Prolog jest trochę zagmatwany i wygląda na tanie romansidło, ale wszystko zmieni się wraz z kolejnymi rozdziałami.
Nazywam się Ashley Uchiha. Opowiem wam historię, jaka mi się
przytrafiła. Przyszłam na świat pierwszego grudnia. Moja matka zmarła przy
porodzie, a ojciec nie miał dla mnie za wiele czasu. Wychowywał mnie mój
starszy brat, Shisui. Często ze mną trenował i uczył mnie wielu rzeczy, dzięki
czemu posiadałam większą wiedzę i umiejętności niż moi rówieśnicy.
Podczas jednego z treningów zdarzył się wypadek. Byłam już
zmęczona i nie zauważyłam lecącego shurikena, który trafił mnie prosto w
brzuch. Shisui w pośpiechu wysłał wiadomość do swojego najlepszego przyjaciela,
a zarazem członka klanu, Itachiego. Wspólnymi siłami zanieśli mnie do
pobliskiego szpitalu, gdzie trafiłam na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej.
Przeszłam operację, ponieważ ostrze uszkodziło mi trzustkę. Na szczęście dzięki
pomocy medyków wyszłam z tego bez szwanku. Obudziłam się i oślepiła mnie biel
ścian i pościeli. Przy moim łóżku siedział Itachi. Opowiedział mi co mnie
ominęło, gdy byłam nieprzytomna. Z czasem rozmowa zeszła na inne tematy. Dzięki
temu lepiej się poznaliśmy, a chłopak stał się moim najlepszym przyjacielem.
Rok później, gdy uczęszczałam na zajęcia do akademii
znalazłam list na szafce nocnej, który był zaadresowany do mnie. Nadawcą był
Shisui.
Droga
Ashley!
Piszę do Ciebie list
pożegnalny. Jak już zapewne wiesz klan Uchiha się buntuje. Lada chwila może
wybuchnąć wojna domowa. Kocham zarówno wioskę jak i klan. Nie potrafię
opowiedzieć się po żadnej ze stron. Zależy mi na uznaniu ojca oraz Hokage. W
moim wypadku jedynym wyjściem jest samobójstwo. Pamiętaj, że zawsze możesz się
zwrócić o pomoc do Itachiego. Powierzyłem mu opiekę nad tobą.
Żegnaj, Shisui
Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. W końcu
każdy posiadacz Sharingana mógłby z łatwością podrobić pismo Shisuiego. Z
drugiej strony takie zachowanie by do niego pasowało. Gdy ta wiadomość w końcu
do mnie doszła, łzy napłynęły mi do oczu. Nagle drzwi od mojego pokoju
otworzyły się i stanął w nich Itachi.
Podszedł do mnie i usiadł na łóżku. Wtuliłam się w niego, a on odwzajemnił
uścisk. Dopiero wtedy pozwoliłam moim łzom płynąć. Jego koszulka była już cała
mokra, ale on mimo to nadal trzymał mnie w ramionach i głaskał po głowie.
Trwaliśmy tak dłuższą chwilę, dopóki nie zasnęłam. Wtedy Itachi przykrył mnie
kołdrą i wyszedł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz