niedziela, 13 marca 2016

ROZDZIAŁ 9

Podróż na glinianym ptaku dłużyła mi się niesamowicie. Pomimo malowniczych krajobrazów robiłam się coraz bardziej senna, a oczy same mi się zamykały. Oparłam na czymś miękkim głowę i zasnęłam.
Obudziłam się rześka i pełna energii, ale zorientowałam się, że trzymam głowę na ramieniu Sasori'ego, a na dodatek się do niego przytulam! Ale mi było wstyd! Spokojnie zasypiam przy dwóch tajemniczych członkach organizacji przestępczej, których dopiero co poznałam! Podniosłam gwałtownie głowę, uderzając jej czubkiem marionetkarza w brodę. Byłam teraz czerwona niczym pomidor. Na szczęście większość mojej twarzy była zasłonięta maską od Kakashi'ego
- Emmm... Tego, no... Przepraszam... - Wydukałam speszona.
- Nic się nie stało, ale następnym razem uwarzaj przy pobudce. - Uśmiechnął się Sasori, masując przy tym swoją brodę. Kiwnęłam głową, a chwilę potem Deidara ogłosił, że jesteśmy na miejscu. Nad wodospadem znajdowała się polana, obok której ciągnęły się schody do podziemi. Na ścianach jaskini tliły się pochodnie.
- Niezbyt tu przytulnie. - Stwierdziłam z nutką zawodu w głosie.
- Poczekaj chwilkę, pozory mylą. Jeśli skręcisz w lewo trafisz do niekończącego się labiryntu. - Blondyn póścił mi oczko.
- No, a na prawo?
- A na prawo mieszkamy my. - Sasori wciął się do rozmowy i otworzył przede mną drzwi. Moim oczom ukazał sie dość niecodzienny widok. Kilku członków Akatsuki spierało się o pilot do telewizora, a jeden z nich stał z pomidorem w ręku.
- PADNIJ! - Wrzasnął Deidara i pociągnął mnie za sobą na ziemię. W miejscu gdzie przed chwilą znajdowała się moja głowa wylądował ów dorodny pomidor, który rozplaskał się na ścianie.
- TOBI! Jeszcze jeden taki numer i posmakujesz smaku mojej kosy! - Krzyknął mężczyzna z srebrnymi ulizanymi włosami. Stałam zdziwiona w miejscu i patrzyłam jak Tobi biegnie do kuchni po ściereczkę i usiłuje zmyć warzywo ze ściany. Nieco zdezorientowana stałam w miejscu i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Niespodziewanie podeszła do mnie dziewczyna z granatowymi włosami.
- Witaj w siedzibie Akatsuki. Skoro przeżyłaś walkę z Deidarą i Sasorim musisz być naprawdę dobra. Jestem Konan, oprowadzę cię po naszym mieszkaniu. - Przedstawiła się kobieta i zaprowadziła do salonu. Pokazała mi również kuchnię, pokoje poszczególnych osób oraz gabinet Lidera. Pokoje były dwuosobowe, wyposażone w  łazienkę. Mniej więcej zorientowałam się w sytuacji, ale ta część jaskini wogóle nie przypominała tych obskurnych korytarzy. Tutaj było przytulnie i czułam się prawie jak w domu. Konan poradziła mi, żebym przedstawiła się najpierw  Liderowi, a później ona pokaże mi resztę. Zrobiłam tak, jak powiedziała, zapukałam do drzwi gabinetu.
- Proszę. - Odpowiedział mi męski głos, więc weszłam do pomieszczenia. Za biurkiem siedział mężczyzna z rudymi włosami i mnóstwem kolczyków. Był starszy ode mnie.
- Dzień Dobry, Liderze. - Zaczęłam niepewnie rozmowę.
- Po co tak oficjalnie? Mów mi Pain. - Roześmiał się Lider. Przytaknęłam mu na znak, że rozumiem, a on kontynuował.
- Chciałbym się dowiedzieć więcej o twojej walce z Deidarą i Sasorim. Podobno byłaś na skraju wyczerpania, ale obudziłaś w sobie potężną moc. Czy to prawda? - Spytał podejrzliwie Pain, popijając kawę.
- Tak, to prawda. W mojej głowie odezwał się głos. Demon pomógł mi z łatwością zwyciężyć dwóch członków Akatsuki, ale nie próbował nade mną przejąć kontroli. Wcześniej nic o nim nie wiedziałam.
- Rozumiem. Ile ta bestia ma ogonów?
- Sześć...
- NIEMOŻLIWE! Nie kłam! Schwytaliśmy sześcioogoniastą bestię tydzień temu.
- Mój demon nie jest jedną z dziewięciu ogoniastych bestii. Jest synem Kyubi'ego i Nibi'ego. Nie ma złych zamiarów. - Na moje słowa Pain opluł się kawą.
- Czy to jest wogóle możliwe!? Nowe pokolenie ogoniastych bestii!? One zniszczą cały świat!
- Już mówiłam, że Kurama nie ma złych zamiarów. Jest poza kratami i w każdej chwili mógłby przejąć nade mną kontrolę. - Lider zamyślił się, ale w końcu opowiedział mi o planie księżycowego oka.
- To jest niewykonalne. Dziewięcioogoniasty nie żyje, a mój demon nie może go zastąpić, bo nie jest przepełniony nienawiścią.
- W takim razie, będę musiał zabić Madarę.
- Madare Uchiha!? On nie żyje od kilkudziesięciu lat!
- Żyje i wraz z Tobim planują zniszczyć świat.
- Tym Tobim?
- Tak, to tylko jego przykrywka. Tak naprawde nazywa się Obito i jest niezwykle groźnym przeciwnikiem.
- W takim razie Akatsuki istnieje tylko po to, aby zniszczyć ten świat i nad nim zawładnąć!?
- Nie do końca. Akatsuki miało z początku inne zamiary, ale teraz, gdy plan księżycowego oka nie może zostać zrealizowany powrócę do początkowej wersji tej organizacji.
- Rozumiem, że mam ci pomóc w zabiciu Madary?
- W normalnych warunkach nie przydzieliłbym takiej misji żółtodziobowi, ale ufam tobie bardziej niż innym, a poza tym jesteś niezwykle potężną kunoichi.
- Dobrze, zgadzam się.
- Oto twój płaszcz Akatsuki. Jeśli chodzi o twojego partnera, to ustalę kim on będzie po misji. Idź teraz zapoznać się z pozostałymi członkami organizacji, ale nie daj po sobie poznać, że wiesz o Tobim. - Poradził mi Pain, a ja udałam się za jego radą do salonu, gdzie wszyscy już na mnie czekali.
- Lider przyjął cię z otwartymi ramionami? - Zachichotał Deidara.
- Bardzo śmieszne Dei, bardzo śmieszne... - Konan zdzieliła go po głowie czytaną gazetą. Usmiechnęłam się lekko, a Tobi rzucił się na mnie.
-Tobi jest dobrym chłopcem! Tobi wie o Ashley. - Wyściskał mnie chłopak, a ja o mały włos zdradziłabym jego prawdziwą tożsamość. Odsunęłam go lekko od siebie i przywitałam się z srebrnowłosym chłopakiem.
- Jestem Hidan, miło mi cię poznać. - Uśmiechnął się zalotnie i musnął ustami moją dłoń. Zarumieniłam się lekko, a Saosri krzyknął:
- Zostaw Ash w spokoju, Hidan! Ty myśisz tylko o jednym!
- Kakuzu. - Przedstawił się mężczyzna, który nie wyglądał przyjaźnie. Resztę już znałam, ale nigdzie nie widziałam powodu, dla którego tu przyszłam.
- A Itachi? Gdzie on jest? - Spytałam zniecierpliwiona ciągłym czekaniem.
- Itachi jest na misji razem z Kisame. Powinni wrócić za tydzień. - Odezwała się Konan.
- Właśnie! Nie spytałam Paina z kim będę miała pokój. - Wszystkich wokół zatkało, stali z uchylonymi ustami i gapili się na mnie.
- Coś się stało? - Spytałam zdezorientowana.
- Nazwałaś Lidera "Pain"... - Odparł zdziwiony Sasori.
- Tak kazał siebie nazywać. Mówił, że "Lider" brzmi zbyt sztywno. Coś nie tak?
- Nikomu z nas nie pozwala do siebie tak mówić. Nawet dla Konan jest służbowo Liderem.
- Przepraszam, też będę  zwracać sie do niego oficjalnie.
- Nie w tym rzecz. Po prostu ci zaufał. -Stwierdził Deidara. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Dochodziła 20:45. Poszłam na górę pod pretekstem położenia się spać, ale tak naprawdę udałam się do gabinetu Lidera. Weszłam bez pukania, żeby nikt nie słyszał. Chłopak przeglądał właśnie jakieś papiery. Nie odezwał się nawet słowem, tylko skinął głową na przywitanie. Zgodnie z planem przeczekaliśmy w jego pokoju trzy godziny. Gdy mijała północ zakradłam się do pokoju Tobi'ego, który dzielił z Zetsu. Rozmawiali o dziewięcioogoniastych bestiach i o Madarze. Chwilę później Tobi udał się do łazienki, a ja wróciłam do Paina.
- Mam ważne informacje. Zetsu przyłączył się do planu. Planują spotkać się z Madarą jutro w nocy.
- Zetsu też!? Będziemy mieć kłopoty, jeśli czegoś nie zrobimy.
- Wiesz gdzie planują się spotkać z moim przodkiem? - Spytałam.
- Prawdopodobnie w jaskini, znajdującej się we wschodniej części Kraju Trawy.
- Rozumiem, że udasz się tam razem ze mna?
- Tak, a teraz idź do swojego pokoju i się pożądnie wyśpij.
- Właśnie, gdzie jest mój pokój? Z tego co wiem są dwuosobowe.
- Tak się składa, że chwilowo nie mamy pokoju dla ciebie... - Pain podrapał sie w tył głowy zakłopotany.
- W takim razie prześpię się na kanapie.
- Nie! Nie wypada, żeby kobieta spała na kanapie. Dzisiaj możesz przespać się w moim pokoju, a jutro coś wymyślimy.
- Dzięki, Pain. - Uśmiechnęłam się. Muszę się wyspać. W końcu jutro muszę zabić dwóch Uchiha i roślinkę...

1 komentarz: