niedziela, 21 lutego 2016

Rozdział 5

ZBIERAM ZAMÓWIENIA NA ONE-SHOT Z NARUTO. Obudziły mnie promienie słońca, które wpadały  do mojego pokoju. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 8:30. Usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się niczym kot. Chętnie bym jeszcze trochę pospała, ale mam sporo rzeczy do zrobienia. Jęknęłam na znak dezaprobaty i pościeliłam łóżko. Przebrałam się w zwykły strój, ale umieściłam w nim również różnego rodzaju broń. Nigdy nie wiadomo, co się może zdarzyć. Będąc w łazience spojrzałam w lustro. Przez noc z moich włosów zrobiła się jakaś szopa. Wzięłam szczotkę i przeczesałam czarne włosy, sięgające połowy pleców. Po chwili zeszłam do kuchni, żeby zrobić sobie śniadanie. Nalałam mleko do miski i wsypałam płatki. Zawsze piję zimne mleko. Zaczęłam jeść, jednocześnie przeglądając jakieś czasopismo. Gdy skończyłam, udałam się na targ. Itachi musi coś jeść. Ja zresztą też. Kupiłam świeżego kurczaka, owoce, warzywa, mleko, jajka, masło i śmietanę. Wzięłam też czekoladę. Wracając do domu napotkałam Takumi'ego, który kłócił się z Naruto. Poszło chyba o wczorajszy pojedynek.
- Takumi! Naruto! Co wy wyprawiacie?
- On twierdzi, że jest ode mnie lepszy! Przecież był remis! - Oburzył się Uzumaki.
- Nieprawda! To ty cały czas przechwalasz się jaką to masz świetną wolę walki! - Zaprotestował Senju.
- Ech... Wczorajszy pojedynek zakończył się remisem. To prawda, że uderzenie Takumi'ego jest lepsze, niż twoje, Naruto - Zwróciłam sie do blondyna.
- Ha! - Napuszył się Takumi.
- Jednakże, gdybyś to ty oberwał od Naruto, prawdopodobnie nie podniósłbyś się i pogodził z przegraną, a Naruto mimo bólu walczył dalej. Jesteście od siebie różni. Oboje macie wady i zalety. Nie będę was porównywać, bo do niczego nie dojdę. Zrozumiano?
- Taaak. - Powiedzeli chórem chłopcy.
- Jeśli jeszcze raz zobaczę, że się o to kłócicie, będziecie musieli zrobić 2000 pompek. - Uśmiechnęłam się wrednie.
- ILE?! Dwa tysiące? -Wykrzyknął Uzumaki.
- Owszem, więc radzę wam uważać. - Powiedziałam, poczym odwróciłam się i skierowałam w stronę domu. Musiałam heszcze ugotować obiad i poćwiczyć. Pilnowanie tej trójki geninów, to niełatwe zadanie. Nie dziwię się Kakashi'emu, że wziął sobie kogoś do pomocy. Za dużo gadania, za mało robienia! - Skarciłam się w myślach i zabrałam się do obrabiania kurczaka, ktorego posiekałam w drobne kawałki. Ugotowałam ryż oraz pokroiłam warzywa. Mięso wrzuciłam do garnka wraz z warzywami i doprawiłam do smaku. W tym czasie ryż nabrał odpowiedniej miękkości i był gotowy do spożycia. Po pół godzinie kurczak w warzywach również był gotowy. Nałożyłam obiad na talerze i wyjęłam sztućce. Itachi miał być w domu o wpół do pierwszej, a tymczasem dochodziła druga po południu. Te rozmyślania przerwał szczęk otwieranego zamka.
- Oho. O wilku mowa. - Pomyślałam.
- Wróciłem! - Odkrzyknął Uchiha z sąsiedniego pomieszczenia.
- Spóźniłeś się... Chodź, bo wystygnie. - Zawowłałam kuzyna na obiad.
- Specjalnie czekałaś na mnie z obiadem? - Wyszczerzył się Itachi.
- Chyba śnisz! To był czysty przypadek.
- Ja i tak wiem swoje. - Powiedział i poszedł do łazienki umyć ręcę oraz zdjąć tradycyjny strój ANBU. Wrócił po kilku minutach.
- Jak misja? - Spytałam.
- Dobrze, wszystko przebiegło zgodnie z planem. Wybacz, ale nie mogę zdradzić ci szczegółów. Słyszałem, że zostałaś zastępcą Kakashi'ego? Musi mieć do ciebie zaufanie.
- To prawda, miał w zamian zdjąć maskę.
- Nie zdjął? - Zainteresował się Itachi.
- Zdjął, ale pod spodem miał drugą...
- Można by się tego po nim spodziewać. W końcu to legendarny Kakasi Hatake! - Roześmiał się Uchiha. Resztę posiłku zjedliśmy, rozmawiając o błahostkach. Wieczorem miałam jeszcze udać się do Hokage. Pomachałam Itachi'emu na pożegnanie i wyszłam z mieszkania. Szłam krętymi uliczkami dzielnicy Uchiha. Doszłam na miejsce spóźniona. Pobiegłam po schodach, wymijając po drodze zdziwionego Kotetsu.
- Spieszę się! - Krzyknełam przez ramię, na co ten wzruszył ramionami i powrócił do wykonywania poprzedniej czynności, czyli noszenia jakichś papierów. Zdyszana dotarłam pod drzwi gabinetu Hokage. Wziełam kilka głębokich wdechów i zapukałam.
- Proszę. - Usłyszałam głos Trzeciego, dobiegający zza drzwi. Uchyliłam je i wślizgnełam się do środka. Stanęłam naprzeciwko Sarutobiego, a ten odrzekł poważnym głosem:
- Ashley Uchiha. Mam dla ciebie trudną misję rangi A. Miałem na nią wysłać twojego kuzyna, Itachi'ego, ale on dopiero co wrócił z misji ANBU. Twoim partnerem będzie członek klanu Hyūga, posiadajacy Byakugana. Z tego co wiem, dobrze wam się razem pracowało na treningu. Misja polega na dostarczeniu zwoju do Tsuchikage. Musicie bardzo uważać, bo ninja z Wioski Mgły będą chcieli przechwycić tą wiadomość.
- Kiedy mamy wyruszać? - Spytałam, lekko zaniepokojona trudnością misji.
- Dzisiaj w nocy. Przekażę wam zwój i opuścicie wioskę. Neji Hyūga już wie. Będzie na ciebie czekał przed głównym wyjściem o drugiej w nocy.
- Jeśli to już wszystko, to ja już pójdę.
- Oczywiście, przygotuj się. - Przyznał mi rację Trzeci. Wyszłam z gabinetu i postanowiłam udać się do domu na skróty. Jak na prawdziwego shinobi przystało, wspiełam się na drzewo i skoczyłam na sąsiedni budynek. Skakałam po dachach, aż znalazłam się na dachu swojego domu.
-Dwa razy szybciej niż poprzednio. - Stwierdziłam w myślach. Weszłam do domu tylko po to, aby zmienić ekwipunek.
- Jakaś misja? - Zapytał Itachi, opierając się o framugę.
- Taaa.
- Sprecyzujesz?
- Za godzinę wyruszam z Nejim do Wioski Kamienia, żeby dostarczyć zwój do Tsuchikage. Mamy uważać na ninja z Mgły. - Powiedziałam nawet się nie odwracając.
- Hmm... Taka misja dla świeżo upieczonego chūnina? - Spytał podejrzliwie Uchiha.
- Tak. Z założenia Trzeciego to ty miałeś dostać tą misje, ale w miedzyczasie pojawiły się komplikacje, bo musiałeś pilnie wyruszyc na misje jako członek ANBU. Do tej misji potrzebny jest Sharingan, żeby móc sprawdzić, czy zwój nie został podmieniony podczas walki. Neji pochodzi z klanu Hyùga, więc jest posiadaczem Byakugana. Z racji tego, że ostatnim razem dobrze nam się współpracowało, Trzeci postanowił nas przydzielić do tej misji.
- To zbyt niebezpidczne! Porozmawiam z Hokage i pójdę na tę misję zamiast ciebie. - Zapropnował Itachi, szykując się do wyjścia.
- Nie! Itachi, stój! -Szarpnęłam go za ramię i przygwoździłam do ściany. Zaskoczony Uchiha już miał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
- Dam sobie radę! Jestem już chūninem, a poza tym dobrze się dogaduję z Nejim. Ty jesteś wykończony po misji. - Itachi już miał zaprotestować, ale nie dałam mu dojść do głosu.
- Wiem, że się o mnie martwisz, ale jestem już wystarczająco duża. Gdyby Trzeci uznał, że sobie nie poradzę, to nie przydzieliłby mi tej misji.
- Ech... niech ci będzie. Uważaj na siebie. - Wstchnął Itachi, poczym mocno mnie do siebie przytulił. Odwzajemniłam uścisk, wtulajac sie w jego klatke piersiową. Spojrzałam kątem oka na zegarek i odsunełam się od kuzyna. Nie chciałam sie spóźnić.
Neji już czekał pod bramą.
- Yo, Neji! Idziemy?
- Tak. Musimy utrzymywać w miarę szybkie tempo... BYAKUGAN! - Krzyknął Neji, składając dłonie w pięczęć. Wokół jego oczu pojawiły się żyłki. Skakaliśmy po drzewach już dobrą godzinę. Nagle Hyūga krzyknął:
- Ashley, za tobą!
- Odweróciłam się, wyjmując jednocześnie kunai z rękawa. Za mną biegło trzech shinobi z Wioski Chmury. Jeden z nich rzucił kilka kunai z doczepionymi notkami wybucjowymi w moją  stronę. Odbiłam je, ale jedna z nich wybuchła tuż przede mną. Na szczęście Neji w porę zareagował odpychając mnie w bok. Kiwnęłam mu tylko głową na podziękowanie, gdyż nie mieliśmy czasu na rozmowę. Zajęłam się tym z prawej strony. Rzuciłam w jego stronę shurikenem, poczym wykonałam kilka pieczęci. Broń sklonowała się. Mój przeciwnik nie spodziewał się tego. Jeden z nich trafił go w ramię, rozcinając przy tym jego bluzę. Trochę krwi skapnęło na ziemię. Tymczasem Neji walczył z pozostałymi ninja. Odpierał ataki obydwu napastników, lecz jego ruchy były coraz bardziej chaotyczne, a uderzenia mniej precyzyjne. Postanowiłam użyć mojej tajnej broni. Wyciągnęłam zza pasa katanę. (japoński miecz jednoręczny) Podczas treningów z Kakashim ten kładł spory nacisk na umiejętność władania mieczem. Zamachnęłam się, chroniąc Neji'ego przed shinobi z Mgły. Hyūga zdziwił się, że potrafię używać takiej broni, ale nic nie powiedział. Skupiliśmy się na walce. Zaraz! Coś tu nie pasuje. Atakowało nas trzech shinobi, a teraz jest ich dwóch...
- Pod nami! - Krzyknął posiadacz Byakugana. Odskoczyłam w bok w samą porę, bo z miejsca, w którym stałam wyłonił się wrogi ninja. Lecz to nie był ten sam, co na początku. Ten miał czarne, postawione włosy oras bandaż na twarzy. W ręku trzymał ogromny miecz. Krzyk wydarł sie z mojego gardła. Przecież to był ten słynny Zabuza, jeden z mistrzów miecza. Z moją kataną nie miałam żadnych szans. Sadząc po minie Neji"ego on równiż wiedział kim był ów przeciwnik. Na drzewie za nami pojawił się jakiś chłopak drobnej budowy z długimi włosami.
- Haku! Ile można czekać? - Zdenerwował sie Zabuza.
- Przepraszam Zabuza-san! - Odkrzyknął wystraszony chłopak, który po chwili rzucił igłami w moim kierunku.
- Kuso! Nie uniknę wszystkich broni. Jest ich za dużo. -Pomyślałam. Zrobiłam unik, ale kilka igieł wbiło sie w moje ręcę, nogi oraz bok.
- Ashley! - Zawołał przerażony Neji. Może Itachi miał racje i rzeczwiście ta misja jest dla mnie za trudna? Ale skąd miałm wiedzieć, że pojawi sie jeden z mistrzów miecza? Gdy kolejne igły leciały w moja stronę, bez problemu ich uniknełam, a dopiero chwilę później wbiły się one w ziemię. Jak to możliwe? Spojrzałam zdziwiona na chłopaka, który krzyknął:
- Zabuza-san, ta dziewczyna posiada Sharingana!
- Poradzisz sobie, Haku. - Odparł shinobi z mgły walcząc z Neji'm, który nie miał najmnniesych szans. Postanowiłam uciec do ostatecznego rozwiązania. Wyjęłam zwój z kieszeni i położyłam go na ziemi.
- KATON-GYOKAKU NO JUTSU! - Krzyknełam, poczym nabrałam powietrza w płuca. Z moich ust wydobyła się ogromna kula ognia, która spaliła zwój na popiół. Wściekły Zabuza ryknął i rzucił się na mnie, wymachując swoim mieczem. Trafił mnie, raniąc przy tym moją rękę. Rana była głęboka. Upadłam na kolana, trzymając się za ramię. Zabuza nie zwracał na to uwagi. Przecinał mieczem powietrze. Tymczasem Neji biegł w moim kierunku, ale zatrzymała go trójka shinobi, która nas zaatakowała. Zagrodzili mu drogę, nie pozwalając na dotarcie do mnie. Byłam zdana tylko iwyłącznie na siebie. Mistrz miecza zranił mnie w nogę. Z mojej łydki trysła krew. Kolejnje cięcie. Tym razem trafił w lewy bok. A więc tak mam zginąć? Zabawne. Nie wykonałam misji, może to nawet lepiej? Zabuza miał wykonać ostateczy cios. Podniósł miecz do góry, ale w tym samym czasie rozległ się krzyk tego chłopaka, Haku.
- Zabuza-san! Te skały zaraz się zawalą! Faktycznie. Wielkie głazy zaczęły staczać się po zboczu, rujnując przy tym drzewa. Zabuza podszedł zniesmaczony do Haku, który jakąś nieznaną techniką przeniósł ich w inne miejsce. Pozostała trójka shinobi z mgły pobiegła lasem. Nie byłam w stanie sie ruszyć. Ostatnie co pamiętam, to Neji'ego, który wziął mnie na plecy i uciekł od walących się skał.
Jeśli ci się podoba, skomentuj. Konstruktywna krytyka i rady mile widziane :)
Tak wygląda Ashley :D



2 komentarze: