Coś nie
dawało mi spać, a byłam przecież taka zmęczona. Jakieś krzyki i tupanie
skutecznie uniemożliwiały mi dalszą drzemkę, więc zirytowana otworzyłam oczy, a
pierwszym, co ujrzałam była pochylająca się nade mną sekretarka Hokage. Wtedy
przypomniałam sobie dlaczego tu jestem. Zerwałam się na równe nogi i
najszybciej jak umiałam wybiegłam z tego gabinetu, potykając się o próg. Na
szczęście udało mi się złapać równowagę i nie upokorzyłam się jeszcze bardziej
niż teraz. Lada chwila miało się rozpadać, więc pobiegłam na skróty do domu.
Przebrałam się w strój nadający się do walki, a zarazem odpowiedni do takiej
pogody. Wzięłam plecak i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Jakieś wygodne
ubrania na każdą porę roku, wodę i trochę jedzenia, wszystkie pieniądze jakie
miałam oraz oczywiście wszelaką broń. Zarówno zapas shurikenów i kunai jak i
cztery miecze oraz noże. Nie zabrakło również ziół leczniczych i bandaży.
Wychodząc z mieszkania, zaczęłam wspominać chwile spędzone w tym budynku i
okolicy. Przez te lata tyle się zdarzyło, a ja prawdopodobnie już nigdy tutaj
nie wrócę. Postanowiłam odnaleźć mojego głupiego kuzyna i wyjaśnić sprawę
morderstwa klanu. Jeśli okaże się nie winny, zamieszkam razem z nim w jakiejś
wiosce. Zaś jeśli to naprawdę on zabił naszą rodzinę to nie będą mnie
obchodziły wspólnie spędzone chwile, ani fakt, że go kocham. Zabiję go z zimną
krwią.
Jeszcze tego
samego dnia opuściłam wioskę pod osłoną nocy. Wymknęłam się tylnym wyjściem i
wyruszyłam do wioski piasku. Słyszałam, że tam ostatnio widziano tam dwóch
członków Akatsuki, organizacji, do której dołączył Itachi. Popytam miejscowych
i zbiorę jak najwięcej informacji o dwóch shinobi Brzasku*. Gdy podążę ich
śladem być może zaprowadzą mnie do ich kryjówki. Potem znalezienie Itachi’ego
będzie bułką z masłem. Oczywiście jeśli uprzednio mnie nie zabiją. Wiem, że
ryzykuje wiele, ale muszę poznać prawdę. Od tego zależy jego honor i moja
zemsta.
Przez cały
tydzień nikt mnie nie szukał. Na mojej drodze nie pojawił się żaden wrogi
ninja. Być może dali sobie ze mną spokój. Z jednej strony ucieszyłam się, że
mam wolną rękę i że nikt nie będzie deptał mi po piętach, ale z drugiej strony
było mi smutno, bo nikt się mną sie przejmował, wszyscy mnie porzucili. Od
mojego przebudzenia minęły dwa tygodnie, a nadal żaden z moich znajomych się ze
mną nie skontaktował. Rozumiem Naruto, który jest od dwóch lat na treningu wraz
z jednym z Sanninów, ale Neji i Kakashi mogliby mnie odwiedzić. Na samą myśl o
nich zrobiło mi się smutno. Otarłam łzy rękawem peleryny i przyspieszyłam bieg.
W oddali było już widać zarysy Wioski Piasku. Nagle poczułam na sobie czyjś wzrok.
Jako doświadczona shinobi udawałam, że go nie zauważyłam, ale w każdej chwili
byłam gotowa do walki. Chwilę później pojawił się przede mną zamaskowany mężczyzna.
Wyciągnęłam kunai zza rękawa, ale zamarłam w połowie ruchu.
- Ka-kakashi?
– Spytałam łamiącym się głosem, a mój kunai upadł na piasek. Rzuciłam się jouninowi
w ramiona, a zaskoczony chłopak odwzajemnił uścisk.
- Dlaczego
uciekłaś? – Z wyrzutem zapytał Hatake, ale w jego głosie dało się wyczuć
również troskę. Powiedziałam mu o moich wątpliwościach w sprawie morderstwa i o
Akatsuki. Kakashi zamyślił się i pokiwał głową.
- Rozumiem.
Nie mam zamiaru cię powstrzymywać. – Uśmiechnął się smutno.- Ale uważaj na
siebie. Jeśli nie planujesz powrotu do wioski, to przynajmniej wyślij mi czasem
list. Martwię się o siebie Ashley.
- Dziękuję
senpai, za wszystko.
- Również ci
dziękuję, Ashley. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy. Na pożegnanie
chciałbym dać ci prezent. – Powiedział shinobi, poczym zdjął swoją maskę. Moim
oczom ukazała się twarz szarowłosego. Zaparło mi dech w piersiach. Nigdy nie
sądziłam, że mój starszy kolega może być taki przystojny. Zarumieniłam się
malowniczo, na co Hatake się zaśmiał. Założył mi swoją maskę na twarz i
przytulił na pożegnanie.
W Wiosce
Piasku było bardzo spokojnie. Kilku shinobi patrolowało okolicę, a miejscowi
cywile przechadzali się po ulicac, załatwiając swoje sprawy. Udałam się do
pobliskiego baru i zamówiłam ramen. Po chwili pojawiła się przede mną miska tej
potrawy. Od razu przypomniał mi się pewnien blondyn. Zaczęłam rozmawiać z
kucharzem, który był lekko wstawiony. Język mu się plątał, ale dowiedziałam
się, że dwaj członkowie Akatsuki zawitali do wioski dwa dni temu i wyruszyli na
południe. Oboje mieli na sobie czarne płaszcze w czerwone chmury – znak charakterystyczny
dla Brzasku, a jeden z nich cały czas się garbił. Wychodząc z baru natknęłam
się na jakiegoś nieznajomego człowieka, który przyparł mnie do ściany. Próbował
chyba czegoś więcej, ale na szczęście do niczego nie doszło, bo przewróciłam go
na ziemię jednym ruchem.
- Zabieraj
te łapska! – Krzyknęłam oburzona. Robiło się już ciemno, więc takich typków
będzie więcej. Nie chciałam zwracać na siebie uwagi, więc poszłam się przespać
w hotelu. Zapłaciłam tylko 50 jenów za jedną noc. Nie brałam kąpieli, gdyż w
takich warunkach mogłabym się tylko nabawić jakiejś choroby. Pod kołdrą było mi
zimno, więc owinęłam się moją nieśmiertelną peleryną i poszłam spać.
Obudziłam
się wcześnie rano i wyszłam z pokoju. Wygodniej by było spać na łonie natury
niż w takim obskurnym motelu. Zjadłam śniadanie z puszki i napiłam się wody z
bukłaka. Od razu wyruszyłam w dalszą podróż. Kierowałam się na południe, gdzie
rzekomo miało przebywać dwóch członków Akatsuki. Na południu znajdowała się
Wioska Deszczu, w której sprawował władzę Hanzo, a na wschód Wioska Trawy, do
której prawdopodobnie udali się dwaj shinobi. Jeśli moje przypuszczenia się sprawdzą
ta dwójka jest teraz na granicy Kraju
Wiatru i Trawy. Muszę się pospieszyć.
Wyruszyłam z
Wioski Piasku cztery dni temu. Aktualnie siedzę na drzewie i obserwuję jak
pewien długowłosy blondyn obrywa metalowym ogonem w brzuch. Sądząc po
płaszczach i opisie kucharza, to muszą być członkowie Brzasku. Jeden z nich
najwyraźniej zorientował się, że są obserwowani, gdyż odwrócił się w moim
kierunku i przygotował swoją marionetkę do walki. Drugi widząc pozycje bojową
partnera również przygotował się do walki. Wyjął z kieszeni coś na kształt
gliny i zaczął ugniatać ją ręką wyposażoną w usta. Po chwili rzucił w moim
kierunku pająkiem zrobionym z gliny.
- KATSU! –
Krzyknął blondyn, a figurka wybuchła. Całe szczęście udało mi się w porę
odskoczyć. Aktywowałam Sharingana i wyciągnęłam zza pleców katanę**. Skoro byli
członkami tak niebezpiecznej organizacji, muszą posiadać niezwykłe zdolności.
Ten przygarbiony zdjął płaszcz, a moim oczom ukazała się bojowa marionetka.
Najwidoczniej marionetkarz sterował nią od środka. Wątpie, żeby udało mi się
ich obydwu pokonać. Postanowiłam zadziałać dyplomatycznie.
- Jesteście
członkami organizacji zwanej Akatsuki. – Bardziej stwierdziłam niż zapytałam, a
marionetkarz pokiwał głową.
- Owszem.
Sądząc po twoim Kekkei Genkai musisz być Uchiha, a dokładniej Ashley Uchiha. –
Byłam nieco zdziwiona, że mnie znają, ale przytaknęłam. Myślałam, że dla nich, będę
po prostu jednym z ostatnich Uchiha. Blondyn ponowie rzucił we mnie kilkoma
figurkami, lecz tym razem nie udało mi się uniknąć wszystkich. Jedna z nich
trafiła w moją lewą dłoń, raniąc ją przy tym. Syknęłam z bólu, ale walczyłam
dalej. Wyciągnęłam drugi miecz i zaatakowałam
marionetkarza. Po kilku próbach ataku wreszcie udało mi się przeciąć ogon
marionetki, który opadł bezwładnie na ziemię. Zdenerwowany mężczyzna zdjął z
siebie resztki bezużytecznej marionetki oraz płaszcz, zostając w samych
spodniach. W rzeczywistości jest to chłopak wyglądający na nie więcej niż
osiemnaście lat. Jednak jego ciało nie było ludzkie, gdyż zostało wykonane z drewna. Bordowowłosy otworzył klapkę na
piersi, z której wystrzeliło mnóstwo nić chakry, poczym wyjął zwój zza pleców i
przywołał stado marionetek w czerwonych ubraniach.
- Armia stu
lalek, za pomocą których podbiłem cały świat! Nawet twój Sharingan i
ponadprzeciętne umiejętności nie mają ze mną szans. – Odezwał się chłopak,
poczym zaatakował mnie z zadziwiającą szybkością. Musiałam wyjąć noże z
rękawów, gdyż moje miecze wyszczerbiły się na ogonie marionetki. Jedną lalkę
przecinałam na pół za pomocą dwóch ciosów zadanych nożem. Było to stanowczo a
wolno, a marionetkarz wydawał się dobrze bawić. Tymczasem blondyn szybował
wysoko w górze na jednej ze swoich glinianych figurek, zrzucając przy tym
pająki na ziemię, które wybuchały pod moimi nogami. Byłam już bliska
wyczerpania. Niespodziewanie ogłuszył mnie ból głowy. Coś rozsadzało mi ją od
środka. Na dodatek usłyszałam w niej czyjś potężny głos.
- Ashley.
Potrzebujesz mocy. Potrzebujesz mnie. – Głos ewidentnie należał do mężczyzny,
był lekko ochrypnięty. Krzyknęłam na całe gardło, żeby mnie zostawił. Nagle
pojawiłam się w jaskini, a przede mną stał ogromny zwierz, który patrzył na
mnie zza krat. Blokowała go pieczęć ośmiu znaków.
- Jesteś
ogoniastą bestią!? – Wystraszyłam się nie na żarty. To by oznaczało, że mam w
sobie demona.
- Powiedzmy,
że jesteś blisko. Jestem synem Kuramy i Matatabi’ego. – Odparł lekko
rozbawiony.
- Kuama i
Matatabi? Kto to?
- A, no tak.
Nie znasz ich prawdziwych imion. Kurama to imię dziewięcioogoniastego, a
Matatabi dwuuogoniastego. Podczas ataku mojego ojca na Wioskę Liścia został on
zapieczętowany w twoim przyjacielu, Naruto Uzumakim. Niestety Kyubi powoli
tracił siły, które nieświadomie wchłaniał ten chłopak. W końcu
dziewięcioogoniasty umarł. Sam Uzumaki nawet nie wie, że miał w sobie demona. Na
cześć Kuramy dostałem jego imię. Odziedziczyłem również umiejętność kontrolowania
ognia oraz ogromne pokłady chakry. Nie martw się, nie mam zamiaru nad tobą
zawładnąć ani zemścić się na ludziach. Nie chcę, żeby ktokolwiek się o mnie
dowiedział. – Demon uśmiechnął się szczerze.
- Rozumiem,
ale skąd wiesz kto jest moim przyjacielem?
- Jestem
częścią ciebie. Wiem wszystko o tobie i o twoich poczynaniach. Czy mogłabyś
uwolnić mnie zza tych krat? Jest tu niewygodnie…
-
Oczywiście. – Odblokowałam pieczęć i uwolniłam Kuramę. Następnie ocknęłam się
na polanie, na której walczyłam z członkami Brzasku. Moja rana na ręce
wyleczyła się, a wszystkie zadrapania zniknęły. Usłyszałam w myślach głos
mojego demona.
- Moja
chakra cię leczy, a teraz weź swój specjalny miecz, który dostałaś od brata. –
Posłuchałam go i wyjęłam zza peleryny czarny, wytrzymały miecz, którego niemal
natychmiast otoczyła chakra Kuramy. Spróbowałam się zamachnąć i uderzyć w
marionetkę. Broń przecięła lalkę na pół z zadziwiającą łatwością, a na dodatek
podpaliła. Najwidoczniej ten niezwykły miecz w połączeniu z umiejętnościam syna
dziewięcioogoniastego i dwuogoniastego mogą działać cuda. Szybko rozprawiłam
się z resztą marionetek, jednocześnie odbijając mieczem gliniane figurki
spadające z nieba. Skoczyłam w kierunku marionetkarza i przystawiłam mu broń do
krtani.
- Gdzie jest
kryjówka Akatsuki? – Spytałam z rządzą mordu w oczach.
- Nie powiem
ci…
- Zaprowadzisz
mnie tam wraz z tym blondynem, inaczej cię zabije. Nie martw się, nie zamierzam
zniszczyć waszej organizacji. Zależy mi tylko i wyłącznie na odnalezieniu
mojego kuzyna, Itachi’ego.
- Zgoda.
Zaprowadzę cię tam, ale pod jednym warunkiem
- Jakim? –
Byłam gotowa zgodzić się na wszystko, byle by móc go zobaczyć.
- Dołączysz
do Akatsuki.
- C-co?!
- To, co
słyszałaś. Skoro nie masz zamiaru zniszczyć organizacji, nie widzę problemu. –
Uśmiechnął się wrednie.
- Niech ci
będzie. – Odpowiedziałam z zaciśniętymi zębami. Usłyszałam śmiech Kuramy w
głowie.
- Wrrr…
Zamknij się, Kurama! – Krzyknęłam w myślach, aby tylko demon mnie usłyszał. Z
zamyślenia wyrwał mnie głos chłopaka o długich włosach.
- Jestem
niemal w 100% pewny, że Lider przyjmie cię z otwartymi ramionami. – Zachichotał
blondyn, który w międzyczasie wylądował na ziemi.
- Jestem
Sasori z Wioski Piasku, a to jest mój partner, Deidara. – Przedstawił się
marionetkarz.
- Miło mi,
Ashley. – Powiedziałam, poczym wszyscy wsiedliśmy na ogromnego glinianego
jastrzębia i pofrunęliśmy do kryjówki Brzasku.
*Brzask - Polska nazwa Akatsuki
**Katana - Japoński miecz używany przez samurajów
To jest Kurama:
A to jest miecz, którym posługiwała się Ashley. (Taki sam miał Kirito ze Sword Art Online.)


Wogóle fajnie. Ale Akatsuki? XD fajnie by było jak by ich zdradziła ^^
OdpowiedzUsuń