszę do Ciebie list pożegnalny. Jak już zapewne wiesz klan Uchiha się buntuje. Lada chwila może wybuchnąć wojna domowa. Kocham zarówno wioskę jak i klan. Nie potrafię opowiedzieć się po żadnej ze stron. Zależy mi na uznaniu ojca oraz Hokage. W moim wypadku jedynym wyjściem jest samobójstwo. Pamiętaj, że zawsze możesz się zwrócić o pomoc do Itachiego. Powierzyłem mu opiekę nad tobą.
Żegnaj, Shisui

Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. W końcu każdy posiadacz Sharingana mógłby z łatwością podrobić pismo Shisuiego. Z drugiej strony takie zachowanie by do niego pasowało. Gdy ta wiadomość w końcu do mnie doszła, łzy napłynęły mi do oczu. Nagle drzwi od mojego pokoju otworzyły się  i stanął w nich Itachi. Podszedł do mnie i usiadł na łóżku. Wtuliłam się w niego, a on odwzajemnił uścisk. Dopiero wtedy pozwoliłam moim łzom płynąć. Jego koszulka była już cała mokra, ale on mimo to nadal trzymał mnie w ramionach i głaskał po głowie. Trwaliśmy tak dłuższą chwilę, dopóki nie zasnęłam. Wtedy Itachi przykrył mnie kołdrą i wyszedł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz