sobota, 12 marca 2016

ROZDZIAŁ 8

Coś nie dawało mi spać, a byłam przecież taka zmęczona. Jakieś krzyki i tupanie skutecznie uniemożliwiały mi dalszą drzemkę, więc zirytowana otworzyłam oczy, a pierwszym, co ujrzałam była pochylająca się nade mną sekretarka Hokage. Wtedy przypomniałam sobie dlaczego tu jestem. Zerwałam się na równe nogi i najszybciej jak umiałam wybiegłam z tego gabinetu, potykając się o próg. Na szczęście udało mi się złapać równowagę i nie upokorzyłam się jeszcze bardziej niż teraz. Lada chwila miało się rozpadać, więc pobiegłam na skróty do domu. Przebrałam się w strój nadający się do walki, a zarazem odpowiedni do takiej pogody. Wzięłam plecak i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Jakieś wygodne ubrania na każdą porę roku, wodę i trochę jedzenia, wszystkie pieniądze jakie miałam oraz oczywiście wszelaką broń. Zarówno zapas shurikenów i kunai jak i cztery miecze oraz noże. Nie zabrakło również ziół leczniczych i bandaży. Wychodząc z mieszkania, zaczęłam wspominać chwile spędzone w tym budynku i okolicy. Przez te lata tyle się zdarzyło, a ja prawdopodobnie już nigdy tutaj nie wrócę. Postanowiłam odnaleźć mojego głupiego kuzyna i wyjaśnić sprawę morderstwa klanu. Jeśli okaże się nie winny, zamieszkam razem z nim w jakiejś wiosce. Zaś jeśli to naprawdę on zabił naszą rodzinę to nie będą mnie obchodziły wspólnie spędzone chwile, ani fakt, że go kocham. Zabiję go z zimną krwią.
Jeszcze tego samego dnia opuściłam wioskę pod osłoną nocy. Wymknęłam się tylnym wyjściem i wyruszyłam do wioski piasku. Słyszałam, że tam ostatnio widziano tam dwóch członków Akatsuki, organizacji, do której dołączył Itachi. Popytam miejscowych i zbiorę jak najwięcej informacji o dwóch shinobi Brzasku*. Gdy podążę ich śladem być może zaprowadzą mnie do ich kryjówki. Potem znalezienie Itachi’ego będzie bułką z masłem. Oczywiście jeśli uprzednio mnie nie zabiją. Wiem, że ryzykuje wiele, ale muszę poznać prawdę. Od tego zależy jego honor i moja zemsta.
Przez cały tydzień nikt mnie nie szukał. Na mojej drodze nie pojawił się żaden wrogi ninja. Być może dali sobie ze mną spokój. Z jednej strony ucieszyłam się, że mam wolną rękę i że nikt nie będzie deptał mi po piętach, ale z drugiej strony było mi smutno, bo nikt się mną sie przejmował, wszyscy mnie porzucili. Od mojego przebudzenia minęły dwa tygodnie, a nadal żaden z moich znajomych się ze mną nie skontaktował. Rozumiem Naruto, który jest od dwóch lat na treningu wraz z jednym z Sanninów, ale Neji i Kakashi mogliby mnie odwiedzić. Na samą myśl o nich zrobiło mi się smutno. Otarłam łzy rękawem peleryny i przyspieszyłam bieg. W oddali było już widać zarysy Wioski Piasku. Nagle poczułam na sobie czyjś wzrok. Jako doświadczona shinobi udawałam, że go nie zauważyłam, ale w każdej chwili byłam gotowa do walki. Chwilę później pojawił się przede mną zamaskowany mężczyzna. Wyciągnęłam kunai zza rękawa, ale zamarłam w połowie ruchu.
- Ka-kakashi? – Spytałam łamiącym się głosem, a mój kunai upadł na piasek. Rzuciłam się jouninowi w ramiona, a zaskoczony chłopak odwzajemnił uścisk.
- Dlaczego uciekłaś? – Z wyrzutem zapytał Hatake, ale w jego głosie dało się wyczuć również troskę. Powiedziałam mu o moich wątpliwościach w sprawie morderstwa i o Akatsuki. Kakashi zamyślił się i pokiwał głową.
- Rozumiem. Nie mam zamiaru cię powstrzymywać. – Uśmiechnął się smutno.- Ale uważaj na siebie. Jeśli nie planujesz powrotu do wioski, to przynajmniej wyślij mi czasem list. Martwię się o siebie Ashley.
- Dziękuję senpai, za wszystko.
- Również ci dziękuję, Ashley. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy. Na pożegnanie chciałbym dać ci prezent. – Powiedział shinobi, poczym zdjął swoją maskę. Moim oczom ukazała się twarz szarowłosego. Zaparło mi dech w piersiach. Nigdy nie sądziłam, że mój starszy kolega może być taki przystojny. Zarumieniłam się malowniczo, na co Hatake się zaśmiał. Założył mi swoją maskę na twarz i przytulił na pożegnanie.
W Wiosce Piasku było bardzo spokojnie. Kilku shinobi patrolowało okolicę, a miejscowi cywile przechadzali się po ulicac, załatwiając swoje sprawy. Udałam się do pobliskiego baru i zamówiłam ramen. Po chwili pojawiła się przede mną miska tej potrawy. Od razu przypomniał mi się pewnien blondyn. Zaczęłam rozmawiać z kucharzem, który był lekko wstawiony. Język mu się plątał, ale dowiedziałam się, że dwaj członkowie Akatsuki zawitali do wioski dwa dni temu i wyruszyli na południe. Oboje mieli na sobie czarne płaszcze w czerwone chmury – znak charakterystyczny dla Brzasku, a jeden z nich cały czas się garbił. Wychodząc z baru natknęłam się na jakiegoś nieznajomego człowieka, który przyparł mnie do ściany. Próbował chyba czegoś więcej, ale na szczęście do niczego nie doszło, bo przewróciłam go na ziemię jednym ruchem.
- Zabieraj te łapska! – Krzyknęłam oburzona. Robiło się już ciemno, więc takich typków będzie więcej. Nie chciałam zwracać na siebie uwagi, więc poszłam się przespać w hotelu. Zapłaciłam tylko 50 jenów za jedną noc. Nie brałam kąpieli, gdyż w takich warunkach mogłabym się tylko nabawić jakiejś choroby. Pod kołdrą było mi zimno, więc owinęłam się moją nieśmiertelną peleryną i poszłam spać.
Obudziłam się wcześnie rano i wyszłam z pokoju. Wygodniej by było spać na łonie natury niż w takim obskurnym motelu. Zjadłam śniadanie z puszki i napiłam się wody z bukłaka. Od razu wyruszyłam w dalszą podróż. Kierowałam się na południe, gdzie rzekomo miało przebywać dwóch członków Akatsuki. Na południu znajdowała się Wioska Deszczu, w której sprawował władzę Hanzo, a na wschód Wioska Trawy, do której prawdopodobnie udali się dwaj shinobi. Jeśli moje przypuszczenia się sprawdzą ta dwójka  jest teraz na granicy Kraju Wiatru i Trawy. Muszę się pospieszyć.
Wyruszyłam z Wioski Piasku cztery dni temu. Aktualnie siedzę na drzewie i obserwuję jak pewien długowłosy blondyn obrywa metalowym ogonem w brzuch. Sądząc po płaszczach i opisie kucharza, to muszą być członkowie Brzasku. Jeden z nich najwyraźniej zorientował się, że są obserwowani, gdyż odwrócił się w moim kierunku i przygotował swoją marionetkę do walki. Drugi widząc pozycje bojową partnera również przygotował się do walki. Wyjął z kieszeni coś na kształt gliny i zaczął ugniatać ją ręką wyposażoną w usta. Po chwili rzucił w moim kierunku pająkiem zrobionym z gliny.
- KATSU! – Krzyknął blondyn, a figurka wybuchła. Całe szczęście udało mi się w porę odskoczyć. Aktywowałam Sharingana i wyciągnęłam zza pleców katanę**. Skoro byli członkami tak niebezpiecznej organizacji, muszą posiadać niezwykłe zdolności. Ten przygarbiony zdjął płaszcz, a moim oczom ukazała się bojowa marionetka. Najwidoczniej marionetkarz sterował nią od środka. Wątpie, żeby udało mi się ich obydwu pokonać. Postanowiłam zadziałać dyplomatycznie.
- Jesteście członkami organizacji zwanej Akatsuki. – Bardziej stwierdziłam niż zapytałam, a marionetkarz pokiwał głową.
- Owszem. Sądząc po twoim Kekkei Genkai musisz być Uchiha, a dokładniej Ashley Uchiha. – Byłam nieco zdziwiona, że mnie znają, ale przytaknęłam. Myślałam, że dla nich, będę po prostu jednym z ostatnich Uchiha. Blondyn ponowie rzucił we mnie kilkoma figurkami, lecz tym razem nie udało mi się uniknąć wszystkich. Jedna z nich trafiła w moją lewą dłoń, raniąc ją przy tym. Syknęłam z bólu, ale walczyłam dalej. Wyciągnęłam drugi miecz i  zaatakowałam marionetkarza. Po kilku próbach ataku wreszcie udało mi się przeciąć ogon marionetki, który opadł bezwładnie na ziemię. Zdenerwowany mężczyzna zdjął z siebie resztki bezużytecznej marionetki oraz płaszcz, zostając w samych spodniach. W rzeczywistości jest to chłopak wyglądający na nie więcej niż osiemnaście lat. Jednak jego ciało nie było ludzkie, gdyż zostało wykonane  z drewna. Bordowowłosy otworzył klapkę na piersi, z której wystrzeliło mnóstwo nić chakry, poczym wyjął zwój zza pleców i przywołał stado marionetek w czerwonych ubraniach.
- Armia stu lalek, za pomocą których podbiłem cały świat! Nawet twój Sharingan i ponadprzeciętne umiejętności nie mają ze mną szans. – Odezwał się chłopak, poczym zaatakował mnie z zadziwiającą szybkością. Musiałam wyjąć noże z rękawów, gdyż moje miecze wyszczerbiły się na ogonie marionetki. Jedną lalkę przecinałam na pół za pomocą dwóch ciosów zadanych nożem. Było to stanowczo a wolno, a marionetkarz wydawał się dobrze bawić. Tymczasem blondyn szybował wysoko w górze na jednej ze swoich glinianych figurek, zrzucając przy tym pająki na ziemię, które wybuchały pod moimi nogami. Byłam już bliska wyczerpania. Niespodziewanie ogłuszył mnie ból głowy. Coś rozsadzało mi ją od środka. Na dodatek usłyszałam w niej czyjś potężny głos.
- Ashley. Potrzebujesz mocy. Potrzebujesz mnie. – Głos ewidentnie należał do mężczyzny, był lekko ochrypnięty. Krzyknęłam na całe gardło, żeby mnie zostawił. Nagle pojawiłam się w jaskini, a przede mną stał ogromny zwierz, który patrzył na mnie zza krat. Blokowała go pieczęć ośmiu znaków.
- Jesteś ogoniastą bestią!? – Wystraszyłam się nie na żarty. To by oznaczało, że mam w sobie demona.
- Powiedzmy, że jesteś blisko. Jestem synem Kuramy i Matatabi’ego. – Odparł lekko rozbawiony.
- Kuama i Matatabi? Kto to?
- A, no tak. Nie znasz ich prawdziwych imion. Kurama to imię dziewięcioogoniastego, a Matatabi dwuuogoniastego. Podczas ataku mojego ojca na Wioskę Liścia został on zapieczętowany w twoim przyjacielu, Naruto Uzumakim. Niestety Kyubi powoli tracił siły, które nieświadomie wchłaniał ten chłopak. W końcu dziewięcioogoniasty umarł. Sam Uzumaki nawet nie wie, że miał w sobie demona. Na cześć Kuramy dostałem jego imię. Odziedziczyłem również umiejętność kontrolowania ognia oraz ogromne pokłady chakry. Nie martw się, nie mam zamiaru nad tobą zawładnąć ani zemścić się na ludziach. Nie chcę, żeby ktokolwiek się o mnie dowiedział. – Demon uśmiechnął się szczerze.
- Rozumiem, ale skąd wiesz kto jest moim przyjacielem?
- Jestem częścią ciebie. Wiem wszystko o tobie i o twoich poczynaniach. Czy mogłabyś uwolnić mnie zza tych krat? Jest tu niewygodnie…
- Oczywiście. – Odblokowałam pieczęć i uwolniłam Kuramę. Następnie ocknęłam się na polanie, na której walczyłam z członkami Brzasku. Moja rana na ręce wyleczyła się, a wszystkie zadrapania zniknęły. Usłyszałam w myślach głos mojego demona.
- Moja chakra cię leczy, a teraz weź swój specjalny miecz, który dostałaś od brata. – Posłuchałam go i wyjęłam zza peleryny czarny, wytrzymały miecz, którego niemal natychmiast otoczyła chakra Kuramy. Spróbowałam się zamachnąć i uderzyć w marionetkę. Broń przecięła lalkę na pół z zadziwiającą łatwością, a na dodatek podpaliła. Najwidoczniej ten niezwykły miecz w połączeniu z umiejętnościam syna dziewięcioogoniastego i dwuogoniastego mogą działać cuda. Szybko rozprawiłam się z resztą marionetek, jednocześnie odbijając mieczem gliniane figurki spadające z nieba. Skoczyłam w kierunku marionetkarza i przystawiłam mu broń do krtani.
- Gdzie jest kryjówka Akatsuki? – Spytałam z rządzą mordu w oczach.
- Nie powiem ci…
- Zaprowadzisz mnie tam wraz z tym blondynem, inaczej cię zabije. Nie martw się, nie zamierzam zniszczyć waszej organizacji. Zależy mi tylko i wyłącznie na odnalezieniu mojego kuzyna, Itachi’ego.
- Zgoda. Zaprowadzę cię tam, ale pod jednym warunkiem
- Jakim? – Byłam gotowa zgodzić się na wszystko, byle by móc go zobaczyć.
- Dołączysz do Akatsuki.
- C-co?!
- To, co słyszałaś. Skoro nie masz zamiaru zniszczyć organizacji, nie widzę problemu. – Uśmiechnął się wrednie.
- Niech ci będzie. – Odpowiedziałam z zaciśniętymi zębami. Usłyszałam śmiech Kuramy w głowie.
- Wrrr… Zamknij się, Kurama! – Krzyknęłam w myślach, aby tylko demon mnie usłyszał. Z zamyślenia wyrwał mnie głos chłopaka o długich włosach.
- Jestem niemal w 100% pewny, że Lider przyjmie cię z otwartymi ramionami. – Zachichotał blondyn, który w międzyczasie wylądował na ziemi.
- Jestem Sasori z Wioski Piasku, a to jest mój partner, Deidara. – Przedstawił się marionetkarz.

- Miło mi, Ashley. – Powiedziałam, poczym wszyscy wsiedliśmy na ogromnego glinianego jastrzębia i pofrunęliśmy do kryjówki Brzasku.

*Brzask - Polska nazwa Akatsuki
**Katana - Japoński miecz używany przez samurajów
To jest Kurama:

A to jest miecz, którym posługiwała się Ashley. (Taki sam miał Kirito ze Sword Art Online.)

1 komentarz:

  1. Wogóle fajnie. Ale Akatsuki? XD fajnie by było jak by ich zdradziła ^^

    OdpowiedzUsuń