środa, 17 lutego 2016

Rozdział 2

Rano obudziły mnie promienie słońca. Itachi jeszcze spał, więc ostrożnie wyswobodziłam dłoń z jego uścisku i usiadłam na łóżku tak, żeby go nie obudzić. Postanowiłam, że zrobię nam śniadanie. Ubrałam szlafrok, założyłam kapcie i zeszłam na dół do kuchni.  Wyjęłam jajka z lodówki i postawiłam opakowanie na blacie. Otworzyłam szafkę w poszukiwaniu patelni i zabrałam się za robienie jajecznicy. Gotowe śniadanie nałożyłam na talerze i nakryłam do stołu. Weszłam po schodach do pokoju, który należał do Itachi'ego z zamiarem obudzenia go. Łóżko było pościelone, a właściciela nie było w pokoju. Pewnie jest w łazience. - Pomyślałam. Moje domysły potwierdził szum wody dobiegający spod przysznica. Po chwili nastała cisza, a zaraz potem dało się słyszeć zgrzyt otwieranych drzwi. Do pokoju wszedł Itachi z białym ręcznikiem przepasanym na biodrach.
- Poczekaj, tylko się przebiorę. - Powiedział, poczym otworzył szafę, wyjął jakieś ciuchy i zniknął łazience. Po kilku minutach wrócił ubrany w tradycyjny strój ANBU, a w reku trzymał biało-czerwoną maskę, symbolizującą przynależność do elity shinobi.
- Trochę ci to zajęło. Śniadanie pewnie już wystygło. - Mruknęłam zrezygnowana.
- Spokojnie. Użyję techiki oginistych kul. - Roześmiał się Uchiha.
- Bardzo śmieszne, Itaś, bardzo śmieszne. Chodź, coś wymyślę. - W moim głosie dało się wyczuć nutę rozbawienia. Zeszliśmy na dół, a ja zrobiłam sobie tosty z dżemem. Brat stwierdził, że jadał gorsze rzeczy i zimna jajecznica to dla niego pikuś. Zjadł swoją  porcję, a później również moją. Czasami mnie zadziwia, przecież jajka na zimno są ochydne. Co on musiał jadać na tych misjach? Postanowiłam go o to zapytać.
- Itachi, co ty jadłeś na tych misjach?
- Wiesz... Raz musieliśmy jeść dżdżownice z góry Myõboku, które zrobiła żona Fugaku-sama. Nie jedliśmy nic od tygodnia. Jirayia-san wpadł na ten pomysł, ale lepsze to niż śmierć głodowa, prawda?
- No nie wiem. Jak smakowały? - Spytałam, uśmiechając się podle.
- Wyobraź sobie, że musisz zjeść miskę wijących się robali w dziwnym, zielonym sosie, żeby przeżyć...
Na samą myśl zrobiło mi się niedobrze. Kawałek chleba ugrzęzł mi w gardle, a w kuchni rozległ się śmiech Itachi'ego
- Mam misję rangi S. Muszę dostarczyć zwój do Ukrytej  Wioski Kamienia. Jest to najdalej położona główna wioska od Konohy. Nie będzie mnie góra tydzień. Poradzisz sobie? - Zaniepokoił się, w końcu Shisui powieżył mu opiekę nade mną.
- Spoko, przecież mnie znasz!
- A gdyby tak... rozpętała się burza w środku nocy? - Spytał Itachi z zawadiackim uśmiechem.
- Uuchiha! Ani mi się waż komukolwiek o tym wspominać! - Zaczerwieniłam się, aż po uszy.
On tylko uśmiechnął się, wstał od stołu i posprzatał ten bałagan, który zostawił jedząc jajecznicę. Kto NORMALNY rzuca kawałkami jajka w tarczę, w którą  jeszcze wbite były shurikieny? Mój kuzyn wyszedł z domu i nie prędko wróci, a ja tym czasem muszę coś ze sobą zrobić. Zdecywałam się na pójście do gorących źródeł. Każdemu przyda się odrobina relaksu. Idąc przez Wioskę Liścia zauważyłam blondwłosego chłopca, który na oko wyglądał na młodszego ode mnie o 2 lata. Widziałam jak orążyło go czterech lepiej zbudowanych chłopaków wyszczerzonych w paskudnym uśmiechu. Blondwłosy upadł na ziemię powalony siłą ciosu przeciwnika. Inni natychniast podłapali temat i zaczęli go kopać i bić. Gdyby nie było ich tyle, blondwłosy może i by sobie poradził,ale czterech na jednego to już lekka przeasada - stwierdziłam. Najdzieniejsze było to, że inni przechodzili obojętnie, nie zwracając uwagi na to, co się dzieje. Postanowiłam coś z tym zrobić. Podeszłam do nich i położyłam rękę na ramieniu jednego z nich, który wyglądał na szefa tej całej bandy. Ten odwrócił się i lekko wystraszył.
- Czterech na jednego? To nie fair.
- M-my t-tylk-ko... -Jąkał się chłopiec.
- W takim razie... Kage bunshin no jutsu! -Krzyknęłam, a obok mnie pojawiły sie cztery klony.
- C-co? J-jak t-to? - Zdziwił się ten, stojący z lewej.
- Ehh... Technika podziału cienia. Zróbcie coś z nimi. - Powiedziałam do klonów, poczym zajęłam się chłopcem. Moje klony szybko rozprwiły się z tą bandą dzieciaków, a ja zarzuciłam sobie rekę blondyna na kark i zaczęłam pwoli kierować się w stronę szpitala. Gdy dotarliśmy na miejsce usiadłam w poczekalni. Po dwudziestu minutach drzwi się otworzyły i wyszedł z nich chłopak z obandażowaną reką i czołem.
- Już lepiej? Jak ty się wogóle nazywasz? - Spytałam.
- Tak, już w porządku. Wszystko dzięki tobie! Jestem Uzmaki Naruto! Lepiej zapamiętaj to imię, bo kiedyś zostanę Hokage! - Krzyczał na cały szpital Naruto, ale humor ewidentnie mu się poprawił.
- Jesteś głodny? Może pójdziemy na ramen?
- Ramen!!! Chodźmy, szybciej! - Pociągnął mnie za rękę w kierunku wyjścia. W jego oczach było wręcz widać psotne iskierki.
Zjedliśmy razem ramen, a potem chłopak udał się do domu, obiecując, że jeszcze się spotkamy. Zabawny z niego chłopak - pomyślałam. Nie zdążyłam nawet spytać, dlaczego go tak okrutnie potraktowali. Może im się kiedyś naraził? I dlaczego nikt nie reagował? Był już wieczór, więc nici z gorących źrodeł. Westchnęłam i poszłam do dzielnicy Uchiha, w której stał mój dom. Zmęczona oparłam się o ścianę budynku i wptrywałam się w gwiazdy. Dzisiaj było bezchmurne niebo. W oddali dostrzegłam gwiazę polarną oraz gwiazdozbiór niedźwiedzicy. Ten wieczór zdecydowanie należał do tych pięknych nocy, jakie opisują poeci w wierszach, jakie rysują malarze na płótnie i o jakich piszą piosenki, artyści.

1 komentarz: